Archives for posts with tag: sympotica

– Ja niby coś takiego mówiłem?

– Nie, to ja mówiłem.

– Kiedy?

– Zapisałeś przecież.

– Gdzie zapisałem?

– No, pamiętasz taką świnkę, gdzie udostępniasz swoje posty?

– Fajni chłopcy dzisiaj byli.

– Ale co mi z tego, jak stoję za barem.

– No co, ja to chciałbym mieć taką pracę.

– W sensie jaką?

– Że pójdę do kibla i se pomarzę…

– Po ścianie?!

– Nie, o nich. Ale też.

– I co, zamówiłeś tę taksówkę?

– Zamówiłem. Ale niewiele brakowało, żeby mi odmówił, bo za krótki kurs.

– I co by wtedy było?

– Powiedziałbym, że już u mnie nie pracuje.

– Jak masz na imię?

– Szymon.

– No właśnie, Szymon, nie odzywaj się.

– Przepraszam.

– Ale za co?

– Czkawka.

– E tam, są gorsze rzeczy niż czkawka.

– Na przykład jakie?

– Muzeum Historii Żydów Polskich.

– Ty, a czemu tego Bacha oznacza się skrótem BWV?

– Bo BWC nie licowałoby z powagą jego twórczości.

– Aha!

– Co „aha”?

– Przyszli.

– Kto przyszedł?

– Bóg seksu.

– A z kim?

– Jak to z kim? Z aniołem zagłady!

– Wybacz, byłem myślami gdzie indziej.

– A gdzie?

– W czarnej dupie.

– To nawet miło?

– Było.

 

 

– O której wstajesz?

– Jutro.

– Powiedziałeś „mikcja”, a co ty wiesz o medycynie?

– Dość, żeby powiedzieć „mikcja”.

– Spoko, no to dlaczego po piwie się sika?

– Bo objętość płynu jest spora, alkohol zwiększa diurezę, lupulina jeszcze bardziej…

– A możesz opisać te mechanizmy dokładniej?

– Ej no, ja umiejętnie rozkładam nogi, ale wjechać musisz sam!

– Na co się tak patrzysz?

– Na wszystko.

– Czyli na co?

– Na to.

– I to jest wszystko?

– No.

– Co się tak szczerzysz?

– Bo popatrz, jaki uroczy. Ma włosy jak szczoteczka!

– Szczoteczka do czego?

– Do zębów przecież, dlatego się szczerzę!

– Ciepło tu mają, zdejmę bluzę.

– Plus 100 do twinka.

– Do darmowego drinka?

– Aa, to na to samo wychodzi.

– Patrz jaka drag queen!

– To raczej wrak queen…

– A to kto był?

– Nie wiem.

– Myślałem, że miałeś z nim kontakt…

– Miałem, ale nie zostawił kontaktu.

– Znowu wykazałem esprit d’escargot.

– Co to jest?

– Syndrom ślimaka. Polega na tym, że kiedy zbierzesz się w sobie, żeby do kogoś zagadać, okazuje się, że ten ktoś już wyszedł.

– … To moja ulubiona piosenka Abby.

– Coo? Jaka piosenka? „The Wiener Tuxedo”?!

– „The Winner Takes It All”… Ale byłeś blisko.

– Długo tu jesteś?

– Z godzinę.

– Jak wrażenia?

– Wrak jarzenia.

– Gdybym był heterykiem, podrywałbym tę laskę.

– A ja gdybym był heterykiem, podrywałbym jej faceta.

 

– Dzisiaj sobota, imieniny…

– …Kota?

– Nie! Imieniny kokainy!

– Wszystko jedno. Ważne, żeby się rymowało.