Archives for posts with tag: specyficzne

1. Coś z niczego, nic z czegoś

Pakuję tylko i wyłącznie dla siebie jak się komuś nie podoba to nie musi oglądać życie musi być lekkie a nie siedzieć z dupą przed telewizorem i nic nie robić lenie weźcie się sami za siebie zobaczcie jaki to wysiłek by coś osiągnąć nic samo z siebie się nie zrobi!

2. A na świecie zbożny pobyt

JESTEM PO JESTEM

3. O tępora, o mores

Meczy mnie nagminne nieodpisywanie. Zatrzymajmy zdziczenie obyczajow. Nauczmy sie odmawiac.

4. Białawy strumień świadomości

Jestem młody szukam osób do sexu. Dużym penisem i najlepiej mobilnych sex w plenerze i najdziksze i najbardziej zboczone fantazje ja to spelnie.

5. Alter i ego

Lubie sport i generalnie rozumianą aktywność fizyczną (rolki, rower, narty, siłownia, basen), alternatywny sposób spędzania wolnego czasu (wyścigi konne, teatr, czasem kino, galeria sztuki).

6. Co ty mi dasz

Na początek napisze tak szukałem ale nie znalazłem niech mi nikt nie pisze pozdrawiam bo to głupie chcesz poznać napisz a jak nie to nie haha. Szukam kogoś fajnego nie otylego bo by mnie zgniotl nie trans bi babki to nie moja bajka, szukam męskiego kolesia nie małpy zarosnietej na plecach nie mylić tych pojęć. Mogę pomoc finansowo z praca i mieszkaniem ja to daje od siebie a ty co dasz? ???Każdy z was szuka tu ideałów, musze was zmartwic ideałów nie ma popatrzcie sobie na profile par tu jeden fajniejszy drugi nie. Jeśli ideału będziecie szukać zmartwie was nie ma takiego.

7. Albowiem wszak tedy

Lubię ćwiczyć, jak widać. Mam mało czasu na pierdoły.
Nie szlajam się po osiedlu, gdyż siedzę w tym czasie na siłowni.
Pracuję, uzupełniam też wykształcenie.
Brak mi rozsądnego partnera.

8. Qual piuma al vento

NIE szukam na sex

Czas coś spsocić

Lubię być świnką w łóżku :D

9. Midnight Express

Jak mnie nie wyruchasz do północy, to zmienię się w dynię.

10. Kwestionariusz

Szczególne zainteresowania

brak

11. Ezopek

Bogate doświadczenie życiowe i zawodowe, posiadający mądrość życiową oraz nie narzucający się innym !!!
Nic na siłę – spokojnie i powoli bez desperacji szukam na tym portalu !!!
Słowny i Rzetelny jak Umawiam się to Zawsze Jestem na Spotkaniu – Potwierdzam spotkanie sms lub dzwonię !!!
Nie lekceważę i szanuję drugiego człowieka , patrzę sercem i nie dla mnie są wartości materialne, wygląd i status społeczny oraz kasa , fura i skóra . Jesteś Gejem to szanuj innych a będziesz szanowany !!!
Honor , Godność i Przyzwoitość w życiu -Niestety dla Geja to Nic nie znaczy !!!
Zawsze chętny na realne spotkanie w Warszawie lub w okolicach Mazowsza nie mam auta i wolnego lokum , ale dojadę bez problemu, znam dobrze topografię Warszawy . Dojeżdżam kolejami mazowieckimi .

Jestem Człowiekiem Czynu !!!
Znający Kindersztubę i Zasady Dobrego Wychowania – choć wielu Was nie wie o co chodzi i nie zna !
Nie jestem bajkopisarzem !

 

1. Widzenie

dobrze widzi sie tylko serce bo to co najwazniejsze jest nie widzialne dla oczu

2. Cena docenienia

Mam na imię Kamil,lubię ćwiczyć.
Siłownia jest dla mnie jak tlen.
Rozumiem wszystko i doceniam każdego.
Ogólnie to myśle że jestem miły i sympatyczny.
PS. ma ktoś konto internetowe,i umie robić przelewy? i mógłby mi pomóc? <3 niech pisze!

