Archives for posts with tag: Villanera

– A to co?

– Gin.

– Czemu akurat gin?

– Żeby przyszły dobre duchy.

– Od ginu? Jakie?

– No, dżiny!

– Aaa, chcesz, żeby ci poszedł dym z lampy!

 

 

– Można by go poprosić, żeby napisał długą przedmowę albo posłowie…

– Ja lubię, jak jest krótka przedmowa i długie posłowie.

– Ja raczej odwrotnie.

– Ale ona mówi o seksie, prawda?

– Prawda. Ja też lubię odwrotnie. Długa przedmowa i krótkie posłowie.

– Oj tam, wy piszecie, a ja czytam, więc lepiej słuchajcie.

[Z dedykacją dla Villanery]

radca światów

radca światów

– Co robisz jutro?

– Mam randkę o 18.00.

– A wiesz już z kim?

– Ja mam dwadzieścia lat!

– Ty masz dwadzieścia lat!

– Razem mamy czterdzieści…

– I jak planujesz spędzać urodziny?

– Dzisiaj jest pierwszy dzień obchodów, które potrwają do niedzieli.

– A, więc dzisiaj zaczyna się pojutrze.

– No, no, co za kreacja!

– A co, odpańciowałam się na imprezę u was.

– Przyznaj się od razu, że się gdzieś potem wybierasz.

– Skąd, ubrałam się lekko, bo widziałam, że będzie sporo ludzi i domyślałam się, że będzie gorąco…

– Niepokonana!

– Tak. A jak szłam tutaj do was od autobusu, to mijałam dwie starsze panie. Idę sobie, jak to pańcia, macham torebką, palę papierosa, i jedna staruszka mówi do drugiej: „Popatrz no, dziwka!”, a druga na to: „Jej wypada, to nastolatka!”.

– A propos czego to powiedziałaś?

– A propos tego, jak często sprawdzam wyniki.

– Wyniki czego?

– Wyniki wyników!

– Skąd wzięliście tego psa?

– A bo kiedyś przyszedł wujek i mówi do mojego ojca: „Masz, ty masz dzisiaj urodziny, a to jest pies, mi dusi kury, to ci dam, a jak nie weźmiesz, to go zastrzelę”.

– Nie lubisz go, dlatego że jest chamem, bucem czy mitomanem?

– Wiesz, ja ciągle przebywam z prawnikami, więc chamy, buce i mitomani nie robią na mnie wrażenia, ale on to jest jakieś combo!

Ja: Lesbijki cię pobiły? Jesteś pewna? Jak wyglądały? No, jeśli wyglądały tak jak ja, to musiały być lesby.

Nuśka: A jeśli wyglądały tak jak ja, to na pewno transwestyci.

Rabbio: A jeśli tak jak ja, to… Stare dziady.

Jakiś czas temu w księgarniokawiarni znanej też jako „Duży Pokój” lub „Bawialnia” wygrzebaliśmy taki ładny wierszyk Wandy Chotomskiej:

Do redakcji „Kurnika” przyszła kaczka tłumaczka

I przywiozła walizkę rękopisów na taczkach.

Pan redaktor się skłonił, musnął wąsem i baczkiem,

Najpierw zerknął na kaczkę, później spojrzał na taczki

I uprzejmie zapytał: – Pani książki tłumaczy

z angielskiego na polski? – Nie, z gęsiego na kaczy. –

Co? Z gęsiego na kaczy? W głowie mi się nie mieści!

Czyżby gęsi i kaczki tez pisały powieści? –

Oczywiście, że piszą, a ja właśnie tłumaczę

każde gęsie „gę gę gę” na „kwa kwa kwa kwa” kacze.

Proszę, oto jest próbka, niech pan w piśmie zamieści,

W tłumaczeniu na kaczy ślicznej gęsiej powieści:

„KWAŚ KWAKAŁA W KWASTWINIE”, tak się powieść zaczyna…

Pan redaktor osłupiał: – „KWAŚ”? „KWAKAŁA”? „KWASTWINA”?

Co to znaczy? – To proste! Wciąż pan nie wie, co znaczy?

„GĘŚ GĘGAŁA W GĘSTWINIE” w tłumaczeniu na kaczy…

Siedzimy i kartkujemy Schillera. Trafiam na elegię. Czytam cztery pierwsze linijki podkreślając sylaby akcentowane heksametru i pentametru:

Błogosławion jest, kogo bogowie łaskawi kochali,
Nim się narodził, kto Wenus piastunką swą miał,
Komu oczy bóg Febus, a wargi Hermes otworzył,
Zaś na czole sam Zeus mocny wycisnął swój znak!

I zachwycam się:

– Patrzcie, jak ładnie! Elegia dystychem przełożona!

– Ładne, ale nudne. A co to jest?

Szczęście.

Siedzimy sobie z Rabbiem i Villanerą w księgarnioknajpce. Sięgamy na półkę tuż obok nas, zdejmujemy tom dzieł wybranych Schillera i wybór wierszy dla uczniów klasy czwartej. Czytamy na zmianę to z jednego (Don Carlos, Intryga i miłość, liryki), to z drugiego (Brzechwa, Tuwim, Chotomska itp.) Po paru piwach i przy kiepskim oświetleniu zamienia się to w [niedo]dialog tyleż osobliwy, co chwilami dla naszych zmąconych umysłów znaczący.

Wreszcie Villanera chwyta za książeczkę z wierszykami dla dzieci, by ze swadą i przekonaniem przeczytać wiersz Brzechwy pt. Żyrafa:

Żyrafa w  tym gównie żyje,

 Że w górę wyciąga szyję.

A ja zazdroszczę żyrafie,

Ja nie potrafię.

Dopiero do chwili dociera do nas, co zrobiła z pierwszą linijką tego wierszyka.

– Skoro fajki leżą tu, to co one tam robią na dworze?

– Stoją. Może robią sobie gelati.

– Lody sobie robią?

– Paluszki rybne raczej.

– Jak to?

– Palcówka na mrozie.

– Oj, ja z innej strony mówię.

– Z innej strony też można.

– Ale ja tak naturalnie!

– No naturalnie, każdy to ma.

– No ale geje?

– Geje mają to nawet bardziej.