Archives for posts with tag: starość

– Co to było, że cię tak wygło?

Ta taka hawajska gra, jak to się nazywa… Lanugo… Lumbago?

– Limbo!

– Wygląda tak samo jak lumbago, tylko przeciwny kierunek wygięcia.

 

 

– A co to leci?

After Midnight.

– Nie znam. To nie dla mnie. Nie te lata.

– Właśnie. After to ja mam we własnym łóżku z nadzieją, że się obudzę rano z kimś ładnym.

– A ja z nadzieją, że się w ogóle obudzę.

 

 

 

– Ile dałbyś mi lat?

– Nikomu nie daję.

– No ale ile.

– Masz, ile masz; ilekolwiek ci dam, zwiększy to tylko twój wiek.

– Nic się nie zmieniasz.

– Ty też.

– Ostatnio mi to też mówiłeś.

– Ty mi też.

– To też.

– A to?

– To chyba nie.

– Wiesz, co mają ze sobą wspólnego ołówek i kaseta?

– Nie wiem.

– A mentos i złamany obcas?

– Też nie.

– W takim razie seks z tobą może być nielegalny…

– Bosh, ten facet jest tylko o siedem lat ode mnie starszy… Jak zauważycie, że zaczynam zdradzać podobne objawy, proszę, zabijcie mnie.

– Starczy odciąć ci wtedy net. Za kilka lat będzie to nowa oficjalnie zatwierdzona przez medycynę forma śmierci klinicznej.

 

– Jak tam?

– No. A u ciebie?

– Dobrze. Ale jak u ciebie?

– Dobrze.

– Wszystko tak samo?

– Od pewnego czasu tak. W tym wieku tak bywa.

– Podeszłym?

– Tak, bo mi podeszło.

 

 

– Jak go poznałem, to był w twoim wieku.

– A ty w jakim byłeś?

– W swoim!

 

 

– Podziwiam zdolność do makrosyntezy. Ja się zawsze lepiej czułem w mikroanalizie. Ewentualnie w ujęciu porównawczym, ale nie na skalę totalną.

– Kwestia upływu czasu. Pan jest teraz na 3 km. nad ziemią. Ja mam już perspektywę ok 8 km. Ludzie po 80 widzą jak z 11 km. Wszystko.

– Coś w tym pewnie jest. Nie będę udawał, że wiem. Ale mogę sobie wyobrazić, że jest. Tyle że niewykluczone, ze wraz z oddalaniem się i uzyskiwaniem szerszej perspektywy widzi się coraz słabiej.

 

 

– W piątek idziemy z chłopakami do teatru na „Matki i synów”.

– O, oglądałem ten film, fajne całkiem. Nawet nie wiedziałem, że to na podstawie sztuki.

– A ja nie wiedziałam, że jest film!

– Nazywa się chyba „Nasi synowie”.

– O, Julie Andrews i Hugh Grant, Jezu, jacy młodzi wszyscy…

– Straszne, nie?

– To mało powiedziane. Jakbym paliła, tobym teraz poszła na papierosa. A tak to nawet nie mam na co pójść.

– Nic tylko zejść na psy. Skoro na chorobę płuc nie ma jak!

– Jedno mnie tylko pociesza – oni wszyscy są starsi ode mnie, a ostatnio tak rzadko mi się to zdarza, że trzeba odnotować.

– Skoro początkujący kierowcy mają takie oznaczenie na szybie, zielony listek, to może dla mocno doświadczonych też można by wprowadzić jakieś. Może brązowy listek…?

– Brązowy grzybek!

 

[tekst z angielskim tłumaczeniem]

– Jak byłem w Amsterdamie, to napadł mnie Arab z nożem i ukradł mi telefon. Dlatego mam taki stary, pięcioletni.

– O, ale dlaczego bez guziczków? Też ktoś ci ukradł?

– Patrz, walkman Sony. Jako eksponat. Muzealny. Wiesz, co to oznacza.

– Nie, to wcale tego nie oznacza.

– Oznacza, oznacza.

 

IMG_3477

– I przyszedł ten, jak on ma na imię… Pamiętam, że mi się wtedy skojarzyło z tym, no. Jak się nazywa to takie do rąbania węgla? Nie kilof…

– Czekan?

– Na o…

– Oszczep?

– Oskard! No właśnie, to był Oskar.

– Niektórzy bardzo przeżywają swoją trzydziestkę. Ja ten kryzys zaliczyłem jakoś przed nią, a teraz mam luz. A nawet więcej: po raz pierwszy czuję się na swoim miejscu. Pierwszy etat, i to fajny, dużo ciekawej pracy i współpracy, publikacje, podróże itepe. Ty chyba zresztą podobnie?

– No, ja też jakoś bardzo nie przeżywam utraty młodości. Zdrowia. Chęci do życia, przyjemności, wolnego czasu…

 

– Teraz to już zaczęły siądki.

– Jakie siądki?

– No, siądki.

– To znaczy, że coś siada? Przestaje działać.

– Poniekąd. Ale przez „t”.

– Wiesz, jaki jest sposób, żeby się dowiedzieć, ile śpiewaczka ma lat?

– No nie wiem… Jak nie podaje daty urodzenia, to trzeba by zerknąć w biogram, tam będzie pewnie data debiutu, który jest najczęściej pod koniec studiów, czyli w wieku dwudziestu paru lat, i sobie odliczyć…

– Nie; trzeba rozciąć i policzyć słoje.

– I na nagrobku będzie miał napisane: „Mógł dostać nobla, ale nie dostał, bo umarł przedwcześnie śmiercią tragiczną – na starość”.

– Jak to tragiczną, skoro na starość?

– Tragiczną, bo przed noblem.

 

-…I opowiadał mi o takim chłopaku, który wszedł w relację z jakimś profesorem bardziej taką mentor-uczeń, o ile dobrze pamiętam. Profesor umarł i zostawił testament, na którego odczytanie została zaproszona miejscowa profesura oraz rzeczony młodzieniec. I wyobraź sobie, że wszystko – w tym liczącą dziesięć tysięcy tomów bibliotekę – otrzymał chłopak, a jaśnie panowie profesorowie obeszli się smakiem. Skubaniec kazał ich zaprosić tylko po to, żeby się dowiedzieli, że nic nie dostaną!

– Miał poczucie humoru.

– A kto po nas odziedziczy nasze bezcenne zbiory, jak umrzemy leciwie?

– No nie wiem.

– Myślisz, że znajdziemy sobie chłopca na starość?

– A na co mi chłopiec na starość! Bardziej by się przydał profesor na młodość.