3. Specyfikcja

Jeśli jesteś w pełni normalny napisz będzie łatwiej jeśli napisze kogo nie szukam. …nie szukam małp zarośniętych grubasow z cyckami takich co są w związkach skomplikowanych gnojkow młodych i kolesi po 50.reszta pisać i poznawać się mogę. Uważajcie na nick s* to mała brzydka dziwka która opowiada kolesiem ze babci zastawil złoto w lombardzie i potrzebuje na wykupno i potrzebuje na ratę tv z Santander to razem 1500zl chce wyłudzić koleś nie wart nawet spluniecia nie dość ze brzydki to oszust mało tego będzie pisał wam ze potrzebuje na ciuchy bo nie ma i potrzebuje na grzywnę 3000 bo potrącił młodego 17latka ma on na imię D* i niezły z niego skręt nie wierzcie to co pisze ulica go wychowuje bo starych nie ma nie ma kto nim się zająć ale to nie usprawiedliwia go by zadał kasę od obcych

4. Czarno widzę

Szukam fajnego mężczyzny którego wyrucham ale i on mnie wyrucha. Kto mnie wyrucha? Fajnie gdyby był czarny ale odpowiem na wszystkie wiadomości i może coś z tego wyniknie

5. Biodostępność

Przeglądając profile zaczynam myśleć, że już nie ma prawdziwych homo na tym świecie, niemal połowa to BIO, a i „hetero” się trafia… Ciekawe czemu tak wielu z Was szuka odskoczni od swoich kobiet? Czyżby ciągłe przebywanie na siłowni i obcowanie w nagimi, spoconymi męskimi ciałami dawał o sobie znać?

6. Extra wersja

Introwertyk swoich pasji, narciarstwo, podróże, muzyka, siłownia, bieganie, basen.
Ekstrawertyk dnia codziennego.

7. Jakieś konkrety są

Chcesz poznać, zagadaj byle bardziej rozbudowanym zdaniem a niżeli : „Cześć’, „Siema”, „Hej”
Chcesz na spacer, drinka, kolacje to bądź w tym konkretny.

8. Przekąsekwencje

Z kim się zadajesz, takim się stajesz, dlatego stopień męskości jest wprost proporcjonalny do ilości czasu spędzonego w towarzystwie mężczyzn hetero. Im więcej masz najlepsiejszych psiapsiółek krejzolek, z którymi chodzisz na shopping, tym bardziej jesteś przegięty.

9. Re: Brak

Prosze nie zapominac ze nie odpowiadam na tzw anonimowe wiadomosci a juz tym bardziej na glupkowate przesylanie w wiadomosciach tylko i wylacznie jakis usmieszkow, buziek, sloneczej czy oczek! za stary jestem na tego typu zabawy!
Powyzszy tekst zawiera odpowiedzi na brak reakcji z mojej strony.

10. Co się świeci

Jakiś ostatni nie jestem :)
Złoty też nie, ale wiem, że kiedyś trzeba

11. Cechy szczególne

Jestem osobą wrażliwą, odważną i pełną temperamentu. Posiadam naturę niespokojnego artysty. Wyróżnia mnie niezależność i naprawdę bogata wyobraźnia. Rzadko jednak podejmuje ryzyko w życiu, gdyż boję się porażek. Jestem typowym introwertykiem , który nieraz ucieka przed raniącą go rzeczywistością, chowając się w piaskach swej podświadomości. Mam duże poczucie humoru i jest lubiany przez znajomych, ale wydaje mi się być trochę dzikim w kontaktach z otoczeniem. Często próbuje z góry usprawiedliwić swe postępowanie, ponieważ boję się cudzych osądów. Panicznie unikam także odtrącenia i wyśmiania, dlatego częściej marzę o miłości, i walczę o wybranka. W związku potrafię dać z siebie wiele czułości i zmysłowości.

 

– Jak ona się nazywa?

– Ama.

– Ama Amelia?

– Nie wiem, może Ama Amba.

– Nie znam takiego imienia. Kto to Amba?

– Ta, co zjada skarpetki.

– Jak to?

– No, zjada. I potem są nie do pary.

– Ale skąd to skojarzenie?

– Różni się jedną literą.

– Od czego?

– Ama – Amba.

– Nie o to pytam. Skąd skojarzenie ze skarpetami?

– No nie wiem. Bo tak jest. Nie wnikaj.

 

 

 

– The word „orifice” must be one of the most disgusting in the English language.

– It’s no better with its Polish equivalent, I guess. It’s otwór, pron. „otfoor”. It sounds ugly and combines the idea of a hole (otwór) and of a big sack (wór), with a dash of something apparently light-hearted (ot = „just”, „as little as this”). It’s almost paedophilia.

– Potwór!

– Which adds to it the pleasant idea of a „monster”. And by the way, thank you, it’s quite flattering.

