Archives for posts with tag: Warszawa

– Popatrz, jaka nazwa: III Wydział Rejestracji Stanu Cywilnego i Ksiąg Zabużańskich.

– I co jeszcze? Wydział Klechd, Dziadów….

-… I Baśni Cygańskich!

 

 

 

– Krew mnie zalewa, jak widzę te zdjęcia, a jeszcze większa mną cholera trzęsie, jak przechodzę przez Teatralny. Dlatego się stamtąd wyniosłem. Żeby zdrowie psychiczne ratować.

– Bardzo chciałbym powrotu tamtych drzew i gazonów. Przecież były takie plany. A parking – pod ziemię. Bo być tam musi. Czy chcemy czy nie.

– NIEMOŻNABOTAMJESTMETRO. WWARSZAWIENIEMOŻEBYĆDRZEWBOJESTMETRO. WARSZAWACAŁAUSIANAROZLEGŁĄSIECIĄMETRA!!! !!! !!!

– NOTAMNIEMAAKURAT.

– ALEBĘDZIE!

– WSZĘDZIEJESTMETRO. METROWARSZAWSKIEPIĘCIOMARZEKAMIHADESU!

– Będzie albo nie będzie, może Hanka już zwróciła podziemia jakimś posiadaczom tytułu do przedwojennej wygódki, która stała przy Moliera i nie ma, przepadło, koniec, umarł w butach. Dlatego nie może być parkingu podziemnego.

– Może tam akurat była jakaś piwnica na ziemniaki? I ktoś się upominał o.ziemniaki, ale zgniły, więc w nagrodę pocieszenia dostanie podziemną działeczkę?

– Właśnie! A pradziadek kogo innego pierdział kiedyś obficie, więc w duchu Ducha Świętego Hanka powinna oddać prawnukom przestrzeń powietrzną nad Warszawą.

– A czyjaś babka na anemię piła herbatkę z pokrzywy, a pokrzywa moczopędna, to należy oddać wodę z Wisły.

– Dostałem dziś mail spamowy od jakiegoś dewelopera, który poleca:  KOLSKA – OD NOWA.

– Ślicznie! To może jeszcze: RAKOWIECKA – NA LATA!

– SOBIESKIEGO – POD KLUCZ!

 

 

– …I to właśnie byli kandydaci na rektora Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina.

– Zawsze bardzo lubiłem języki obce i dlatego przyjemnie mi się słucha tych nazwisk – są totalnie egzotyczne, nigdy w życiu ich nie słyszałem! Mają tajemnicze brzmienie, są tak niszowe, że mało kto je pewnie kiedykolwiek słyszał. Wprost idealne dla kandydatów na rektora jednej z najważniejszych  uczelni muzycznych!

– A mi się dziś śniła naprawdę wojna. Rabbio i ja walczyliśmy jako żołnierze. Było tylko o tyle nietypowo, że wszystko działo się w powietrzu: widzieliśmy strzały i eksplozje między samolotami i helikopterami, wszystko dziwnie statyczne, jak jakieś gigantyczne metalowe kolibry zawieszone w powietrzu. Na dole, w okopach, czy też raczej głębokich bruzdach jakby na kartoflisku, siedzieliśmy przyczajeni, wśród nieruchomych czołgów i innych milczących żołnierzy. Chyba nawet mieliśmy bagnety! I wiedzieliśmy, że źle będzie dopiero wtedy, kiedy wojna zejdzie z przestworzy na ziemię. Ale tak czy siak stwierdziliśmy, że natychmiastowa emigracja jest konieczna, najlepiej do Pragi. Z tym że nie mogliśmy się nigdzie wydostać z Warszawy, gdzie toczyły się walki, bo kolejka WKD dostała dziwnych rozjazdów. Tory się jej rozmnożyły. Przez cały sen myślałem tylko: o, jako żołnierz zmęczony walką pewnie zasnę w domu jak dziecko.

– Flaga o układzie pionowym zawieszona pionowo powinna mieć lewą stronę na górze.  To by się zgadzało – sprawdziłem, ze flagę francuską wiesza się pionowo niebieskim do góry, flagę włoską – zielonym do góry, a rumuńską – niebieskim do góry.  Analogicznie flaga belgijska powinna być czarnym do góry. Czyli podświetlenie na Pałacu Kultury jest dobrze, a na Wieży Eiffla źle?

