Archives for posts with tag: wiersz

Liczba stron w książce – 60

Cena okładkowa książki – 24 zł

Opis wydawcy „Kolejna niezrozumiała książka najbardziej niezrozumiałego ze współczesnych autorów” – bezcenny

 

 

Una vecchia bretone
Con un cappello e un ombrello di carta di riso e canna di bambù
Capitani coraggiosi
Furbi contrabbandieri macedoni
Gesuiti euclidei
Vestiti come dei bonzi per entrare a corte degli imperatori
Della dinastia dei Ming

Cerco un centro di gravità permanente
Che non mi faccia mai cambiare idea sulle cose sulla gente
Avrei bisogno di
Cerco un centro di gravità permanente
Che non mi faccia mai cambiare idea sulle cose sulla gente
Over and over again

Per le strade di Pechino
erano giorni di maggio tra noi si scherzava a raccogliere ortiche
Non sopporto i cori russi
La musica finto rock la new wave italiana il free jazz punk inglese
Neanche la nera africana

Cerco un centro di gravità permanente…

*

Stara Bretonka w kapeluszu
z parasolką z papieru ryżowego i z bambusu
Odważni kapitanowie
I przebiegli szmuglerzy z Macedonii
Euklidejscy jezuici
Ubrani jak mnisi buddyjscy zmierzający
Na dwór cesarzy z dynastii Ming

Stałego środka ciężkości wciąż szukam
By nie zmieniać już zdania o rzeczach i ludziach
Jego potrzeba mi
Stałego środka ciężkości wciąż szukam
By nie zmieniać już zdania o rzeczach i ludziach
Over and over again

Na ulicach Pekinu nastały majowe dni
Dla żartu zbieraliśmy sobie pokrzywy
Nie znoszę rosyjskich chorów
Podróby rocka włoskiej nowej fali free jazzu i punku z Anglii
I czarnych dźwięków z Afryki

Stałego środka ciężkości wciąż szukam…

[tłum. mrówkodzik]

 

 

 

 

 

 

 

 

[Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Kamień pełen pokarmu]

 

Płonąc od środka przeraźliwym gniewem,
w chwilach goryczy powiem sam do siebie:
z prochu stworzoną znam swoją materię,
jestem jak listek tańczący na wietrze.

Chociaż budowla mądrego człowieka
musi posiadać fundament z kamienia,
ja, głupi, jestem jak płynąca rzeka,
która w swym biegu bez przerwy się zmienia.

Jak łódź bez steru unoszą mnie fale,
frunę w przestworzach jak ptaki zbłąkane,
ręce mam wolne, nogi nie spętane,
wykolejeńców zasilam gromadę.

Ciężko jest nosić ciężar w głębi serca,
Żart to od miodu zabawa pyszniejsza;
Miło dla Wenus siły swe poświęcać,
Ona w niegodnych sercach nie zamieszka.

Gdy trakt młodości przemierzam szeroki,
Brnę wciąż w występek i za nic mam cnoty,
Ponad zbawienie spragniony rozkoszy,
Gdy dusza martwa, o ciało się troszczę.

[tłum. mrówkodzik]

*

Estuans interius/intrinsicus ira vehementi
in amaritudine loquar meae menti:
factus de materia cinis/levis elementi
similis sum folio de quo ludunt venti.

Cum sit enim proprium viro sapienti
supra petram ponere sedem fundamenti,
stultus ego comparor fluvio labenti
sub eodem tramite/aëre numquam permanenti.

Feror ego veluti sine nauta navis,
ut per vias aëris vaga fertur avis,
non me tenent vincula, non me tenet clavis,
quaero mihi/mei similes et adiungor pravis.

Mihi cordis gravitas res videtur gravis,
iocus est amabilis dulciorque favis;
quidquid Venus imperat, labor est suavis;
quae numquam in cordibus habitat ignavis.

Via lata gradior more iuventutis,
implicor et vittiis immemor virtutis,
voluptatis avidus magis quam salutis,
mortuus in anima curam gero cutis.

——————————————————-

Res est arduissima vincere naturam,
in aspectu virginis mentem esse puram;
iuvenes non possumus legem sequi duram
leviumque corporum non habere curam.

Quis in igne positus igne non uratur?
quis Papiae demorans castus habeatur,
ubi Venus digito iuvenes venatur,
oculis illaqueat, facie praedatur?

Feror ego veluti sine nauta navis,
ut per vias aëris vaga fertur avis,
non me tenent vincula, non me tenet clavis,
quaero mihi/mei similes et adiungor pravis.

 

Biały śnieg, biały śnieg, biały śnieg – biały cień,
Biały śnieg, biały śnieg, biały śnieg – biały dzień.
Nim wyciągniesz mnie na dwór, posłuchaj:
Zawierucha, to dmie zawierucha.
Auta, ludzie schowali się gdzieś.

