Archives for posts with tag: Warszawa

– To, że jedno z warszawskich zagłębi klubowych mieści się przy ulicy Kredytowej, zakrawa na ponure memento.

Trzydzieste a/varia to a/varia XXX, a to zobowiązuje. Dzisiaj zamieszczam wybór ponętnych ogłoszeń ze strony z kontaktami do prostytutek (gdzie trafiliśmy z Rabbiem, rzecz jasna, przypadkiem).

Oto lista najbardziej intrygujących nagłówków, jakie rzuciły mi się w oczy (pis. oryg.):

 

puszysta facetka z Warszawy

 Warszawa – dziwne chinki

 warszawskie bezrobotne szparki

 normalne rude w Warszawie

 malutka kobita w Warszawie

 niezgrabna kurtyzana w warszawie

 zaniedbywane cycuchy z Warszawy

 warszawskie duze gwałcicielki

W następnym odcinku fragmenty najciekawszych ogłoszeń.

– …Na przykład spotkania dla muzułmańskich kobiet z Warszawy.

– Sekta muzułmańskich kobiet w Warszawie? Brzmi egzotycznie.

– Egzotycznie?! A widziałeś czeczeńskie dziecko tańczące krakowiaka?

– Już dzisiaj nie jęcz.

– Nie jęczę. Potem pojęczę.

– No nie jęcz.

– Ale bym pojęczał…

*

– Co tu dużo mówić. Jest piękny.

– Chciałbyś się z nim pierdolić?

– Ale skąd! Chciałbym to sobie wyobrażać.

*

– C’est bon, Varsovie?

– C’est bien. C’est la vie.

Zamknięte muzeum. Kamienice jakby pozrastane, niezgodności poziomów, drzwi w nie do końca spodziewanych miejscach, schody niby dokądś, a jakoś donikąd. Stelaże, ramy, instalacje ściany i ścianki – to nie ekspozycja, tylko podkład, grunt, na którym pozostały tabliczki z podpisami, a eksponatów, których dotyczyły, nie ma. Czemu ty na balustradzie nie ma takiej drewnianej kuli, jak obok? W konserwacji jest. Po korytarzach snują się pracownicy i znikają w pokojach, w których z rachitycznymi mebelkami z lat siedemdziesiątych sąsiadują dwustuletnie zegary. Do działu kadr wchodzi się przez wyłożoną kobiercami salę (leżą, jakby się suszyły), gdzie o ścianę stoi oparte półślepe lustro. Tu jest portret tego i tego, autorstwa tamtego. Kopia, oryginał u konserwatora. Niskie długie meble pozakrywane grubymi foliowymi pokrowcami. Podchodzę z zaciekawieniem, ale żaden nie okazuje się instrumentem.

Łazimy. Poszczególne pomieszczenia mają różne zapachy: czuć głównie muzealny kurz, ale tutaj pleśń, tutaj detergent, a tu nagle jak w dzieciństwie, kiedy dziadek pokazywał pracę przy ulach, czuć – bo pastują podłogi woskiem pszczelim. Pewnie pięćset lat temu tak samo pastowali na tej wysokości, ale nie w tym samym budynku, bo to już nie ten budynek. Od zera nie ten, ale na minus jeden, minus dwa, jeszcze trochę ten. W tych świeżo wyremontowanych piwnicach chłodno i świeżo, wydajna klimatyzacja osusza i filtruje. A tu jest skarb, który tu wykopano, monety w garnku. To znaczy garnek jest prawdziwy, a monety to atrapa. Prawdziwe są u archeologów.

Klatka schodowa, któraś z kolei, od dłuższego czasu już nie wiem, gdzie dokładnie jestem; północ, południe, zachód wydają się tutaj  nieomal oszustwem. Fotografie, w założeniu spłowiałe od nowości, nadrukowane na plansze wielkiego formatu, wiszą tu chyba od miesięcy, pokrywa je pył. To też pozostałość po wystawie pozostałości. Dotykam. Marcin podchodzi, przygląda się chwilę, nabiera powietrza w płuca i dmucha na jedną z plansz.

 – Co ty robisz! Zdmuchnąłeś bardzo kosztowną atrapę kurzu!

