Archives for posts with tag: Szostakowicz

– Trzeba im przyznać, że menu dali całkiem, całkiem i to z wyraźną nutą kuchni niemiecko-austriackiej.

– Dobrze, że grali dziś Mahlera, a nie Szostakowicza. Tak to by była tylko wódka i kawior…

– A gdyby grali Chopina? Może coś takiego, co kiedyś widziałem w gazecie – była to bardzo wyrafinowana potrawa z jakiejś snobistycznej restauracji (Tamka?), ponoć inspirowana preferencjami Chopina. Coś tam polanego musem z zielonych szparagów, co wyglądało jak odkrztuszona spieniona gruźlicza flegma.

 

 

– To Allegro concertante Maciejewskiego brzmi trochę jak jakiś Szostakowicz. Ale taki… weselszy.

– Tak, Szostakowicz, który miał wyjątkowo pogodny…

– …Zły dzień.

Improwizacje Richarda Graysona na zadane tematy. Jest niesamowity i żongluje stylami, jak chce. Wybrałem najlepsze kawałki.

Gwiezdne Wojny / à la Beethoven

La cucaracha / à la Prokofiew

Habanera / à la Szostakowicz

Singing in the Rain / à la Wagner

Happy Birthday / à la Debussy

Sonata księżycowa Beethovena / à la Bartók

i moje ulubione: Colonel Bogey March / à la Brahms

Szostakowicz, Symfonia XIII Babi Jar, cz. 1.

 

Mój ulubiony fragment, pod spodem przekład filologiczny mrówk:

 

Мне кажется –

я – это Анна Франк,

прозрачная,

как веточка в апреле.

И я люблю.

И мне не надо фраз.

Мне надо,

чтоб друг в друга мы смотрели.

Как мало можно видеть,

обонять!

Нельзя нам листьев

и нельзя нам неба.

Но можно очень много –

это нежно

друг друга в темной комнате обнять.

 

Zdaje mi się, że jestem Anną Frank,

przeźroczystą jak pęd w kwietniu.

I kocham. I nie potrzebuję słów.

Musimy tylko patrzeć na siebie.

Jak mało można widzieć, nosem czuć!

Nie wolno nam mieć liści ani nieba.

Lecz można bardzo wiele mieć, to znaczy czule

Nawzajem objąć się w ciemnym pokoju.

 

[sł. J. Jewtuszenko, całość tekstu tutaj]