Biały śnieg, biały śnieg, biały śnieg – biały ślad,
Biały śnieg, biały śnieg, biały śnieg – biały blask.
Tuż za tobą podążam ostrożnie,
Śnieg wciąż sypie, zasypie nas może,
Idę tam, gdzie zaciera się ślad.

Biały śnieg, biały śnieg, biały śnieg – biały park,
Biały śnieg, biały śnieg, biały śnieg – w białych snach.
Jak pochodnia twój płaszcz się czerwieni,
Nie ma nic oprócz nas i zawiei,
Światła w oknach i w oczach już brak.

[tłum. mrówkodzik]

*

Белы снег, белы снег, белы снег, белы цень.
Белы снег, белы снег, белы снег, белы дзень.
Ты куды мяне клічаш, паслухай,
Завіруха мяце, завіруха.
На дварэ ні машын, ні людзей.

Белы снег, белы снег, белы снег, белы след.
Белы снег, белы снег, белы снег, белы свет.
За табой асцярожна ступаю,
Засыпае нас снег, засыпае.
Патрапляю ў замецены след.

Белы снег, белы снег, белы снег, белы клён.
Белы снег, белы снег, белы снег, белы сон.
Як паходня твой шаль ружавее.
На зямлі я, і ты, і завея.
І вакол ні вачей, ні акон.

[od 41’58”]

ЛЮБАША
Ах, не нынче уж я приметила,
что прошли они, красны дни мои.
И в груди болит, ноет вещее,
злое горе мне предвещаючи.
Нет, нет! не тот, не тот со мной,
не тот со мной он теперь.
Нет, нет, не тот, не тот со мной.
Да, разлюбил он меня.

БОМЕЛИЙ
Много в мире есть сокровенных тайн,
Много темных сил неразгаданных;
Но в науке ключ к этим тайнам дан.
Но ключ к ним дан, к ним дан светом знания.

W dwóch wykonaniach, oryginalnych w dwóch znaczeniach tego słowa. Pierwsze jest takie, bo nietypowe (z gitarą), a drugie – bo wierne oryginałowi (z fortepianem).

Iwona Hossa i Krzysztof Meisinger:

Elżbeta Szmytka i Levente Kende:

 

To co mnie motywowało to był fakt, że wyrosłam w komunistycznej i szarej Polsce, w której było bardzo mało estetyki, a urodziłam się jako osoba bardzo wrażliwa na estetykę. Wiedziałam, że ta szarość mnie zabije i pogrąży w jakiejś depresji. Chciałam więc wyjechać w miejsce, które sprawi przyjemność moim oczom. […] Ta potrzeba otaczania się estetyką przekształciła się w fakt, że skóra stała się niezwykle ważna. Jako nastolatka miałam kłopoty z cerą, która przeszkadzała mojej estetyce.

[hrabina Elżbieta Wysoczańska-Orlowski, źródło]

*

Anna Adamowicz, Tomasz Bąk, Marcin Sierszyński i Rafał Różewicz odczytają swoje wiersze. Co ważne, Rafał Różewicz to jeden z bliskich krewnych Tadeusza Różewicza. Z pewnością będzie można z nim porozmawiać.

[źródło]

*

Seksizmu w poezji nie nazywa się seksizmem. Poetkom, które mówią o tym głośno, mówi się: „więcej dystansu“. Joanna Lech, autorka antologii „Znowu pragnę ciemnje miłości“, dystansu ma wystarczająco dużo. I dość lekceważenia kobiet. „Pierwszy raz możemy wygrać na stereotypie – bo w końcu kto inny ma o tej miłości trafniej pisać niż my, baby?“- mówi Karolinie Sulej

[„Wysokie Obcasy”, źródło]

*

Zombie Boy, czyli tak naprawdę Rick Genest, został znaleziony martwy w swoim domu w Montrealu w środę 1 sierpnia. Informację do sieci podał serwis TMZ.com. Tragiczne wieści potwierdziła m.in. Lady Gaga.

[źródło]

 *

Mąż Elżbiety Pendereckiej. Ma troje dzieci – z pierwszego małżeństwa z Barbarą Penderecką: Beatę (absolwentka Akademii Muzycznej, dziennikarka Polskiego Radia w Krakowie) oraz z małżeństwa z Elżbietą Penderecką: Łukasza (ukończył cztery kierunki studiów: medycynę, psychologię, zarządzanie i polonistykę; praktykował jako psychiatra) i Dominikę (ukończyła filologię włoską).

[źródło]

*

Moje filmy powstają z głowy, mi się ulewa po prostu. Bardzo dużo czytałam w swoim życiu, książek, gazet, bilbordów i już mam taki freestyle – mówi Gąska. – To co robię ma charakter performance’u, mam artystyczną naturę, poniekąd jestem ścigana przez sztukę – wyjaśnia.

