Archives for posts with tag: ucho

– Czemu ta kobieta dwa miejsca dalej tak głośno napieprza?

– Bo jest zatkana. Mówi potwornie przez nos, więc pewnie i uszy ma zapchane. Ale nie pociąga nosem, więc to nie katar, tylko jakaś patologia anatomiczna.

– Albo takie polipy, że mogłaby z nich ugotować zupę frutti di mare dla czterech osób.

– Ciekawe, dokąd jedzie. Może wysiądzie już w Poznaniu?

– To by wiele wyjaśniało. Jeśli poznaniaczka, to dlatego się nie leczy z tego zatkania, że po pierwsze nie wyda na lekarza, a po drugie, nie oddychając przez nos, może zaoszczędzić też powietrza!

– Bardzo często się budzę z czymś w uszach.

– W uszach? Nietypowe. Pomyślałbym, że w czym innym.

– Jak w czym innym to trudno by się było nie obudzić.

– No, chyba że w grę wchodziłby chloroform.

– Wciąż trudno mi się przyzwyczaić do sytuacji, w których to nie z moich ust pada najbardziej niestosowna wypowiedź…

 

– Co wy w tym Dvořáku widzicie?

– My w tym Dvořáku słyszymy.

 – A tytuł od tej, co sobie „wianeczek zmaczała”?

Piosnka litewska. „Prawda, matusiu, prawdę wyznać wolę…”

– Nie podśpiewuj tego, nie rób mi ohrwurma, bo znowu będę w rosole.

– Jak to?

– Nie pamiętasz, jak spacerowaliśmy po parku tworkowskim i pruszkowskim, to nie mogłem przestać tego podśpiewywać? Przez kilka godzin. „Prawda, matusiu, prawdę wyznać wolę, jestem zmaczana jak kluski w rosole” i tak na pięćset różnych sposobów.

– Może moglibyśmy skorzystać jakoś z naszych wad?

– Jakich?

– Wzroku, słuchu. Ty jesteś półślepy, a ja półgłuchy.

– No tak, to razem bylibyśmy jednym niepełnosprawnym, który miałby bilet za darmo, a drugi byłby sprawny…

– Więc wchodziłby za pół ceny jako opiekun!

– A którą stronę masz gorszą?

– Lewą.

– Ja też lewą. To jak byśmy stali do siebie?

– Boko-tyłem. Ja do twojego prawego oka swoim prawym uchem. A chodzilibyśmy bokiem, jak krab, żeby żadnego z nas nie dyskryminować.

 

 

– Widziałeś to euro sado-maso?

– Coo?

– No, transparent, tu po prawej.

– Euro sado-maso?!

– „EUROSODOMA STOP”!

– Ty tylko o jednym.

– Powiedziałem mu to.

– Co mu powiedziałeś?

Qué pequeñitas orejas!

– Co to znaczy?

– Że ma małe uszka. Śliczne ma. Myślisz, że zrozumiał?

– Nie wiem, ale pocałował mnie  w głowę i poszedł.

*

– Patrzcie, mam misia!

– Jakiego misia?

– Tu, misia maskotkę.

– Ojej, ale on ma… Cipę!

– Lepszy miś z cipą niż cipa z misiem.

*

– Podobacie mi się.

– On powiedział, że mu się podobamy? Nawzajem!

– Nie, powiedziałem: „Siedzicie sobie?”…

– A, tak czy siak nawzajem.

– Wyobraźcie sobie, że byłem u lekarza i okazało się, że mam niedorozwój tego, no, robaka w mózgu.

– To w uchu?

– Nie, to w głowie!

– I co teraz?

– Do tej pory brałem leki na padaczkę, były super, ale nie działały.

– Yyy!

– Co się odsuwasz?

– Bo się boję, że mi namciukasz do ucha.

– Ale ja tylko nosem jeździłem…

– Nosem. A co jest pod nosem?

– Wąsy?

– A pod wąsami? Mciukawica.

– A ty tam nie podsłuchuj!

– Nie podsłuchuję. Nie wolno mi podsłuchiwać. Ale wolno mi słyszeć.

– Ten koncert był wstrętny, ale dzięki niemu zobaczyłem, że nie tylko zagranicznicy przyjeżdżają do Polski chałturzyć, ale działa to także w drugą stronę. Nie podniosło mnie to jednak na duchu, ani tym bardziej na uchu.

– To jest taka obserwabla emocji.

– Co to jest obserwabla?

– Jeśli dobrze rozumiem, to w fizyce kwantowej jest to coś obserwowalnego, mierzalnego, czy jakoś tak.

– Aaa… Na przykład oberwane ucho, bo po nim można zaobserwować działanie emocji.

– Pamiętaj też, że bardzo bym to ucho chciał sfotografować  Muszę pomyśleć, jak to zrobić, by wyszło tak, jak bym chciał.  Wielkie zdjęcie ucha, to byłoby coś.

Wlewa mu w ucho płyn trędowaty, podstępem swą szpadę zatruwa.

 

[z wypracowania koleżanki, VIII klasa podstawówki, na temat Szekspira]

 

Śpiewała też onegdaj Juliette Noureddine, znaszli tę cyc-maszynę?