Archives for posts with tag: sposób

– A co tam z naszym maczo-kolegą?

– Podrywam go ostatnio intensywnie.

– Tak? A co w tym kierunku robisz? Nic nie mówiłeś.

– Bo nic nie robię.

– I to działa?

– Najskuteczniej. Wystarczy odpowiadać półsłówkami albo nie odpowiadać wcale i zaraz jest się gotów oświadczyć.

– Kumpel miał jakąś tam babcię w rodzinie i ona miała Alzheimera, i brała leki, ale paliła też papierosy, a podobno z lekami nie można, bo się dostanie zakrzepicy czy coś. Próbowali wszystkiego, aby przestała palić, ale nic nie pomagało. Kiedyś w końcu się wkurwili i schowali jej wszystkie papierosy, zapalniczki i popielniczki w domu. A ona zapomniała, że pali!

 

– Jak dziecko jest agresywne, to trzeba mu odpłacić kontrolowaną agresją, żeby zrozumiało, że to boli. Inaczej nauczyciel będzie się stresował i cierpieć będą na wszystkie dzieci. Lepiej raz a dobrze potrząsnąć, ale nie ze złości, tylko w celu wychowawczym.

– I tak się robi, tylko nikt się nie przyznaje. W pedagogice określa się to jako wprowadzenie bodźca awersyjnego w postaci stymulacji proprioceptywnej.

– Robiłem chyba wszystko, co się da.

– Ale przecież ty nie lubisz seksu!

– Fakt, nie lubię.

– To po co się puszczałeś?

– Żeby się przekonać, czy coś mnie jednak w nim nie zainteresuje.

 

 

Nie żyje George Michael. „Absolutnie ikona”

[Polskie Radio, źródło]

*

Ma ząbki, więc może zjeść. A że włożył kabanosa do nosa? Trudno. Ile trzeba czekać, żeby bateria rozlała się w żołądku dziecka? Ani minuty! A jeśli mały człowiek ściągnie na siebie ze świątecznego stołu talerz z barszczem? Jedźmy na SOR, bo oparzenie tłustą zupą są gorsze niż poparzenie herbatą. I mamo, nie blenduj zupy, do której wpadła ci żarówka. Bo na ostry dyżur może być za późno.

[tvn24.pl, źródło]

*

Zdaniem psychologów korzystanie z wolnego czasu – okrojonego współcześnie do minimum – stało się niezwykle trudne.

[„Polityka”, źródło]

*

Sama możliwość przeprowadzenia tych badań dla Angeliny Małachowskiej i jej kolegów z Petersburgu było cudem, ponieważ nie otrzymali oni środków finansowych i nie weszły one w zakres tematyki badań naukowo-badawczych.

[fronda.pl, źródło]

*

Wojtek Blecharz doszedł właśnie do tego kluczowego punktu w rozwoju artysty, kiedy już dojrzał, już jest pewien, już wie, „co” – ale jeszcze nie do końca wie, „jak”; wciąż poszukuje środków, próbuje i eksperymentuje. Przezwyciężył swoją traumę i znalazł swą tożsamość, pozostaje jeszcze tylko ją wyrazić. […]

W perspektywie twórcy – powołuję się na autoanalizę wykonaną na kalifornijskich studiach jako przygotowanie do doktoratu – znamienna okazuje się geneza dzieła. […] Dopiero impetus w postaci wówczas przeżywanej astmy, alergii i zaburzeń oddechu – tak ważnego dla wykształconego oboisty – naprowadził Blecharza na postrzeganie miechów jako płuc oraz „Hypopnei” jako dysfunkcyjnego oddychania, rozumianego także jako kryzys ducha.

[Jan Topolski, źródło]

*

Hotel… po latach widzę jako debiut, jakiego tylko poeta pragnąłby. Nie zależy mi na nagrodach ani na uznaniu ze strony jakiegokolwiek establishmentu, choć doceniam potrzebę istnienia takowego. Wolę pisać dla małego kręgu zwykłych czytelników. A spory wokół Hotelu… przyjąłem pozytywnie, jako znak, że książka spełniła swoje zadanie, czyli zwróciła na siebie uwagę.

[Szymon Domagała-Jakuć, źródło]

*

[…]Operę przyjęto wspaniale. Każdego wieczoru sala była pełna. Mozart z radości sprzedał konia, pił czarną kawę i palił fajkę.[…]

Czarodziejskim fletem rządzi magiczna cyfra trzy. Są trzy (powtarzane) akordy w intradzie, Trzy Damy, Trzech Chłopców, trzy świątynie Sarastra: Mądrości, Rozumu i Natury; zakochani Tamino i Pamina poddani są trzem próbom: milczenia, rozłąki oraz ognia i wody. Nawet inscenizacja jest trzecim wystawieniem opery w odbudowanym Teatrze […]

W liście do żony Mozart wyznał: „Kiedy siadam do fortepianu, żeby zaśpiewać coś z mojej opery, to zaraz muszę przerwać – zbyt wielkie to robi na mnie wrażenie”. Na samym Mozarcie to, co tworzył, robiło wrażenie? A cóż my mamy powiedzieć?