[Gąska]

*

Warto przy tym dodać, że rewolucje są w zasadzie zawsze słuszne – wybuchają, kiedy nie można już dłużej wytrzymać. […]Ta rewolucja jest w dodatku bezpośrednią odpowiedzią na kontrrewolucję, która dziwnym trafem ją poprzedziła. Albo raczej na kontr-ewolucję, która nastąpiła zanim jeszcze emancypacyjna ewolucja się dokonała  

[Joanna Krakowska, źródło]

Sileant zephyri,
Rigeant prata,
Unda amata
Frondes, flores non satientur.

Mortuo flumine,
Proprio lumine
Luna et sol etiam priventur.

[anonim]

*

Niech zamilkną wiatry,
Zamrze łąka cała
I niech słodka fala
Nie syci liści i kwiatów.

Ponad rzeką marznącą
Niechaj księżyc i słońce
Utracą swoje światło.

[mrówkodzik]

 

– Siedziałem jak zwykle w komisji rekrutacyjnej, szukaliśmy kogoś z wykształceniem polonistycznym do zajmowania się literaturą. Na rozmowę zaprosiliśmy aż dwadzieścia osób, same kobiety, więc zaproponowałem, żeby zamiast formy ustnej zastosować pisemną i poprosić je o odpowiedź na kilka pytań, które pozwolą na odsiew. Każda pisała na tym, co miała pod ręką – jedna w notesie, druga na butelce po wodzie mineralnej, trzecia na skarpetce, czwarta na torebce, piąta na okularach i tak dalej… Okazało się, że te ich odpowiedzi to są wiersze, spośród których mamy wyznaczyć nominacje do nagrody poetyckiej Silesius. Było to trudne, bo trzeba było wszystko przepisać a potem przeanalizowwać, więc uwijaliśmy się jak w ukropie. Kiedy wybraliśmy już pięć nazwisk, musiałem sprawdzić, jaki jest mail organizatora nagrody, pod który mamy przesłać nasze typy. Wszedłem na jego stronę internetową, na której przeczytałem, że nazwiska zostały już ogłoszone poprzedniego dnia, 22 maja albo czerwca. Przy nazwiskach nominowanych widniało zdjęcie komisji składającej się z pięciu-sześciu panów z posiwiałymi wąsami, takich w wieku na oko 60–70 lat, oraz cytat z wypowiedzi jednego z jurorów: „Nasze poeteczki, pisareczki, panieneczki, takie ładniutkie i takie mądre na dodatek. Na palcach takie można policzyć, daj palec, a weźmie całą rękę, paluszki lizać”.

 

 

 

Oпустела без тебя Земля
Как мне несколько часов прожить
Также падает листва в садах
И куда-тo все спешат такси
Только пусто на земле одной без тебя
А ты, ты летишь и тебе дарят звезды свою нежность

Также пусто было на Земле
И когда летал Экзьюпери
Также падала листва в садах
И придумать не могла Земля
Как прожить мне без него пока он летал
Летал и все звезды ему отдавали свою нежность

Опустела без тебя Земля
Если можешь прилетай скорей…

– Moje tłumaczenie wiersza Schuberta przypisali komu innemu, a tłumaczenie wiersza Blake’a – mnie, choć to Barańczak.

– No widzisz, nic w przyrodzie nie ginie.

– Fakt. Poza, kurwa, prawdą.

– Widziałeś sztuczne fiołki? Temat lekcji: „Jak rozpoznać złą poezję. Analiza wierszy  Wojciecha Wencla  oraz późna twórczość Jarosława Marka Rymkiewicza”.

– Ja proponuję taki temat: „Jak rozpoznać chałturzystę odcinającego kupony od dawnej twórczości i międlącego wciąż to samo z coraz mniejszym polotem. Omów na przykładzie «Sztucznych Fiołków»”.

 

 

– Dotarło do mnie właśnie, jak drastynicznie, tragopitulicznie durne jest wymyślone przez Jacka Cygana – bo kogóż by innego! – sformułowanie „mój sokole gromowładny”. WTF?! Aż się człowiekowi chutor w burzanie otwiera.

– Oj tam, oj tam. A “Galileo, Galileo, Galilileo let me go! Let me go! Bismillah let me go! Scaramouche, Scaramouche will You let me fandango?” Czy jakoś podobnie. Głupie? Głupie. Genialne? Genialne. Nie mieszajmy „rejestrów”. Co, oczywiście, nie znaczy, że „Dumka” jest genialna. Ale Cygan ma na koncie kilka evergreenów.

