Archives for posts with tag: studia

– Niesamowite, że recenzent potrzebuje aż tygodnia, by nie przeczytać pracy i dać cztery plus.

– Może trafiłeś na jakiegoś młodego, któremu jeszcze zależy… I czyta.

– On był już, kiedy moja mama studiowała. Ma pewnie już z 60 lat, jak nie więcej.

– Może idealista?

– Już prędzej prokrastynacja do poziomu „po co robić coś dzisiaj, skoro jutro może umrę”.

 

 

– Mieliśmy ostatnio wycieczkę archeologiczną, badania powierzchniowe.

– Jakie to są?

– Że się idzie tyralierą i patrzy pod nogi.

– O, to jak policjanci z psami, kiedy szukają zwłok!

– Tak. Z tym że studenci są o wiele tańsi.

 

 

wyższa szkoła jazdy

Po dłuższym czasie spotkałem się z Kasią Wx, która studiuje medycynę. Opowiedziała mi dowcip, może i stary, ale jak dla mnie bardzo jary:

– Który mięsień wywołuje wzwód członka? Okrężny ust.

To jeszcze jedna anegdotka, takie takie.

Mrówkodzik nie bywał na wszelkich zajęciach, na których nie trzeba było być. Do takich należały zajęcia z nowożytnej i współczesnej literatury brytyjskiej z dr A.M., o którejśmy mawiali, że wygląda, jakby noc przepłakała z butelką wina nad Virginią Woolf. Nudziła trochę. (No nie wiem, mnie wszystkie formy nieinterakcyjne nudzą po więcej niż 15 minutach, chyba że to muzyka.) Faktem jednak było, że dobór lektur miała znakomity. Pomijając większość XIX wieku, bo wiadomo.

Ci, co nie chodzili na wykłady, musieli napisać  przekrojową pracę roczną na wybrany i zatwierdzony temat. Cwany mrówkodzik, wyczuwając genderowe sympatie prowadzącej, napisał esej pt. When a male mourns a male – Tennyson’s ‘In Memoriam’ as a British homoerotic elegy, czym zaskarbił sobie jej przychylność nawet bardziej niż faktem, że na egzamin ustny przyszedł z pomarańczowym irokezem na środku łba łysego i pachnąc wabiąco perfumami Jean-Luca Amslera (które, jak wiadomo, przypominają zapach kleju do książek).

Wybrane dialogi z egzaminu, tak jak je pamiętam:

–         Why can we say that Iris Murdoch’s Under the Net is somehow Wittgensteinian?

–         Well, I’d like to introduce this theme by evoking an other novel by her, what was it called… Am so sorry, read it in Polish years ago and the title sounded Zacny uczeń. Am afraid I don’t quite remember the original title…

–         Oh my, oh my, let’s see, nor do I…

I tak skupiliśmy się na tytule, a potem na tym, co z Murdoch faktycznie przeczytałem (a przeczytałem prawie wszystko oprócz tego gniota, którego ona wybrała), a niezbyt strawny debiut wspaniałej skądinąd Murdoch, zniknął z horyzontu. A potem było:

–         So, what can you tell me about Women in love by Lawrence?

–         Women…? Me?… Not much, in fact.

–         Well, you can tell me something, can’t you?

–         Not really.

–         Okay then. Henry James…

–         Oh yes, I did love the way how Hollinghurst…

I te przymrużenia oka, hehe.

Wkrótce potem zadała mi pytanie o motywy gotyckie w Wichrowych Wzgórzach, co było na poziomie nawet polskiego liceum. Ewidentne koło ratunkowe.

Skończyło się na ciężkim spojrzeniu egzaminującej. Wzięła głęboki wdech…

– Obawiam się, że nie mogę… – Ja już widziałem poprawkę we wrześniu. Rany, ile kucia znowu, żeby zapomnieć. – …postawić panu piątki. Czy ocena dobra pana…? – No chyba!