Archives for posts with tag: translatoryka

Rozdział w tłumaczonej powieści – 14 tysięcy znaków.

Szacowany czas do końca pracy – 30 minut.

Bohater, który w 2 ostatnich niepozornych akapitach zaczyna rapować, przez co ich przekład zajmuje 3 godziny – bezcenny.

 

– Z tłumaczeniem piosenek jest jak z przebieraniem się za kobietę. Może to wypaść ciekawie, imponująco, wspaniale, ale zwykle i tak widać, że to kostium.

– Jak pięknie ujęte. „Jest mi miłość”. Od pierwszego usłyszenia wiesz, o co chodzi, nie?

– „Jest Mimì łość!” A na dodatek dowiadujemy się, jak to było z tą bohaterką u Pucciniego. Zadławiła się łościoł i łumarła!

 

 

Jak zwykle podczas pobytu u rodziców wracam sobie do dawno nieczytanych książek. Tym razem sięgnąłem po wysłużony egzemplarz „Nocy w bibliotece” Agaty Christie (przeł. Edyta Sicińska-Gałuszkowa). I czytam, marszczę w wannie, jak mawia Vrublini.  Zdzierżyłem kilka pierwszych rozdziałów.

Słowo „telefon” i „telefonować” na niecałej stronie użyte w sumie 9 razy. „Trup leżał w bibliotece!” (jakby powinien był leżeć w bawialni). „Spotkałam go w Paddington [jak szedł na pociąg]”. „Panie pastorze”. „To straszne dla pani” (w ramach kondolencji). Z jednej strony Dolly, Jane, Josie, z drugiej Józefina, Bazyli. „Zrobiła to straszne odkrycie”.

Ale odpadłem, kiedy zobaczyłem autorski pomysł na tłumaczenie ma’am (w ustach niezbyt rozgarniętej pokojówki). Tłumaczka proponuje… „prosz’pa”. Podczas gdy mamy przecież po polsku  „pszę pani” albo „proszę panią”… Apostrofy, takie polskie; inwencja, taka nieodparta. I mówimy o przekładzie, który po raz pierwszy ukazał się w 1947.

Kurtyna, prosz’pa.

– Niektórzy polscy naukowcy rozumieją już, że to, że coś ma po polsku zniuansowane nazewnictwo, nie musi  oznaczać, że po angielsku jest tak samo.  I że kurczowe trzymanie się niektórych rozróżnień tylko po to, żeby oni czuli się bardziej u siebie, sprawa, że w efekcie czytelnik obcojęzyczny nie rozumie nic. A mógłby chociaż pojąć ogólną ideę.

– A tak to się z tego robi „Thank you from heaven”.

– Masz na myśli „from the mountain”?

– Ma kłopoty z czytaniem książek, zwłaszcza tłumaczonych, a już szczególnie słabo tłumaczonych, bo mu się włącza tryb redakcji, a to zabiera całą przyjemność z relaksacyjnej lektury.

– To brzmi jak jakaś klątwa. Nie uciekniesz, jak, nie wiem, DDA, dorosłe dzieci alkoholików…

– Albo dorosłe dzieci tłumaczy, DDT…

– Czytam. Niby niezłe, ale co to ma być to „tyś”? We współczesnym przekładzie niearchaizowanego tekstu? I nie usprawiedliwia tego rytm.

– „Tyś” to skrót od tysięcy.

– Które zainkasował?

– Albo tłumaczył to dla Piwnicy pod Baranami.

– Aż dziw, że krakowscy tłumacze nie przekładają dziś wszystkiego na łacinę. Może to byłoby wystarczająco tradycyjne, konserwatywne i ogólnie gaudematerpolonia.

– Jak czytam te przekłady Apollinaire’a i inne tych wszystkich Ważyków, Jastrunów i całej reszty, to myślę, że oni musieli strasznie nienawidzić polszczyzny, żeby tak pisać.

– Toć dlatego znali języki obce.

– Przyśniło mi się dzisiaj autorskie tłumaczenie maksymy La Rochefoucaulda: La gravité est un mystère du corps, inventé pour cacher les défauts de l’esprit, co Boy przełożył: „Powaga jest obrządkiem ciała wymyślonym dla pokrycia braków ducha”. A u mnie we śnie było: „Grawitacja to misterny korpus zaproszony dla pokrycia niedostatku spirytusu”. Była też wersja z ciążą zamiast grawitacji.

– Co za powietrze!

– Letnie.

– Aż noc zatyka.

– Mam pomysł, co to jest para tłumaczeniowa.

– No, chyba dwa języki.

– A nie, bo dwie osoby! Nie zauważyłeś, że ogromna liczba filolożek-tłumaczek, zwłaszcza od rzadszych języków, fizjologicznie wręcz nie jest w stanie się powstrzymać od poślubienia obywatela kraju, którego językiem się zajmują?

– Czyli jedno zna wtedy ten język obcy, a drugie polski, i to jest para tłumaczeniowa!

Jedna z ulubionych książek młodości w nowym wydaniu – 36zł

Przeczytanych stron – 1

Rozszczep mózgu – bezcenny

vonnegut

Ze względu na kiepską jakość zdjęcia przepisuję:

„To, o czym ludzkość miała nadzieję się dowiedzieć dzięki rozpychaniu się na zewnątrz, było: kto właściwie odpowiada za stworzenie świata i o co w tym całym stworzeniu chodzi”.