Na zewnątrz wczesne popołudnie. Siadamy we czworo na kamiennej ławce. Po jakimś czasie odwracamy się tyłem do rynku i światła, które tępo wciska się w oczy, mimo że lub może właśnie dlatego że dzień nie jest szczególnie słoneczny.

Jeśli nie będziemy chcieli łapać wszystkich srok za jeden ogon, to nam się uda.

[właścicielka klubu fitness, tvn24]

*

Ale cały czas liczę na to, że wreszcie zechce mu się wytężyć mózgownicę. Może wyciągnie słuszne wnioski? Może zrozumie, że jedyną czynnością, która dobrze wychodzi samotnym, jest samogwałt?

[Sapkowski, cytowany przez kogoś na profilu]

*

Szpara jest formą dziury. Tylko dłuższą.

[Grzegorz Miecugow, Szkło kontaktowe]

*

Prezenter: Wiele osób narzekało dziś na niskie ciśnienie. Czy dalej będziemy mieć taki niekorzystny biomet?

Pogodynka: Tak.

[tvn24]

*

Wiem bowiem, że cokolwiek bym nie napisał, będzie to tylko ciąg za wiele nie znaczących przymiotników i suchych określeń, nie tłumaczących nawet w niewielkim stopniu, dlaczego ten film jest tak rewelacyjny.  Jakkolwiek bym się nie starał, nie uda mi się oddać atmosfery jaką on wokół siebie rozsiewa, ani dokładnie opisać jakie uczucia wywołuje.  Jest to bowiem film, którego nie sposób po prostu oglądać.

[z recenzji Samotnego mężczyzny]

*

Warszawa to stolica Polski, duma naszego kraju, miasto, które nas reprezentuje i jest naszą wizytówką. Przepełniona licznymi wydarzeniami kulturalnymi, tętniąca życiem i nosząca na każdym kroku ślady historii. […] Niezliczone teatry, wystawy, nie wspominając już o niekończących się imprezach oraz ofercie różnorodnych restauracji […] Jak jednak młoda osoba może w pełni korzystać z niesamowitej oferty Warszawy mając na uwadze swój skromny budżet? Studenci gubią się w biznesowym mieście, w którym brakuje zniżek takich jak w Krakowie, czy Wrocławiu […].

[groupon.pl]

*

Wampir – fantastyczna istota, żywiąca się ludzką krwią, prawie nieśmiertelna […]

[wikipedia]

*

Ale też język, którego używano, był wykwintny, pełen wyszukanych zwrotów i prawniczych terminów. Zwracano się do sądu per „Wysoka Eksmisjo” czy „Wysoka Proceduro”. A raz, pamiętam, kiedy pewien adwokat powiedział w przemówieniu, że „sąd jest najwyższym ekspertem”, podchwycił to natychmiast oskarżony i zwrócił się do sędziego: „Najwyższa Ekspertyzo!”

[Wiech; może i naciągane, ale i tak znakomite, za śp. blogiem Sylwii Chutnik]

 

Baronówna Jovanka Krajstova i ordynatowa Podtworecka rozmawiają przy kawie z Kubuniem z Krakowa. Rozważają różnice w wymowie głoski h – dźwięcznej u wielu krakowian, a bezdźwięcznej u warszawiaków. Baronówna wspomina o Nowej HHHuuu-cie.

Baronówna: Ty nie jesteś z Nowej HHHuuu-ty?

Kubunio (nie łapiąc aluzji): Nie. Ale znam stamtąd LLLuuu-dzi.

 

Fotki zrobione na ulicach Warszawy. Szczególnie polecam fetysz znoszonych biustonoszy (tani) oraz efekt wibrującej kurwy do uzyskania za pomocą błyszczyka.

Mnemotechnika dla ubogich, dzięki której mrówkodzik nareszcie zapamiętał kolejność przecznic Marszałkowskiej idąc od Rotundy ku pl. Konstytucji (Nowogrodzka, Żurawia, Hoża, Wilcza), budując mikrohistoryjkę:

Nowogrodzki żuraw leci na hożego wilka.

Za to kolejność trzech mylących się stacji kolejki wkd w kierunku do centrum (Salomea, Raków, Aleje Jerozolimskie), zapamiętał dzięki akronimowi SRAJ.

 

– Nic nie ma w Warszawie i tylko się zmarznie.

[z rozmowy telefonicznej zasłyszanej w wkd]