– Rozbraja mnie, jak tacy kręcą nosami, że to czy owo to sztuka nie dość wielka. A niech im te nochale odpadną – ci ludzie łykają, a potem rozpluwają dookoła takie byle gówno, że nie przekona mnie twierdzenie, jakoby mogli swoimi delikatnymi noskami poczuć swądek. Od dawna nic nie czują, tak mocno śmierdzą od środka.

– A z drugiej strony najważniejszy zmysł u nich to właśnie powonienie – dzięki niemu obudzeni w środku nocy, jak kret, jak golec, są w stanie, kierując się tylko nosem, dowąchać się, doczołgać do gabinetu dyrektora właściwej instytucji i namierzyć węchem jego dupę, żeby ją wylizać.