(I gdyby ktoś miał wątpliwość, o kalkę jakiej struktury chodzi, oto brzmienie oryginalne: What mankind hoped to learn in its outward push was who was actually in charge of all creation, and what all creation was all about.)

Kurt Vonnegut Syreny z Tytana, przeł. Jolanta Kozak (1983), Albatros, 2014.

– Dziwiłam się tłumaczowi filmu, że osoba grająca na harfie to dla niego harfiarz, a nie harfista.

– Bo nie Shylock tłumaczył!

– À propos Shylocka – wczorajsze tłumaczenie Kupca Weneckiego nie dorównywało wprawdzie koszmarowi przekładu Elektry i Moby’ego Dicka, ale były cudeńka w stylu „Worse and worse” ==> „Gorzej i gorzej”. Aż zgorzejesz do reszty.

– „Tak mało jeszcze znamy, a tak się bardzo chełpimy”. Co ty na to?

– Brzmi dziwnie.  „Tak mało jeszcze znamy”? O co tu w ogóle chodzi?

– Właśnie. A wiesz, co jest w oryginale? „Tak niewiele dotąd wiemy, a tak wiele przypuszczamy”.

– Aha!

– Jest takie seksistowskie porównanie, że przekład jest jak kobieta – jeśli jest wierny, to nie jest piękny, a jeśli jest piękny, to nie jest wierny. To tłumaczenie robi krok naprzód w dziedzinie emancypacji – nie jest ani piękne, ani wierne.

– Jest za to głupie. Jak powiedziała Nuśka o koncercie jakiejś śpiewaczki: „Było nudno i nieczysto, ale za to brzydkim dźwiękiem”.

– Żeby zaśpiewać operę w innym języku, to się trzeba uczyć nie tylko nowego tekstu, tylko w ogóle od początku. Taka na przykład Birgit Nilsson śpiewała Zamek Sinobrodego, owszem, ale tylko po niemiecku i po szwedzku.

– Co ty gadasz! Śpiewać węgierską operę po szwedzku to jak wsadzać sobie wibrator w kształcie cipy!

Dziś wyjątkowo a/varia z komentarzem, bo mamy szczególne cudo.  Chodzi o rozmowę z niedawnego numeru „Dwutygodnika”.

Pomijam już afektacje na temat trybu subjuntivo (który, nawiasem mówiąc, ma polską nazwę), jakich można by się spodziewać prędzej po egzaltowanym uczniu liceum dwujęzycznego.

Ale czy ktoś mi może powiedzieć, co to ma być „literatura hispanojęzyczna”? Coś takiego jak literatura polonojęzyczna, germanojęzyczna, frankojęzyczna, italojęzyczna, rusojęzyczna, fennojęzyczna, hungarojęzyczna, bohemojęzyczna, lituanojęzyczna, białorutenojęzyczna i wreszcie sinojęzyczna…?

Iberystka i tłumaczka literatury hispanojęzycznej. Wśród jej przekładów znalazły się książki takich autorów, jak Mario Vargas Llosa, Isabel Allende, Javier Cercas i Javier Marías. […]

Iberysta i tłumacz lieratury hispanojęzycznej. Przekładał książki m.in. Mario Vargasa Llosy, Gabriela Garcii Marqueza, Ruiza Zafona, Javiera Maríasa i Roberto Bolano. […]

A Ty, o Boże! / And You, O God,

O Nieśmiertelny! / the eternal, crowned by light

O wieńcem blasków owity! / sit on your throne, amidst the stars

Na niedostępnym tronie  / a crown of gold around your head.

Siedzisz pomiędzy gwiazdami / The cross shines at your feet.

I głową na złocistym spocząwszy Trójkącie, / Radiant, you contemplate the passing of

Krzyż trójramienny mając u swych nóg, / countries.

Proch gwiazd w klepsydrze przesypujesz złotej / Lord, have mercy upon us.

Zmiłuj się, zmiłuj nad nami!

[Jan Kasprowicz / przeł. John Comber ]

W oczekiwaniu na dzisiejszy koncert tłumaczonko fragmentu 2. pieśni cygańskiej Brahmsa.

 

Spieniony potoku Rima

Jakżeś ty zbełtany;

Na brzegu żalę się w głos

Na ciebie, najmilsze me kochanie!

 

Co w oryginale brzmi:

 

Hochgetürmte Rimaflut

Wie bist du so trüb;

Am dem Ufer klag ich

Laut nach dir, mein Lieb!

 

[Hugo Conrat, przeł. Krystyna Jackowska-Pociejowa]

Nieznane arcydzieło Balzaka na taniej książce – 10zł

Lekcje muzyki w dzieciństwie – z kasy państwa polskiego

Tłumacz i korektorki, którzy puszczają źle przetłumaczone nazwy tonacji (typu „si bemol”) – bezcenni

Reklama snickersa z Joan Collins. Po raz pierwszy się jej przysłuchałem.

W oryginale jest:

Who’d want to smell like you?

W wersji polskiej zaś słyszymy:

Kto chciałby cię wąchać?