 

 

– Czy na premierze w waszym teatrze będą celebryci?

– Nie zapraszaliśmy.

– A to dlaczego?

– Bo w naszym teatrze kreacje są na scenie.

–  Aha, świetnie, a w takim razie kto robił kostiumy?

 

 

– A w ten weekend jestem słomiany!

– O, toć korzystaj!

– Rzecz w tym, że to bez różnicy. Mam raczej uczucie czegoś takiego nietypowego, nocy świętojańskiej. Bo bardzo rzadko się zdarza, że jestem sam u siebie w domu. Gdy jestem sam gdzie indziej, nie czuję się dziwnie. To właśnie własny dom najszybciej zaczyna dziwić, kiedy się w nim coś zmienia.

– A to tak. Nieswojość. Swego czasu wyprowadzała mnie z równowagi tak mocno, że kiedy mój facet był w podróży służbowej, zapraszałem przyjaciółkę na wspólny weekend, żeby tylko oszczędzić sobie osamotnienia. Przy czym chodziło nie tyle o samotność, co o zmianę właśnie; swego rodzaju nieswojość.

– A ja smakuję ją z pełną świadomością tego, że to test. Jak mi z tym bywa, jak mi z tym jest.

– I tak Polska wstała z kolan.

– Żeby wypiąć dupę?

 

 

– Ja jednak za długo grałem na prawdziwych instrumentach, żeby teraz mieć takie coś podłączone do komputera tylko. Muszę mieć coś instrumentopodobnego przynajmniej. Takie instrumentalne dildo.

– Tysiąc pięćset dolarów kosztuje.

– Że co?

– Instrumentalne dildo z katalogu.

– Jak to? W katalogu Rolanda najtańsze zaczynają się od…

– Z Azji zamawiasz, takie do metra siedemdziesiąt.

 

– Co to za zapach?

– Nazywa się to drzewko Coronilla valentina. Jest też coś takiego jak Coronella austriaca, ale to nie jest roślina…

– To jakaś choroba?

– Tak, czasem można to traktować w kategoriach choroby.

 

 

– O, zobacz, „Furia: Carrie 2”, ale już się kończy.

– A co to jest?

– Kontynuacja „Carrie”,  oglądaliśmy niedawno, kojarzysz? Stosując metodę streszczania filmów z Teleexpressu: „Carrie – film o dziewczynce z alergią na wieprzowinę i telekinetycznym zespołem Tourette’a”.

– A kojarzę! Chciałbym być Carrie… Podpaliłbym tych ludzi dzisiaj w filharmonii.

– Ja też chciałbym nią być. Ale dziś byś ich nie podpalił.

– A niby czemu?

– Bo puściłbyś tę budę z dymem już dziesięć lat temu.

IMG_3503

– Nie mieliście w Czechosłowacji czegoś takiego jak ZPT? Zajęcia praktyczno-techniczne? My robiliśmy na nich sałatki, na drutach, jakieś instalacje elektryczne i inne konstrukcje.

– Mieliśmy! Robiliśmy na nich obrazki z tłuczonych butelek.

– Naprawdę? Po co?!

– Na dzień matki.

– Gdyby człowiek wiedział, że upadnie, toby się położył.

– Hm, kładzenie się też nie za dobrze chroni przed upadkiem…

IMG_3295

Wieczór w operze. Premiera nieznanego opero-baletu Berlioza, osnutego na motywach mitologicznych i szekspirowskich jednocześnie, z bombastyczną obsadą – iluś solistów, kilka chórów, dzieci, tancerze, mimowie, kaskaderzy – potwornie długiego, za to kompletnie adramatycznego, coś w stylu kantaty w warstwie brzmieniowej z cyrkiem w wizualnej, czyli w sumie bardzo francuskie dzieło. Przedstawienie odbywało się w sali kameralnej Teatru Wielkiego-Opery Narodowej, która bardziej przypominała parter Opery Krakowskiej, a gmatwanina korytarzy była podobna do TW-ON tylko swoim skomplikowaniem, podczas gdy z wyglądu stanowiła mieszankę korytarzy z wielu oper, w których byłem i nie byłem, które są i których nie ma.

