Archives for posts with tag: świętość

– …nagle.

– Co nagle?

– Zmarła.

– Co nagle, to po diable. Nie chować w poświęconej ziemi.

– Tam, gdzie mamy do czynienia ze sferą sacrum, wchodzimy na grząski grunt.

– Prawda. Z sacrum trzeba ostrożnie, bo jest tylko kawałek nad dupą.

– Nie wszystko złoto, co się święci.

– Nie wszystko mirra, co się wędzi.

– A na kadzidle się oszczędzi.

Krzysztofa Bobola (w aktach: 1604-1641) s. Jana Boboli i Urszuli Dmosickiej, poeta, członek Sodalicji Mariańskiej w Wilnie, gospodarz wiejski, jego bratem był o. Kacper Bobola (zm. 1647) – kanonik krakowski i Wojciech Bobola dowódca oddziałów, który zginął w bitwie pod Smoleńskiem w 1612 r. Jego kuzynem był św. Andrzej Bobola. Jego dziećmi były: Urszula – żona Zborowskiego, Katarzyna – żona Suliszewskiego, Andrzej – ożeniony z Trembecką, Jakub – ożeniony z Tułkowską.

Bibliografia

Ks. Jan Popłatek T. J.:Błogosławiony Andrzej Bobola, Życie – Męczeństwo – Kult, Kraków 1936`

[całość artykułu o Krzysztofie Boboli z wikipedii]

————————————————————-

Aż chciałoby się dodać, że (według autora artykułu) jego największym życiowym osiągnięciem było – pokrewieństwo.

[Agathé doniosła i pozwoliła mi pomieścić.]

Dostałam dziś w nocy sms-a, którego przeczytałam – jak zwykle przez (pół)sen – jednym okiem. Sms brzmiał:

Czy wiedziałaś o istnieniu Mątek Pustynnych, żyjących w odosobnieniu medytująco-kątem plujących, wymieniających się tchem?

Zrobiłam wielkie oczy (a właściwie wielkie oko, oczywiście sokole) i pomyślałam, że chodzi o jakieś pustynne stworzenia, gryzonio-gado-owady, żyjące w bezruchu w piaszczystych norkach, od czasu do czasu spotykające się i chuchające na siebie (tchnienie) lub plujące lepkim jadem na przechodzące obok potencjalne ofiary. Bardzo mi się spodobało, że autorka wiadomości napisała o tych stworzonkach „medytujące”. Uznałam, że tak sobie żartobliwie zinterpretowała ich bezruch.

*

Kiedy ponownie przeczytałam sms-a, tym razem obojgiem oczu, przekonałam się, że brzmi on następująco:

Czy wiedziałaś o istnieniu Matek Pustyni? Żyjących w odosobnieniu medytująco-kontem plujących? Wymienia się je jednym tchem po Ojcach Pustyni, jakby równie zasłużone były… Niesłychane.

A to jeszcze nie koniec – już wiedziałam, że chodzi o Matki Pustyni, ale nadal myślałam, że są one medytująco-kątem plujące. I że autorka wiadomości napisała „kontem”, bo lubi bawić się głoskami. I sądziłam, że pisząc o spluwaniu kątem chciała wyrazić niechęć do Matek. Że niby to jakieś stare wiedźmy-eremitki, które tylko medytują i od czasu do czasu złośliwie sobie spluną. Kątem.

– Ja od miesiąca miałem, hm, trzech facetów. Trzech! Przecież mnie będą chować według kościelnego formularza pogrzebowego dla dziewic i męczennic!