Archives for posts with tag: sylepsa

Poproszony kiedyś o użycie słowa shart (=shit+fart) w zdaniu, wyprodukowałem coś takiego:

Although Euphigenia solely wanted to release a meek and tranquil fart, lest nobody knew of her rectal mishaps, she uttered a vociferous shart that deeply perplexed her lady companion, dampening both Euphigenia’s zeal and luxurious lingerie.

Dzieci miewają przekonania. Te czasem biorą się z ich własnej inwencji lub (dys)interpretacji, a czasem ktoś im coś błędnie podrzuci, niechcący czy dla żartu.

*
Znajoma wierzyła na przykład latami w to, że ksiądz i lekarz nigdy nie umierają.

*
Kiedyś, jako dość małe dziecko przekomarzała się z nieco starszym kuzynem.

Ona: Gdzie jest kuchnia?
On: W domu.
Ona: A gdzie jest dom?
On: W Wołominie.
Ona: A gdzie jest Wołomin?
On: W Polsce.
Ona: A Polska?
On: W Europie.
Ona: A Europa?
On: Na Ziemi.
Ona: A co to jest Ziemia?
On: Taka wielka kula.
Ona: A gdzie jest ta kula?
On: W kręgielni!

Były to lata siedemdziesiąte, może osiemdziesiąte. Kręgielni w Polsce nie bywało. I ona tak do wczesnej dorosłości miała przekonanie, że Ziemia to kula w jakiejś tajemniczej kręgielni.

*
Jej mąż za to jako dziecko był przekonany, że ognia nie da się zgasić wrzątkiem.

*
Agathé zaś, słuchając piosenki zimowej Dzieci stawiają bałwana, dorośli stawiają kołnierze, wyobrażała sobie dzieci lepiące ze śniegu bałwana, a dorosłych – lepiących ze śniegu kołnierz.

Ach i och. I oj! – szepnęła żarliwie, targając się na magdalenkę zgrabnie uplasowaną na stercie wykwintnych konfiserii. – Niech Klarcia tak mi tu przymilnie nie jazgota, bo mi gorset puści, albo i nerwy, a toć panicz Florian kajałby mnie za to, żem ci taka mizerota! – Tu jednak zatchnęła się zalotnie i z dostojnym plaśnięciem przycupnęła na pufie udrapowanym wylewnym brokatem błyszczącym jak jej perlisty śmiech, który kaskadą gładkich parsknięć rozwiewał grozę zalegającą w zgniłym listowiu donośnie szemrzącym kole dwora.