Inscenizacja była nadmiarowa, wykonanie średnie; niewydolnych śpiewaków wzmacniano niezbyt subtelnym systemem mikrofonów i głośników. Wśród solistów był znajomy muzykolog, ale jego występ był tak dziwny, że nie mogłem się zdecydować, czy pojawia się na scenie w charakterze śpiewaka, czy baletmistrza. Zasadniczym problemem jednak nie był sam spektakl, lecz publiczność. Siedziałem z rodzicami mniej więcej pośrodku widowni, w połowie pustej, która opróżniała się jeszcze bardziej po każdym z trzech i pół aktu, a za nami jacyś państwo stali sobie i w najlepsze popijali z plastikowych butelek, głośno rozmawiając; ich zachowanie wskazywało na to, że mogli czymś sobie doprawić tę oranżadkę. Warto zauważyć, że chociaż my siedzieliśmy w środkowych rzędach, ludzie tuż za nami zajmowali przedostatni. Zwracałem im kilkukrotnie uwagę, ale kwitowali to śmiechem pełnym lekceważenia.

Postanowiłem powiadomić ochronę, ale wszędzie napotykałem tylko apatyczne bileterki, które na dźwięk moich słów wybałuszały oczy, bledły i zaczynały się chwiać, przez co przypominały topielice albo rusałki kołyszące się na wodzie. Udało mi się wreszcie dotrzeć do konsoli inspicjenta, dla niepoznaki zlokalizowanej w garderobach. Panowało tam istne pandemonium, reżyser i jego asystenci obserwowali coś na monitorach i komentowali z ożywieniem, a dookoła przemykały tancerki w strojach rewiowych z pióropuszami, muzycy, technicy i masa innych ludzi. Nie chciałem przeszkadzać, ale w końcu nieśmiało zdecydowałem się zagadnąć reżysera i poprosić o wezwanie ochrony do tylnych rzędów. Nacisnął jakiś guzik, zabzyczało, i sprawa wyglądała na załatwioną.

Przy okazji dowiedziałem się, że należę do grona realizatorów, jestem współodpowiedzialny za to przedstawienie i mam się przygotować do ukłonów. Zacząłem gorączkowo szukać marynarki, którą zgubiłem gdzieś podczas bieganiny przez korytarze. Zdyszany, wciąż bez marynarki, wpadłem na salę, by stwierdzić, że ochrona bynajmniej tam nie dotarła, a sprawy uległy dalszemu pogorszeniu: było już kilka grupek stojących i pijących ludzi, inni bezceremonialnie wstawali, zakładali płaszcze, zabierali foliowe reklamówki i zbierali się do wyjścia. Wśród najgorzej rozrabiających, czyli bawiących się w najlepsze, spotkałem swoją ciotkę – toczyła ze znajomą swobodną rozmowę, wybuchając śmiechem, i prosiła co jakiś czas stojącego obok męża, żeby dolał jej szampana. Bardzo się uniosłem i powiedziałem do niej rzeczy niegodne.

Sytuacja na scenie coraz bardziej przypominała nieporadny spektakl dla dzieci z miejskiego domu kultury. Dekoracje stawały się coraz bardziej tekturowe, wykonawcy coraz mniej przekonujący, a scena zdawała się kurczyć, aż osiągnęła rozmiary przeciętnego dużego pokoju. Znalazłem już wprawdzie marynarkę, za to zorientowałem się, że nie mam niczego pod nią. Wreszcie opadła kurtyna, która z kolei była wąskim paskiem czarnego aksamitu, zakrywającym tylko środek sceny, akurat w miejscu, gdzie stałem i kłaniałem się, z marynarką na gołym torsie, ale i tak nikt mnie nie widział.

– To teraz po wyborach będzie „Jude raus”?

– Chyba „Dude raus”.

– Wiesz, jest taka nowa sympatyczna knajpka wietnamska…

– Tak? A gdzie?

– Na Alexanderplatz.

– Aaa, na Alexanderplatz, światowe życie. Nie dla psa kiełbasa. Z psa.

– Jak dewastują w Małopolsce cmentarze żydowskie, to wypisują różne rzeczy.

– „Jebać Żydów”?

– Tak, przeważnie „jebać Żydów”, „Jude raus”, rysują swastyki i gwiazdy Dawida na szubienicy. Ale wiesz, jaki się jeszcze często zdarza napis na macewach?

– Jaki?

– „Jan Paweł II”.

– I na nagrobku będzie miał napisane: „Mógł dostać nobla, ale nie dostał, bo umarł przedwcześnie śmiercią tragiczną – na starość”.

– Jak to tragiczną, skoro na starość?

– Tragiczną, bo przed noblem.

 

– Małżeństwo jest trudne, ale czasem dobrze jest z kimś dzielić życie.

– A jak się dzieli z kimś życie?

– Nożem.