– W istocie, jest, jak piszesz. Tyle, że niepodświetlona trzecia cześć Wieży wyglądałaby na nieistniejącą, co mijałoby się z celem. Przypuszczalnie więc należy podejść zdroworozsądkowo, a nie ortodoksyjnie, i założyć, że wszyscy wiedzą, o co i o kogo chodzi.

– Ha! Cała moja rozkmina z flagą wzięła się stąd, że wzruszył mnie wczoraj widok Pałacu Kultury, który na czarnej barwie jakby się urywa. To nie kwestia ortodoksji, tylko potencjału komunikacyjnego, symbolicznego takiego gestu. Na znak żałoby flagi wędrują do połowy masztu; czemu by wieżowce nie miały zrezygnować ze swojej strzelistości?

 

 

– Byłem w Paryżu na „Sinobrodym” według Warlikowskiego. Publika padła na kolana.

– Warszawscy klakierzy nie mogą paść przed Trelińskim na kolana, bo już leżą przed nim krzyżem.

– No i teraz, obawiam się, trzeba będzie się przenieść do Słupska.

– Znakomity pomysł!

– Wcale nie znakomity. Bo będzie trzeba, a nie można. Ja nawet nie wiem, gdzie to jest.

– Naprawdę?

– Naprawdę. Gdzieś na południowy zachód?

– Zupełnie nie.

– Nie muszę wiedzieć. Tam jest mój dom. Jak mnie tam wysadzą z wagonu bydlęcego, to będę wiedział, że jestem wśród swoich.

– Hm, ja tam myślę, że warto znać duże miasta w Polsce.

– Jakie duże miasta? Duże miasta to są…

– Na Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Szczecinie, Trójmieście, Katowicach, Łodzi, Krakowie, Białymstoku, Lublinie, Rzeszowie i Kielcach się Polska nie kończy.

– Przeciwnie. Mam wrażenie, że kończy się gdzieś w połowie tego, co wymieniłeś.

– To niesamowite – ja też właśnie dziś to zauważyłem, przechodząc tamtędy, i nie mogłem uwierzyć, że to tkwi tam od niemal piętnastu lat!

– Trzeba tam pójść jutro i sprawdzić, czy nadal jest. Bo może to taki zaczarowany kamień węgielny, który niby tam cały czas jest, ale może się ukazać ludzkim oczom tylko raz na piętnaście lat.

– Widać go raz na piętnaście lat, ale potknąć można się o niego codziennie.

plac-dc485browskiego-2

[Zdjęcie zaczerpnięte z tej strony.]

– Czytałeś postulaty tegorocznej Parady Równości?

– Nie, przeczytaj mi.

– Odmawiam. Przeczytałem ostatni punkt i nie chcę znać reszty.

– No przeczytaj.

– Okej. Jest ich dwanaście. Od siebie dodam punkt zero: „Kiedy zostanę Miss Świata, nakarmię wszystkie głodne dzieci”.

– To bardzo szlachetne. No i co tam piszą?

– „Ochrona przed dyskryminacją i wykluczeniem obowiązkiem państwa”. „Wzmocnienie ochrony prawnej przed mową i przestępstwami z nienawiści”.

– Czy to dzieci na godzinie wychowawczej w jakiejś warszawskiej podstawówce albo gimnazjum formułowały te postulaty?

– Najwyraźniej. „Prawa osób trans prawami człowieka”, brzmi to jak „kobieta też człowiek”.

– Niefortunne.

– A tu nie wiadomo w pierwszej chwili, co jest przydawką, a co orzecznikiem: „Miasta otwarte przyjazne dla lokalnej społeczności”.

– A tam nagle liczba pojedyncza „Związek partnerski i małżeństwo prawem każdego obywatela”.

– I wszędzie ten styl sprzed kilkudziesięciu lat: „Otwarta Rzeczpospolita przyjaznym domem…”.

– Jest za to chwytliwa gra słów: „Różni – równi wobec siebie”. Chyba zresztą powinno być „równi wobec prawa”, nie?

– Cóż. „Dość chamstwa”. Żądamy polszczyzny.

– Dzięki twojej ostatniej działalności zainteresowałem się jidyszyzmami. Wiesz, że tego w polszczyźnie jest od cholery?

– Domyślam się, ale nie umiem żadnego wymienić.

