Archives for posts with tag: spójnik

– A ta nasza rodzima lekarka-ściemniarka dietetyczka-piczka co tu robi?

– Ten w czarnych okularach?

– Tak.

– No co ty, ten jest przecież dużo ładniejszy.

– Ale tamten jakby był dużo ładniejszy, toby właśnie tak wyglądał.

– Och, zabrzmiało co najmniej, jakbyś planował „i żyli długo i szczęśliwie”.

– Nie jestem przekonany ani do „długo”, ani do „szczęśliwie”. „Żyli” budzi trochę mniej wątpliwości, a względnie najbezpieczniejsze jest tutaj chyba „i”.

 

Frazy, po których trafiano przez wyszukiwarki na mrówkodzika w ostatnich tygodniach (co tłustsze pogrubiam):

ruchanie to poezja

spujnik sex

szablon „prosze o smsa”

kurzak aleksandra pudelek

pornole mówione po polsku i dupczenie grubych

dziki obiły jej zderzaki

czy obiera się pistacje

telefon dialog jestem sekretarka

a nie lubisz drętwej atmosfery gabinetów masażu

mrożek zniewieściały

zapach kutaska trzynastoletniego chlopca opowiadanie erotyczne

foyer sexu

aborcja wieszak

rozdarte bachory w ryanair

tercet liter oznaczajacych gloske

Czytam sobie o nowych kennkartach warszawskich do zniżki uprawniających i tak mi się skojarzyło:

„Ale gdyś tu się został, to idźże zaraz do Poselstwa, albo nie idź, i tam się zamelduj, albo nie zamelduj, bo jeśli się zameldujesz lub nie zameldujesz, na znaczną przykrość możesz być narażonym, lub nie narażonym.”

Środek nocy, pełnia, nie mogę spać. Obok budzi się Rabbio, zaplątany w kołdrę, postękuje, próbuje rozgmatwać pościel i z niezadowoleniem wydaje świstliwy dźwięk:

– Źśśśś…!

– To nie ja zrobiłem! – uprzedzam ewentualny zarzut skotłowania pościeli.

– Wiem, sam siebie zrobiłem, bo… bo… – mówi nieprzytomnie.

– Boa…? – pytam prowokacyjnie.

– Tak! Groźny jest! – stwierdza z wyraźną satysfakcją, po czym błyskawicznie  zapada z powrotem w sen.

– Ten koment mnie rozjebał: „Gdy śpiewa ten pan, zamykam oczy i… i… i wtedy piosenki podobają mi się.” To coś w stylu: „Gdy łapię go w dłoń i biorę do buzi, i.. i.. i wtedy trzeźwieję, i stwierdzam, że jestem hetero”.

– Dosyć, bo ile można?

– Oj, można!

– Ile można, to można.

– Można na przykład iść do łóżka.

– Ale po co?

– No własnie, po co?

– Po to, że dlaczego.

– Dlaczego?

– Bo między “po co” a “dlaczego” czasem są tylko promile.

Napisał do mnie na fb nieznajomy celem poinformowania mnie o moim niestnieniu.

Nieznajomy: Nie ma czegoś takiego jak mrówkodzik.

Mrówkodzik: A co to za ontologia o poranku?

Nieznajomy: No bo nie ma mrówkodzika.

Mrówkodzik: „No bo” to spójnik, nie argument. Zresztą: pan wybaczy, ale chyba nie zostaliśmy sobie przedstawieni.

– Przypomina mi to definicję słowa „rzecz”, o której pani Hołówka, jak byłam na 1. roku, opowiadała – rzecz to coś, co ma drugą stronę.

– Czyli „ale” jest rzeczą. Mówi się „ale z drugiej strony”.

–  Tak. Ale i medale.

Mrówk: Czy jest to utwór optymistyczny?
Vrublini: Nie, ale na żydowską nutę.

Ktoś: Chciałbym być jaguarem bądź tygrysem.

Mrówkodzik: Bądź jaguarem.

Herr Krullick [mówiąc szybko]:

Albo kochają i albo nienawidzą.

Wyjaśnienie:

Herr Krullick miał na myśli preferencje śpiewaków odnośnie samogłosek, zdanie powiedziane wolno brzmiałoby tak:

Albo kochają „i”, albo nienawidzą.

– Zaprawdę ongi ajuści, poczem gwoli do siego, aczkolwiek raptem cnie a snadnie, jakoby tudzież niemniej – bądź to drzewiej, bądź to podówczas, dalibóg.

– Przeto zawżdy onegdaj tedy aliści? Naonczas zatem iżby bowiem, owóż atoli tedy niechby, bodajże acz tylekroć niźli, toteż kędykolwiek nader zali.