[TW-ON, źródło]

– Aby się obyć oraz pokaszleć sobie i posmarkać przy „Parsifalu” bez konieczności wychodzenia z domu i zakładania cyrkowej biżuterii warto kupić/wypożyczyć ten utwór na DVD i napawać się kulturą w zaciszu domostwa.

– Ale taki sposób ma jedną zasadniczą wadę: obędziesz się, ale nie pokażesz! Ha. A na festiwalach – z Beethovenowskim na czele – pokazówka jest najważniejsza.

– No mamy kilka nagrań na DVD. Trzeba odpalić – Wielkanoc to dobry moment. Obwiesimy się koralami i bransoletami i pokaszlemy se przy akompaniamencie dzwonów!

 

 

 

11805994_1053711168007415_790388227_n

– Takie malutkie, a już takie niegrzeczne! Skandal!

– One się tylko tak bawią…

– Ładna mi zabawa! A rodzice gdzie? Powinni się bardziej interesować swoimi dziatkami i nie dopuszczać do takich nieprzyzwoitych zabaw! Ja się tak nie bawiłem, jak byłem mały.

– A skąd takie foto?

– Napiszę ci, jak to było: ostatnio powiewało chłodem, ale teraz znowu powrócił upał i jak on powrócił, to ja o tobie pomyślałem, że pewnie będziesz udręczony tym upałem. No, ale jak już pomyślałem o tym twoim udręczeniu, to zacząłem się też zastanawiać, co u ciebie poza tym. Ale potem pomyślałem, że skoro taki udręczony jesteś, to może nie powinienem cię niepokoić i o to pytać. No i stwierdziłem, że poszukam odpowiedzi na pytanie „co u dzika” wykorzystując Google. I coś takiego właśnie znalazłem… Czy u ciebie rzeczywiście takie rzeczy jak na tym obrazku? Google tak twierdzą!

– Aż tak rozpustnie nie jest… Ale bardzo ładna historia!

– Powiem ci, że wszystko w internetach wskazuje na to, że u ciebie jakoś tak bardzo zabawowo, bo jak w wyszukiwarkę grafiki Google wpiszesz „co u dzika”, to pierwszym obrazkiem jest „Wyuzdana i dzika Rihanna podczas karnawału”, czy jakoś tak…

 

– Wiesz, jaki jest sposób, żeby się dowiedzieć, ile śpiewaczka ma lat?

– No nie wiem… Jak nie podaje daty urodzenia, to trzeba by zerknąć w biogram, tam będzie pewnie data debiutu, który jest najczęściej pod koniec studiów, czyli w wieku dwudziestu paru lat, i sobie odliczyć…

– Nie; trzeba rozciąć i policzyć słoje.

– Nie wiadomo…

– Podoba mi się, jak używasz tego sformułowania. Co ono u ciebie oznacza? Chyba to samo kiedyś u nas znaczyło „wiadomo”. Czyli…

– No trudno powiedzieć. Takie ogólne potwierdzenie, że się słucha.

– Albo że się nie słucha.

– Właśnie. Jestem do tego tak przyzwyczajony, że czasem zdarza mi się tak przy ludziach. Ostatnio szefowa zadała mi jakieś bardzo konkretne i niezbyt trudne pytanie, a ja odruchowo odpowiedziałem jej „nie wiadomo”. No i popadła w konsternację, i przestała mnie pytać! Doszedłem potem do wniosku, że to niezły sposób, żeby mieć spokój.

– Ale wiesz, efekt zaskoczenia nie zawsze będzie działał.

– A wiadomo?

– Nie wiadomo!

 

Siedzimy sobie z Rabbiem i Villanerą w księgarnioknajpce. Sięgamy na półkę tuż obok nas, zdejmujemy tom dzieł wybranych Schillera i wybór wierszy dla uczniów klasy czwartej. Czytamy na zmianę to z jednego (Don Carlos, Intryga i miłość, liryki), to z drugiego (Brzechwa, Tuwim, Chotomska itp.) Po paru piwach i przy kiepskim oświetleniu zamienia się to w [niedo]dialog tyleż osobliwy, co chwilami dla naszych zmąconych umysłów znaczący.

Wreszcie Villanera chwyta za książeczkę z wierszykami dla dzieci, by ze swadą i przekonaniem przeczytać wiersz Brzechwy pt. Żyrafa:

Żyrafa w  tym gównie żyje,

 Że w górę wyciąga szyję.

A ja zazdroszczę żyrafie,

Ja nie potrafię.

Dopiero do chwili dociera do nas, co zrobiła z pierwszą linijką tego wierszyka.