Archives for posts with tag: Wiewiór

– To zdjęcie góry z czubkiem płasko odciętym przez mgłę wygląda, jakby Wolny Tybet emigrował na Słowację.

– Dzisiaj był nawet dość szybki.

– Orogenezy się im, psia mać, zachciewa. Za moich czasów każdy trzymał własną morenę w domu i się nie afiszował.

 

 

– Problem z polskimi liczebnikami wynika poniekąd z faktu, że polszczyzna ma pięć rodzajów gramatycznych…

– GENDER atakuje!

– Co znamienne, podstępne lewactwo wyeliminowało z polszczyzny liczbę podwójną, niszcząc podstawową komórkę chłopak-dziewczyna-prawdziwa-rodzina. Nic tylko pojedyncza (masturbacyjne single) i mnoga (orgie)!

– I stąd ten fałszywy dualizm, że raz w dupę to nie pedał, a dwa to już tak…

– Fałszywa dychotomia.

– Dupotomia.

– A jaka jest prawda?

– Same pedały!

– Dobrze, że same, tak to się przynajmniej nie gżą. To już krok w dobrym kierunku. Następnym będzie nauka spania z rączkami na kołdrze.

 

– The word „orifice” must be one of the most disgusting in the English language.

– It’s no better with its Polish equivalent, I guess. It’s otwór, pron. „otfoor”. It sounds ugly and combines the idea of a hole (otwór) and of a big sack (wór), with a dash of something apparently light-hearted (ot = „just”, „as little as this”). It’s almost paedophilia.

– Potwór!

– Which adds to it the pleasant idea of a „monster”. And by the way, thank you, it’s quite flattering.

 

 

– On nawet nie jest w stanie wyartykułować „pożądaj za mną”.

– Czego?

– Podążaj za mną!

*

– Z kim jesteś?

– Z tamtym. Dziś poznałem, jutro nie poznam.

*

– Tam kolesie są lepszej jakości.

– Może i są… A może z nimi jest jak z librettami zagranicznych oper: więcej się wybacza tekstowi w obcym języku.

– Ojej, strasznie zadarty ten paznokieć!

– Ale był unieruchomiony i już nie boli.

– Wygląda strasznie.

– Tylko wygląda.

– Ale nie tak strasznie, jak mój nowy romans.

– Ale ja swój zakleję…

– Ja swój też… Najchętniej srebrną taśmą!

 

 

– A nie bałeś się, iż popełniając czyn nierządny w miejscu publicznym, narażasz się na sankcje?

– Nie. Wykształcenie urbanistyczne się jednak przydaje: oszacowałem wielkość ściany bloku wychodzącej na park, podzieliłem przez szerokość pasów na ulicy i wyszło mi, że mieszka tam tyle ludzi, że na pewno każdy pomyśli, że ktoś inny zadzwoni na policję, więc w rezultacie nikt nie zadzwoni.

 

 

– Zabawne, że użyłeś wtedy określenia „spłaszczyciel”, a nie „płaszczyciel”. Jakoś częściej chyba takie słowa biorą się od czasowników niedokonanych. Chociaż z drugiej strony jest „założyciel”, a nie „zakładaciel”. Może to kwestia skuteczności, z jaką ktoś daną czynność wykonał.

– No, gdyby na przykład Polska miała zniszczyciele, a nie niszczyciele, tobyśmy wygrali wojnę.

 

 

– Nie rozumiem, po co te elektryczne szczoteczki do zębów są takie duże. Mogłyby być takie małe jak sama końcówka.

– To w sumie ona myje, więc po co reszta.

– W sumie to ja myję zęby, więc po co szczoteczka?

 

 

– Mój supermarket zaczął dziurawić torby foliowe.

– Po co?

– Żeby się dzieci nie dusiły.

– Skąd wiesz?

– Zauważyłem, jak już miałem jedną na głowie.

– Próbowałeś coś popełnić, robiłeś test, czy ktoś na tobie?

– Oj, miałem akurat pod ręką.

 

 

– Niektórzy lubią ślady – estetycznie przynajmniej.

– Nie wszyscy akceptują. A skoro już o tym mowa, masz zaległą karę.

– Każdy ma zaległą karę!

– Lubię jak filozofujesz. Wychodzi ci. Ty masz świeżą zaległą.

– Za co mam świeżą?

– Spodziewałem się tego pytania i mam przygotowaną odpowiedź: zgadnij. Jak nie zgadniesz w trzech podejściach, to będzie podwójna.

– Czy kara sama w sobie już była za to, że spodziewałeś się, że zapytam się za co?

– A powiedz, ten twój facet to nie ma takiego trochę rysu socjopatycznego?

– Nie-e.

– Psychopatycznego może?

– Nie.

– To może jakiegoś Aspergera czy coś?

– Nie, to są lata pracy.

– A znasz taką książkę Jane Jacobs Life & Death of American Cities?

– Będę w Polsce w trzeciej ćwierci marca. I tak, czytałem lata temu. Kobieta miała głowę. I kark. Odpowiednio ułożone i połączone. Ale nie żyje. Została pochowana w mauzoleum krótkich przecznic i aktywnych frontów ze schodami na których można siedzieć. [po chwili] Tam, przed „tak” powinien chyba być przecinek. [po kolejnej chwili] I może nawet po „czytałem”. [po jeszcze dłuższej chwili] I może po „schodami”. Też. Jak zaczynam dodawać przecinki, to nie kończę.

– Co za powietrze!

– Letnie.

– Aż noc zatyka.

– Ja go za bardzo nie trawię.

– On dużo doświadczył…

– O, super, uczyń go człowiekiem w moich oczach, może tak będzie łatwiej go zrozumieć…

– …Doświadczył innych.

– Boli mnie głowa.

– Ibuprofen?

– Poproszę.

– Proszę, oto pigułka gwałtu.

– Skoro gwałt już był, to raczej pigułka po.

 – Nie przepadam za kotami.

– Ja lubię. Są bardzo ludzkie.

– Jak dla mnie za bardzo. Idealną proporcję człowieczeństwa i zwierzęcości ma w sobie jamnik. Dość się człowiek użera z innymi ludźmi, po co mu jeszcze kot.

– Żeby był.

– Ontologiczno-teleologiczne uzasadnienie kota!

– Nie, po prostu żeby był.

– Ale po co?!

– Żeby nie trzeba było po niego dzwonić.

– W porównaniu z tobą on jest wręcz wodospadem, lawiną emocji.

– To prawda, dla mnie ideałem emocjonalności byłaby ameba.

– Ale ameba też…

– M a r t w a  ameba.

– Nie ustalaliśmy chyba żadnego bezpiecznego słowa albo on zapomniał, jak ono brzmiało, i zaczął w którymś momencie wołać: „Safe word! Safe word!”.

– Wykorzystałem go dwa razy. Zachowałem się podle!

– To tak jakbym ja miał mieć cipę.

– Wyobraziłem sobie ciebie z cipą. Hm,  ja może wyjdę do toalety i skończę sobie wyobrażać.