– To w większości zapożyczenia leksykalne, typu „bajgiel”, „rejwach” albo „belfer”. Są też charakterystyczne składniowe, mylenie biernika z dopełniaczem w dopełnieniu i tak dalej. Jak w dowcipie o żydowskim pedofilu, który mówi: „Chłopczyku, chcesz kupić cukierek?” Ale i tak najlepsze są w angielskim. To nagłosowe powtórzenie schm- jest właśnie z jidysz!

– Na przykład?

– Na przykład moody – schmoody, albo marathon – schmarathon, Boston – Schmoston.

– Po polsku też tak można! Wrocław – Szmocław, Kraków – Szmaków…

– Warszawa – Szmarszawa? Hm…

– Ale! Katowice – Szmatowice!

– Ha! I Kielce – Szmelce!

– Dział promocji Chóru Filharmonii razem z działem promocji Chóru Opery to dwie legendy światowego chóraoptymizmu.

Czytam sobie o nowych kennkartach warszawskich do zniżki uprawniających i tak mi się skojarzyło:

„Ale gdyś tu się został, to idźże zaraz do Poselstwa, albo nie idź, i tam się zamelduj, albo nie zamelduj, bo jeśli się zameldujesz lub nie zameldujesz, na znaczną przykrość możesz być narażonym, lub nie narażonym.”

Vrublini był świadkiem, jak dziecko pyta matkę na placu Bankowym:

– Mamo, a czemu ta flaga nie jest biało-czerwona, tylko żółto-czerwona?

– Bo zżółkła.

– To, że jedno z warszawskich zagłębi klubowych mieści się przy ulicy Kredytowej, zakrawa na ponure memento.

Trzydzieste a/varia to a/varia XXX, a to zobowiązuje. Dzisiaj zamieszczam wybór ponętnych ogłoszeń ze strony z kontaktami do prostytutek (gdzie trafiliśmy z Rabbiem, rzecz jasna, przypadkiem).

Oto lista najbardziej intrygujących nagłówków, jakie rzuciły mi się w oczy (pis. oryg.):

 

puszysta facetka z Warszawy

 Warszawa – dziwne chinki

 warszawskie bezrobotne szparki

 normalne rude w Warszawie

 malutka kobita w Warszawie

 niezgrabna kurtyzana w warszawie

 zaniedbywane cycuchy z Warszawy

 warszawskie duze gwałcicielki

W następnym odcinku fragmenty najciekawszych ogłoszeń.

– …Na przykład spotkania dla muzułmańskich kobiet z Warszawy.

– Sekta muzułmańskich kobiet w Warszawie? Brzmi egzotycznie.

– Egzotycznie?! A widziałeś czeczeńskie dziecko tańczące krakowiaka?

– Już dzisiaj nie jęcz.

– Nie jęczę. Potem pojęczę.

– No nie jęcz.

– Ale bym pojęczał…

*

– Co tu dużo mówić. Jest piękny.

– Chciałbyś się z nim pierdolić?

– Ale skąd! Chciałbym to sobie wyobrażać.

*

– C’est bon, Varsovie?

– C’est bien. C’est la vie.

Zamknięte muzeum. Kamienice jakby pozrastane, niezgodności poziomów, drzwi w nie do końca spodziewanych miejscach, schody niby dokądś, a jakoś donikąd. Stelaże, ramy, instalacje ściany i ścianki – to nie ekspozycja, tylko podkład, grunt, na którym pozostały tabliczki z podpisami, a eksponatów, których dotyczyły, nie ma. Czemu ty na balustradzie nie ma takiej drewnianej kuli, jak obok? W konserwacji jest. Po korytarzach snują się pracownicy i znikają w pokojach, w których z rachitycznymi mebelkami z lat siedemdziesiątych sąsiadują dwustuletnie zegary. Do działu kadr wchodzi się przez wyłożoną kobiercami salę (leżą, jakby się suszyły), gdzie o ścianę stoi oparte półślepe lustro. Tu jest portret tego i tego, autorstwa tamtego. Kopia, oryginał u konserwatora. Niskie długie meble pozakrywane grubymi foliowymi pokrowcami. Podchodzę z zaciekawieniem, ale żaden nie okazuje się instrumentem.

