Archives for posts with tag: święta

– Siostra Faustyna, gdy chora przebywała w szpitalu, po cichu chrzciła leżących tam nieprzytomnych Żydów.

– Fajnie mają ci katolicy…

– Dlaczego?

– Żaden rabin nie mógłby na podobnej zasadzie odprawić jej bat micwy, bo to wymaga czynnego udziału wiernej, a chrzest nie…

– No to pozostawałoby mu obrzezanie…

– Umówiliśmy się już na 25 grudnia.

– Ooo, to akurat na jorcajt Birgit Nilsson!

– A wiesz, co będzie, jak nie spróbujesz każdej z dwunastu wigilijnych potraw?

– Yyy, będę miał cały przyszły rok wolny od przesądów i zabobonów?

 

 

 

– On to najwyraźniej naprawdę gra na tym flecie, nosem, krycie zgadza się dla G-dur.

– Bo granie nosem jest wydajne! W sensie, masz dwie dziurki w nosie, a zatem możesz grać na dwóch fletach naraz! Ba! Niektórzy nawet na trzech naraz potrafią, bo z ustami masz aż trzy otwory!

– Ten rachunek otworów brzmi niepokojąco. Nie idźmy w tym kierunku.

Witaj !

– Czy twój związek jest nudny?

– Czy chciałbyś/chciałabyś spędzić z kimś tegoroczny okres świąteczny?

– Czy, z powodu braku czasu wolnego, szukasz przelotnego towarzystwa?

Jeśli twoja odpowiedź brzmi „tak”, dołącz już dziś i zmień swoje życie!

Wyrejestrowanie

– No i co to ma być.  Ani odpoczywam, ani pracuję, ani się bawię.

– No co, modelowe święta.

– Uśmiechnij się ładnie.

– Proszę.

– Ojej, wyglądasz tak jakoś… Co to za grymas?!

– Przecież to jest uśmiech świąteczny.

– To nie jest uśmiech świąteczny. To jest tężec.

 

 

 

– Na razie jestem z chłopakiem i mnie ogranicza na rzecz rutynowego życia. To tak jak moja koleżanka, a właściwie jej babcia. Miała na nazwisko Kaczorowska czy coś, coś na K, i była w „Mazowszu”, i miała być zajebista, ale poznała faceta, i on powiedział: albo ja albo kariera, to wybrała jego, on potem umarł, a ona co roku na święta, jak gotuje, to śpiewa „kukułeczka kuka”, a rodzina zamyka się w łazience, a ona chodzi i – „Gdzie się wszyscy schowali”?

– To co, pojedziesz ze mną do moich rodziców na Wigilię?

– Tak.

– A będziesz grzeczny?

– Tak.

– I bezkonfliktowy?

– Taaak.

– Czyli nie do końca taki, jaki zwykle jesteś?

– Tak! Trzy razy zaparłem się siebie. A na dodatek to nie te święta.

 

– Widziałeś tego fiołka z diabłami ciągnącymi grzeszników do centrów handlowych? Wielka biadanina, że święta, centra handlowe. Nieśmieszne.

– Mnie to śmieszy.

– A mnie to nie śmieszy, bo jest obłudne trochę, autor bardzo stara się być ponad to, ale przy okazji bardzo się na tym skupia, zajmuje go to. A mnie to nie dotyczy, bo dla mnie ten problem nie istnieje. Nie chodzę, nie kupuję, nie cierpię, nie narzekam.

– Moim zdaniem to jest satyra na to, że to kościół tak głośno krzyczy, że komercjalizacja świąt, że grzech i tak dalej. A te babcie to pierwsze do sklepów się będą ustawiać w kolejkach. A tak ubolewają, że to samo zło…

– To samo zło! Haha, to jest to samo zło!

Ponieważ [zielone warzywa] zawierają chlorofil, który jest niemal identyczny z hemoglobiną.

[Marta Murawska, właścicielka firmy Rawesome, patrz: słowniczek]

*

Współczesne dzieci mają prawie wszystko. Kiedy ma się tak wiele, prawie nic nie cieszy, a wybór staje się udręką.

