Archives for posts with tag: sympotica

– Wiem!

– Co?

– Co mi nie grało, jak się dziś spotkaliśmy.

– No?

– Przez to, że stałeś niżej na schodach, twoja głowa była po raz pierwszy poniżej mojej.

– Ha, całe życie na kolanach!

– Ile masz lat?

– Pięćdziesiąt cztery. Ty pewnie ze dwadzieścia trzy.

– Dokładnie tyle! Skąd wiedziałeś?

– Wiem różne rzeczy. Chcesz? Powróżę ci z ręki.

– Proszę. No i co tam widzisz?

– Masz dziwną linię życia…

– A, bo zamierzam popełnić samobójstwo.

– Dlaczego?

– Jak skończę pięćdziesiąt lat.

– Myślałem, że zostanę w domu.

– To dlaczego wyszedłeś na miasto?

– Wino kazało mi tańczyć!

– Ooo! Jakie masz perfumy?

– Takie kadzidlane, prawda? To zasługa wetiwerii, kaszmiru, cyprysu, no i…

– Że co?

– To testosteron tak pachnie.

– A, no to kumam.

 

 

– Jak on to zrobił, że cały się mieści włącznie z nogami na tym stołku barowym?

– Nie wiem, ale jak się z niego spierdoli, to konkretnie.

– Nie spierdoli się. To taka pchełka.

– Czemu pchełka?

– No bo mała, skoczna, a jak się przyssie!…

– A co, męża szukasz?

– Nie szukam.

– I słusznie. Bo jak ktoś szuka, to wygląda na desperata.

– Czyli lepiej nie szukać?

– I tak znajdziesz.

– Ja na to bardzo, bardzo liczę!

 

 

– Co pijesz?

– Bezalkoholowe.

– A co, pakujesz czy jesteś chory na coś?

– A to taka musi być alternatywa?

– A nie, racja, nie musi. Może być w pakiecie.

 

– Co pijemy, dziewczyny?

– Ja nie jestem dziewczyną.

– A to niby czemu.

– No, raczej mam fiuta.

– A gdzie…?

– W dupie!!!

 

 

– A dziś co porabiasz?

– Się.

 

 

 – Ej, mogę to piwo?

– Nie, to mojego kolegi.

– A, to sorry.

– A po co ci takie niedopite, rozgazowane piwo z sokiem?

– Chciałem wylać na łeb tamtej naćpanej lasce, która na mnie wlazła i się darła.

– A, w słusznej sprawie to co innego! Kupię mu drugie.

– A my byliśmy sobie przedstawieni?

– Nie.

– Szymon.

– Nie, Filip.

*

– Mam tu tylko dwadzieścia.

– Nie martw się, z zawartością spodni to razem czterdzieści.

*

– Jesteś bez sensu.

– Jak to?

– Jak mysz w piździe.

– Aha. A co miałoby tam więcej sensu?

– No chuj!

 

 

 

– Idę do szatni. Masz coś?

– Godność!

– A poza tym?

– Mam kurtkę, czapkę. Porządny jestem.

 

 

– Która jest?

– A bo ja wiem? Trzecia?

– Późno.

– Gdzie tam późno. Słowik to, a nie skowronek…

– W sumie i to ptak, i to ptak.

– Znaczy się, obleci?

– A to co?

– Gin.

– Czemu akurat gin?

– Żeby przyszły dobre duchy.

– Od ginu? Jakie?

– No, dżiny!

– Aaa, chcesz, żeby ci poszedł dym z lampy!

 

 

– A co to leci?

After Midnight.

– Nie znam. To nie dla mnie. Nie te lata.

– Właśnie. After to ja mam we własnym łóżku z nadzieją, że się obudzę rano z kimś ładnym.

– A ja z nadzieją, że się w ogóle obudzę.

 

 

 

– Tak sobie myślę, że ja to jestem prawdziwym Polakiem.

– A to czemu?

– Bo celebruję tradycyjną polską gościnność.

– Tak? A w jaki sposób?

– Dla gościa zrobię wszystko!

– Czyli nie przepadasz.

– Nie, ale co kto lubi.

– Albo nie lubi, ale da się zmusić.

*

– Noc jeszcze młoda.

– Jeszcze nie wstał dzień. Słowik to, a nie skowronek..

– Więc tak na niego mówisz!

*

– Czemu masz na koszulce napisane „Hunk for hire”?

– Żebym mógł skłamać dwa razy, jeszcze zanim nawiążę z kimś rozmowę.

– Przypatrz się temu z lotu ptaka.

– Ale po co?

– Bo z góry lepiej widać całość.

– Może i z góry widać mózg, ale z dołu za to jaja.

*

Mutatis mutandis.

– Jakie mutanty?

– Dostosowane do sytuacji.

– Dzięki, ja nie ćpam.

*

– Prawda nas wyzwoli, zbawi, a przynajmniej rozbawi!

– Hmm. Zbawi – rozbawi. Ten stosunek nie jest przypadkowy.

– W odróżnieniu od całej masy innych stosunków.

 

 

– Hi! Where are you from?

– Here, Warsaw.

– Hmm, you look Chechnian.

*

– Zawsze mi się podobałeś.

– Nic mi o tym wcześniej nie współżyłeś.

*

– Co on powiedział? „My penis is dismal”?!

– Ja tam słyszałem coś ze „small”…

– Aha, w każdym razie jak zwykle przechwalał się swoją karierą naukową.

 

– Powiem szczerze, że zaplusował tym u mnie.

– Hm, jak się dobrze zastanowić, to „zaplusował u mnie” to nie brzmi najlepiej…