Archives for posts with tag: ulica

[…]

Jak długo depczę ziemię, poznać po obcasie.
Pajęczyny też nie da się palcem zdjąć z czoła.
Donośne kukuryku raduje tym właśnie,
że brzmi jak brzmiało wczoraj.
Ale i czarne myśli gęstnieją, nawisłe
jak kosmyk, gdy horyzont brwi skośnie przekreśli.
I przestaje się miewać sny – byle mniej istnieć,
rzadziej się zdarzać, nie zaśmiecać reszty
czasu. Uboga ulica z uporem
pcha się w oczy, wystając godzinami w oknie:
to jej pamięć przechowa wygląd lokatora,
a nie, jak skłonny był sądzić, odwrotnie.

[…]

[Josif Brodski, ***, przeł. S. Barańczak
z tomu Urania, Zeszyty Literackie, 2015]

– Wpadłem tu, bo to jedyne miejsce, gdzie się można o tej porze napić.

– Nieprawda, jest jeszcze lej po bombie.

– A gdzie to?

– Na Brackiej 20A.

– Jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B…

– Gdzie jesteśmy?

– Przy Płaskowickiej.

– Płaskowicka? Nie znam takiej ulicy.

– To jest ulica Płaskowickiej.

– Już widzę, Filipiny Płaskowickiej. Ciekawe, kto to był.

– Na pewno jakaś działaczka.

– Pozytywistyczna…? Sufrażystka?

– Pewnie socjalistyczno-chłopska!

– Sprawdzę w Internecie… Tak, prowadziła działalność oświatową wśród chłopów, zakładała kółka gospodyń wiejskich… Zgadliśmy. Jak widać, można być czarnowidzem, jasnowidzem i… Płaskowidzem!

– Zobacz, co to było „Erazma z Zakroczymia”, bo nazwa ulicy jest powalająca!

– Ulica Erazma Ciołka też jest dobra.

– Dopóki nie zaczynają nazywać ulic nazwami proszków do prania, jest dobrze, chociaż „ul. Kilowej Dosi z Promocji” brzmi interesująco.

[Wiersz, który mnie przed laty wzruszył, na tablicy niedaleko skrzyżowania Grójeckiej z Bitwy Warszawskiej]

 

Ja jestem zła ulica. Nie przystępuj do mnie,
Najeźdźco, który niesiesz śmierć samolotową!…
Swojego bronię miasta twardo i niezłomnie…
Do walki jestem zawsze skorą i gotową…

Ja jestem zła ulica!… Stawiam barykady
I pluję armatami, karabinem walę.
Nie przerażą mnie twoich bomb tonowych grady
I czołgi twe jaszczurcze chwytam wciąż zuchwale.

Ja jestem zła ulica!… Lecz swe kocham dzieci,
Których mi co dzień więcej na łonie umiera,
Gdy kamienic granica przy tym jasno świeci.

Ja jestem zła ulica!… Lecz choć głód doskwiera,
Nie wpuszczę cię do miasta, gwałcicielu krwawy!
———————————————————–
Ja, pani Opaczewska, bronię dziś Warszawy!

 

[Jan Janeczek (1898-1944) Żołnierz Armii Krajowej]

Idę ulicą Bracką ku Jerozolimskim, wczesne popołudnie. Widzę nadchodzącą z naprzeciwka Agathé w towarzystwie jakiejś koleżanki. Śpieszę się, więc podchodzę tylko na chwilę, żeby się przywitać. Agathé próbuje mnie wyminąć, ale ją skutecznie zaczepiam. Wymieniamy pozdrowienia i od razu bieżymy każde w swoją stroną.

Po kilku minutach dostaję w tramwaju smsa od niej:

Widziałam cię kątem sokolego oka. Mignął mi tylko mglisty zarys sylwetki. Dostrzegłam też szczecinę na twarzy. Myślałam, że jakiś żul się do mnie przypierdala i chce drobne:D

[sokole oko jest nawiązaniem do mątek pustynnych kątem plujących]

– Kamieniczki stoją na biurku i kurzą się niemożliwie. Ulica stoi w szafie. Ludziki leżą w pudełku.

[Agathé o wykonanej przez siebie z lego Paradzie równości, której obejrzenie gorąco polecam]