Łazimy. Poszczególne pomieszczenia mają różne zapachy: czuć głównie muzealny kurz, ale tutaj pleśń, tutaj detergent, a tu nagle jak w dzieciństwie, kiedy dziadek pokazywał pracę przy ulach, czuć – bo pastują podłogi woskiem pszczelim. Pewnie pięćset lat temu tak samo pastowali na tej wysokości, ale nie w tym samym budynku, bo to już nie ten budynek. Od zera nie ten, ale na minus jeden, minus dwa, jeszcze trochę ten. W tych świeżo wyremontowanych piwnicach chłodno i świeżo, wydajna klimatyzacja osusza i filtruje. A tu jest skarb, który tu wykopano, monety w garnku. To znaczy garnek jest prawdziwy, a monety to atrapa. Prawdziwe są u archeologów.

Klatka schodowa, któraś z kolei, od dłuższego czasu już nie wiem, gdzie dokładnie jestem; północ, południe, zachód wydają się tutaj  nieomal oszustwem. Fotografie, w założeniu spłowiałe od nowości, nadrukowane na plansze wielkiego formatu, wiszą tu chyba od miesięcy, pokrywa je pył. To też pozostałość po wystawie pozostałości. Dotykam. Marcin podchodzi, przygląda się chwilę, nabiera powietrza w płuca i dmucha na jedną z plansz.

 – Co ty robisz! Zdmuchnąłeś bardzo kosztowną atrapę kurzu!

Na zewnątrz wczesne popołudnie. Siadamy we czworo na kamiennej ławce. Po jakimś czasie odwracamy się tyłem do rynku i światła, które tępo wciska się w oczy, mimo że lub może właśnie dlatego że dzień nie jest szczególnie słoneczny.

Jeśli nie będziemy chcieli łapać wszystkich srok za jeden ogon, to nam się uda.

[właścicielka klubu fitness, tvn24]

*

Ale cały czas liczę na to, że wreszcie zechce mu się wytężyć mózgownicę. Może wyciągnie słuszne wnioski? Może zrozumie, że jedyną czynnością, która dobrze wychodzi samotnym, jest samogwałt?

[Sapkowski, cytowany przez kogoś na profilu]

*

Szpara jest formą dziury. Tylko dłuższą.

[Grzegorz Miecugow, Szkło kontaktowe]

*

Prezenter: Wiele osób narzekało dziś na niskie ciśnienie. Czy dalej będziemy mieć taki niekorzystny biomet?

Pogodynka: Tak.

[tvn24]

*

Wiem bowiem, że cokolwiek bym nie napisał, będzie to tylko ciąg za wiele nie znaczących przymiotników i suchych określeń, nie tłumaczących nawet w niewielkim stopniu, dlaczego ten film jest tak rewelacyjny.  Jakkolwiek bym się nie starał, nie uda mi się oddać atmosfery jaką on wokół siebie rozsiewa, ani dokładnie opisać jakie uczucia wywołuje.  Jest to bowiem film, którego nie sposób po prostu oglądać.

[z recenzji Samotnego mężczyzny]

*

Warszawa to stolica Polski, duma naszego kraju, miasto, które nas reprezentuje i jest naszą wizytówką. Przepełniona licznymi wydarzeniami kulturalnymi, tętniąca życiem i nosząca na każdym kroku ślady historii. […] Niezliczone teatry, wystawy, nie wspominając już o niekończących się imprezach oraz ofercie różnorodnych restauracji […] Jak jednak młoda osoba może w pełni korzystać z niesamowitej oferty Warszawy mając na uwadze swój skromny budżet? Studenci gubią się w biznesowym mieście, w którym brakuje zniżek takich jak w Krakowie, czy Wrocławiu […].

[groupon.pl]

*

Wampir – fantastyczna istota, żywiąca się ludzką krwią, prawie nieśmiertelna […]

[wikipedia]

*

Ale też język, którego używano, był wykwintny, pełen wyszukanych zwrotów i prawniczych terminów. Zwracano się do sądu per „Wysoka Eksmisjo” czy „Wysoka Proceduro”. A raz, pamiętam, kiedy pewien adwokat powiedział w przemówieniu, że „sąd jest najwyższym ekspertem”, podchwycił to natychmiast oskarżony i zwrócił się do sędziego: „Najwyższa Ekspertyzo!”

[Wiech; może i naciągane, ale i tak znakomite, za śp. blogiem Sylwii Chutnik]