[Tomasz Jastrun]

*

Jestem za prawdą i równouprawnieniem. Ale nie nagle, nie po 50 latach małżeństwa! Odzwyczaiłem się robić herbatę, kroić chleb. A teraz nie mam wyboru.

[Lech Wałęsa]

*

Największy kłopot jest z choinką. Bo skąd wziąć takie drzewko w Los Angeles? Myślałam nawet o imporcie choinki z Polski.

[Joanna Krupa]

*

Po prostu lądowałem w tym tłoku w poczekalni [przychodni w latach siedemdziesiątych], siadałem z dzieckiem. Wychodziła pielęgniarka. Przechodząc, tak spojrzała, potem wychyliła się z tych drzwi, później przyszedł jakiś pan: „Co pan tu robi? Niech pan pozwoli”, i byłem załatwiony. I tego się nie wymuszało. To było fantastyczne. Teraz to już tak nie działa.

[Bronisław Cieślak, szerzej – a może tylko? – znany jako por. Borewicz]

*

Polityce demokracji absolutystycznej będzie towarzyszyło radykalne poszerzenie praw jednostki. Każdy będzie mógł wziąć ślub z każdym, a rozwody będą przeprowadzane przez Internet.

[Marcin Król w czarnowidzkiej antyutopii na łamach Wprost 51-52/2012]

*

Okazało się, że w archiwum radiowym jest około 900 dotąd niepublikowanych nagrań [moich piosenek]. To tzw. rarytasy.

[Maryla Rodowicz]

 

Jedna z dwóch wind ciągle ostatnio zepsuta. Druga, działająca, bezustannie w ruchu i zwykle wypełniona, zwłaszcza w okolicach południa, kiedy starsze panie kursują z wózeczkami na zakupy, listonosze dostarczają, a sprzątaczka przemieszcza się między piętrami. Długo się czeka i jedzie prawie zawsze w towarzystwie.

Dzisiaj cztery starsze panie, listonosz, nieogolony pan w czapce i ja.

– Pan na które?

– Na szesnaste, nacisnąłem.

– Ja na dwudzieste.

– Pan naciśnie na szóste, dziękuję.

– A pani na które? Na dziesiąte?

– Na dziesiąte, nacisnęłam?

– Ja nie nacisnęłam, ósme.

– Pani szybko naciśnie.

– Które to? Do widzenia.

– Do widzenia.

– A pani nie wysiada, dopiero szóste.

– Szóste? Aaa, człowiek przed tymi świętami taki roztrzepany.

– Ósme, ja wysiadam. Do widzenia.

– Do widzenia. Ale pani nie, pani nie wysiada.

– Nie dziesiąte?

– Ósme, mówiłam.

– Ja taka nieprzytomna! Co to ja… , a, że za wysoko, to nie dosięgnę…

– No tak, no tak…

– …No i pytałam, że może przyjdzie, toby to zaraz, a tak to jakoś tak się robi…

– Dziesiąte, pani wysiada.

– …I myślę, że zapytam, może by mi…

– Dziesiąte, pani wysiada tutaj!

– A, no tak, dziesiąte. To wesołych świąt! Czego ja mogę państwu życzyć. Czego życzyć… O, miłości! Miłości życzę!

Jakiś tydzień przed świętami. Matka pyta:

Będziesz dzisiaj zostawał na noc?

– W sumie nie planowałem, ale myślę, że jeśli trzeba, to mogę zostać…  

A bo ja nie wiem, pościel ci zmieniłam, a tak to przed świętami znowu zmieniać, to bez sensu.

I to jest miłość matki! Ja oferuję, że mogę zostać i pomóc, a ty…

No tak, masz rację… Możesz w końcu spać dziś na kanapie.

– A ty jedziesz na święta? Do domu?

– Nie, ja jestem z domu dziecka.

Znajdź 0 (zero) różnic między powyższymi obrazkami. A przy okazji, tego tam, najlepszego.