Archives for posts with tag: sonet

 

All dessen müd, nach Rast im Tod ich schrei.
Ich seh es doch: Verdienst muß betteln gehn,
Und reinste Treu am Pranger steht dabei,
Und kleine Nullen sich im Aufwind blähn,
Und Talmi-Ehre hebt man auf den Thron,
Und Tugend wird zur Hure frech gemacht,
Und wahre Redlichkeit bedeckt mit Hohn,
Und Kraft durch lahme Herrschaft umgebracht,
Und Kunst das Maul gestopft vom Apparat,
Und Dummheit im Talar Erfahrung checkt,
Und schlichte Wahrheit nennt man Einfalt glatt,
Und Gutes Schlechtesten die Stiefel leckt.
All dessen müd, möcht ich gestorben sein,
Blieb nicht mein Liebster, wenn ich sterb, allein.

 

[przeł. Christa Schuenke,
oryginał i przekład Barańczaka tu]

Wybór fraz, po których w ostatnich dwóch tygodniach trafiano – głównie przypadkowo, jak widać – na mrówkodzika.

 

sonet szekspira najsmutniejszy

złote myśli stuła

poprawna nazwa tzw rzygownika

gry rodzenie i ruchanie

„golenie głowy” rekonstrukcje historryczne

zupa czernina wiersze

jak powstaje dziecko przez ruchanie

kurczenie penisa po amfetaminie

kokieteria a rebours co to

śpiewaczka operowa łódż matka aldony orłowskiej

co w slangu gejowskim znaczy róża ?

kot z herbu pruszkowa

mloda i dziadek daje odbyt i sra

[Wiersz, który mnie przed laty wzruszył, na tablicy niedaleko skrzyżowania Grójeckiej z Bitwy Warszawskiej]

 

Ja jestem zła ulica. Nie przystępuj do mnie,
Najeźdźco, który niesiesz śmierć samolotową!…
Swojego bronię miasta twardo i niezłomnie…
Do walki jestem zawsze skorą i gotową…

Ja jestem zła ulica!… Stawiam barykady
I pluję armatami, karabinem walę.
Nie przerażą mnie twoich bomb tonowych grady
I czołgi twe jaszczurcze chwytam wciąż zuchwale.

Ja jestem zła ulica!… Lecz swe kocham dzieci,
Których mi co dzień więcej na łonie umiera,
Gdy kamienic granica przy tym jasno świeci.

Ja jestem zła ulica!… Lecz choć głód doskwiera,
Nie wpuszczę cię do miasta, gwałcicielu krwawy!
———————————————————–
Ja, pani Opaczewska, bronię dziś Warszawy!

 

[Jan Janeczek (1898-1944) Żołnierz Armii Krajowej]

Wyjątkowo długie frazy z wyszukiwarek ostatnio. Dzisiaj wybrane z nich na kształt poniższy:

 

*

nie lubie jak mi sie ktos kreci w kuchni

teledysk facet siedzi w klubie i obserwuje dziewczyny

narod niewierny tworzy sie przez lata nasturcjo nasza

heksakosjoiheksekontaheksafobia

 

zgwałceni przez dresiarzy gejowskie opowiadania

dwóch geje nie mógł wyciągnąć kutas

pedzio gay z wytryskiem do paszczu

po co lizbijce facet?

 

wyścig szczurów sromo woro

mała mysz jak się nazywa

chłopiec dupczy owcę

 

szrom niewiesci

albertyna bdsm

13 do kutania

Właśnie, to skoro o podsumowaniach mowa (pół żartem, bardziej serio). Długi wstęp. Śpiewać zaczynają po drugiej minucie, jakby co.

I’ vo piangendo i miei passati tempi
i quai posi in amar cosa mortale,
senza levarmi a volo, abbiend’ io l’ale
per dar forse di me non bassi essempi.

 Tu che vidi i miei mali indegni ed empi
Re del cielo, invisibile, immortale,
socorri a l’alma disviata e frale,
e ’l suo defetto di tua grazia adempi;

 sì che, s’io vissi ’n guerra ed in tempesta,
mora in pace ed in porto; e se la stanza
fu vana, almen sia la partita onesta.

 A quel poco di viver che m’avanza
ed al morir, degn’esser tua man presta:
tu sai ben che ’n altrui non ò speranza.

[Petrarca, CCCLXV]

Idę i płaczę nad swym dawnym życiem,
Które oddałem miłości na świecie,
W lot się nie wzbiłem, mając skrzydła przecież,
By się pokazać godnym należycie.

Ty, któryś widział me niegodziwości,
O niewidzialny, wieczny niebios Królu,
Ratuj mą duszę zbłąkaną wśród bólu,
Jej słabość pokryj pełnią łaskawości

Tak, bym umierał w spokojnej przystani,
Przeżywszy burze i wojny; i  niechaj
Po próżnym bycie dobry kres nastanie.

W tej resztce życia, w ostatnich oddechach,
Gdy śmierć przybędzie, racz mi dać swe ramię:
W tobie jedynej nadziei pociecha.

[tłum. mrówkodzik]

 

When most I wink, then do mine eyes best see,
For all the day they view things unrespected;
But when I sleep, in dreams they look on thee,
And darkly bright are bright in dark directed.
Then thou, whose shadow shadows doth make bright,
How would thy shadow’s form form happy show
To the clear day with thy much clearer light,
When to unseeing eyes thy shade shines so!
How would, I say, mine eyes be blessed made
By looking on thee in the living day,
When in dead night thy fair imperfect shade
Through heavy sleep on sightless eyes doth stay!

All days are nights to see till I see thee,
And nights bright days when dreams do show thee me.

 

When, in disgrace with fortune and men’s eyes,
I all alone beweep my outcast state
And trouble deaf heaven with my bootless cries
And look upon myself and curse my fate,
Wishing me like to one more rich in hope,
Featured like him, like him with friends possess’d,
Desiring this man’s art and that man’s scope,
With what I most enjoy contented least;
Yet in these thoughts myself almost despising,
Haply I think on thee, and then my state,
Like to the lark at break of day arising
From sullen earth, sings hymns at heaven’s gate;

For thy sweet love remember’d such wealth brings
That then I scorn to change my state with kings.

A woman’s face with Nature’s own hand painted
Hast thou, the master-mistress of my passion;
A woman’s gentle heart, but not acquainted
With shifting change, as is false women’s fashion;
An eye more bright than theirs, less false in rolling,
Gilding the object whereupon it gazeth;
A man in hue, all ‚hues’ in his controlling,
Which steals men’s eyes and women’s souls amazeth.
And for a woman wert thou first created;
Till Nature, as she wrought thee, fell a-doting,
And by addition me of thee defeated,
By adding one thing to my purpose nothing.

But since she prick’d thee out for women’s pleasure,
Mine be thy love and thy love’s use their treasure.