Archives for posts with tag: wariacje

 

I wariacje na temat:

 

 

Fuggi, fuggi, fuggi se fuggir nieghi,

che così il Cielo, diva, ti leghi

Né mai possa pur muovere un passo

fatta di carne un rigido sasso

e infin ch’abbia

la tua rabbia

Fugga, fugga, fugga chi brama pace

perch’ogni froda ascosa qui giace.

W tym roku 25 sierpnia znów wypadł jakoś tak bardziej 26-go. Zaczynam się przyzwyczajać.

Znalazłem nagranie Gawryluka wykonującego to, czym bisował po dzisiejszym koncercie. A był to jeden z najbardziej błyskotliwych bisów, jakie słyszałem. Lisztowska parafraza Marsza weselnego Mendelssohna w aranżacji Horowitza.

U nas zagrał to lepiej, ale i tak można tego posłuchać. Pod spodem Horowitz.

 

– To jest ten gawot. Gawot ma sześć dubli, bo historia lubi się powtarzać. Niestety bez szans na dublera.

– Pięknie wariacje tej melodii zaśpiewałeś. Były w stylu, by tak rzec, postbergowskim: nie dotyczyły melodii, nie dotyczyły nawet rytmu. Dotyczyły stroju.

Jest taki piękny, choć mniej znany niż Goldbergvariationen i mniej obszerny, cykl wariacji w stylu włoskim Bacha (Aria variata alla maniera italiana, BWV 989).  Ciekawie wykonuje je niejaka Zuzana Růžičková, do posłuchania tutaj. Słucha się świetnie, chociaż w 1/3 przypadków mrówk akurat czuje te wariacje inaczej, np. wariacja IV (6’22”) jest dla niego refleksyjna i wycofana, a ona gra ją pewnie i bojowo. Ale cały czas robi to ciekawie, nie nudząc.

Klawesyny bywają wyposażone w pewną modyfikację dźwięku zwaną „lutnią”. Polega ona na tym, że do strun przysuwają się tłumiki nadające instrumentowi brzmienie podobne do lutni. Mrówk to uwielbia. Można tego efektu posłuchać w wariacji V (7’37”) wspomnianego nagrania.

I dla porównania także ciekawe, choć odmienne podejście Rinalda Alessandriniego, tutaj.

 

Wariacje B–dur op. 2 Chopina na temat La ci darem la mano la poruszyły Roberta Schumanna. Trwałe miejsce w historii muzyki zajęła jego młodzieńcza recenzja – pierwsza, jaką napisał – zamieszczona w lipskim piśmie muzycznym, zatytułowana Opus Zwei. Recenzja pisana była (jak później często to czynił) stylem powieściowym:

„Właśnie do pokoju wszedł cichaczem Euzebiusz. Wszak znasz ów ironiczny uśmiech na jego twarzy, którym stara się zaciekawić innych. Siedziałem pod ten czas z Florestanem przy fortepianie. Florestan należy do rzędu tych muzyków, którzy niejako przeczuwają wszystko, co przyszłe, nowe, niezwyczajne. Czekała go niespodzianka. „Panowie, kapelusze z głowy, oto geniusz! – zawołał Euzebiusz i rozłożył przed nami na pulpicie jakieś nuty. Chopin? Nie słyszałem tego nazwiska. Któż to może być? – geniusz wyziera z każdego taktu…”

Czytajac tę recenzję, ordynatowa Podtworecka stwierdziła, że jednak nie jest wystarczająco pretensjonalna i poprzysięgła sobie, że jeśli los obdarzy ją męskim potomkiem, to da mu na chrzcie Florestan Euzebiusz. Florestan Euzebiusz Podtworecki, VI Ordynat Podtworzyc – jakżeż no pięknieć to brzmi!