– Moim zdaniem ten tekst Queenów jest świetny na wiele sposobów – głównie dlatego, że coś wnosi, burzy, pobudza estetycznie. Cygan zazwyczaj robi coś przeciwnego. Kołysze polskiego cebulaka w jego snach z pasztetowej i salcesonu. Evergreeny – może i tak, ale wiecznie zielone dlatego, że są z plastiku.

 

 

 

Der, welcher wandert diese Strasse voll Beschwerden,
Wird rein durch Feuer, Wasser, Luft und Erden;
Wenn er des Todes Schrecken überwinden kann,
Schwingt er sich aus der Erde Himmel an. —
Erleuchtet wird er dann im Stande sein,
Sich den Mysterien der Isis ganz zu weih’n.

[Emanuel Schikaneder]

*

Tego, który przemierza wyboistą ścieżkę,
Oczyszczą ogień, ziemia, woda i powietrze.
I jeśli strach przed śmiercią przezwyciężyć zdoła,
Wzniesie się prosto w niebo z ziemskiego padołu.
A kiedy oświecony nareszcie zostanie,
Odda się wśród misteriów w Izydy władanie.

[tłum. mrówkodzik]

Zögernd, leise,
In des Dunkels nächt’ger Hülle
Sind wir hier.
Und den Finger sanft gekrümmt,
Leise, leise,
Pochen wir
An des Liebchens Kammerthür.

Doch nun steigend,
Schwellend, hebend,
Mit vereinter Stimme, laut
Rufen aus wir hochvertraut:
Schlaf du nicht,
Wenn der Neigung Stimme spricht!

Sucht’ ein Weiser nah und ferne
Menschen einst mit der Laterne;
Wie viel seltner dann als Gold,
Menschen uns geneigt und hold?
Drum, wenn Freundschaft, Liebe spricht,
Freundin, Liebchen, schlaf du nicht!

Aber was in allen Reichen
Wär’ dem Schlummer zu vergleichen?
Drum statt Worten und statt Gaben
Sollst du nun auch Ruhe haben.
Noch ein Grüßchen, noch ein Wort,
Es verstummt die frohe Weise,
Leise, leise,
Schleichen wir uns wieder fort!

 

– Wielu nie rozumie werdyktu jury. Że nagrodę dostał  facet piszący jednozdaniowe wiersze – kawałki, które równie dobrze można by przeczytać w programie telewizyjnym albo usłyszeć w warzywniaku.

– Może towarzystwo w jury było tak międzynarodowe, że wybrało to, co najlepiej wypada w Google Translate…?

Spacerowałem z B., moją dobrą koleżanką z liceum, po terenach zielonych pod skarpą uniwersytetu. Koleżanka została nominowana do Nagrody Literackiej m. st. Warszawy w kategorii książka dla dzieci. Byliśmy nie najlepszej myśli co do jej szans. Na wyniki obrad kapituły czekaliśmy w KFC na Oboźnej.

Tam do każdego zamówienia podawano saszetkę z serwetką i plastikowymi sztućcami, jak w samolocie. Znajdował się wśród nich widelczyk do frytek zakończony miniaturową plastikową książeczką, ukazującą wiersz autorki, która zdobyła wspominaną nagrodę w kategorii poezja. Była to chyba Renata Gorczyńska. Prezentacja utworu odbywała się w ramach akcji „Wiersze w mieście”. Brzmiał on w całości tak:

Odwiedziłam ojca
dawno się nie widzieliśmy

Chciałbyś się jakoś spotkać? – pytam
O czymś porozmawiać?

Na odwrocie książki widniały nazwiska redaktora publikacji (wyleciało mi z głowy) oraz wydawczyni, Krystyny Jandy, wraz z jej e-mailem i adnotacją, że jej się ten wiersz bardzo podoba, a jeśli ktoś chce się z nią o to pospierać, to bardzo chętnie, ale prosi, żeby pisać do niej w tej sprawie koniecznie o drugiej w nocy.

 

O weh, Falke, o weh!
Wo kommt sie her! Wehe, o weh!
Menschendunst hängt an ihr,
Menschenatem folgt ihr nach,
wehe, daß sie mir lügen kann –
wehe, daß sie nun sterben muß!
Pfeil, mein Pfeil, du mußt sie töten,
die meine weiße Gazelle war!
Weh! da du sie ritztest, ward sie ein Weib! –
Du bist nicht, der sie töten darf.
Schwert, mein Schwert, du mußt auf sie!
Weh, ihren Gürtel hast du gelöst –
du bist nicht, der sie töten darf!
– Und meine nackten Hände! Weh!
Meine Hände vermögen es nicht!
Wehe, o weh!
Auf, mein Pferd, und du, Falke, voran!
und führ mich hinweg von diesem Ort,
wohin dein tückisches Herz dich heißt,
führ mich ins öde Felsgeklüft,
wo kein Mensch und kein Tier meine Klagen hört!
Wehe, o weh!