Archives for posts with tag: Wiewiór

– W porównaniu z tobą on jest wręcz wodospadem, lawiną emocji.

– To prawda, dla mnie ideałem emocjonalności byłaby ameba.

– Ale ameba też…

– M a r t w a  ameba.

– Nie ustalaliśmy chyba żadnego bezpiecznego słowa albo on zapomniał, jak ono brzmiało, i zaczął w którymś momencie wołać: „Safe word! Safe word!”.

– Wykorzystałem go dwa razy. Zachowałem się podle!

– To tak jakbym ja miał mieć cipę.

– Wyobraziłem sobie ciebie z cipą. Hm,  ja może wyjdę do toalety i skończę sobie wyobrażać.

 

 

– Ja nie lubię za wysokich.

– Ja tam lubię. Fajnie się składają.

Wiewiór robi poranny przegląd internetu. Zagajam:

– Co tam w wielkim świecie?

– Raki.

– O, ale że ktoś ma raka, czy takie zwierzątka?

– Ktoś ma raka…

– Ooo…

– …Takie zwierzątko.

– Co robiłeś w Berlinie? Opowiadaj!

– Nic nie robiłem. Spałem, czytałem, dwa razy gdzieś wyszedłem.

– Dramat.

– No właśnie brak dramatu. Dopiero gdyby opisać to czego nie robiłem, toby brzmialo dramatycznie.

– Ale z ciebie non-drama queen!

– Z głupimi to nie ma sensu.

– Że się zakochują?

– Nie, że z im się podobało, ale płakali, i nie mogą tego w sobie pogodzić.

– Nie są wstanie zdekonstruować przyjemności?

– Prędzej rusztowanie na budowie. A i to pewnie nie.

– On jest nawet ładny.

– To te włosy, bez włosów już nie byłby ładny.

– Włosy potrafią być perwersyjnie użyteczne…

– Tak, na przykład można ogolić mu włosy, a potem powiedzieć: eee, bez włosów to już nie jesteś ładny.

– Ja bym nie mógł być z biseksem. Zwariowałbym z zazdrości.

– Ja mam na to wyjebane.

– No widzisz, jak on ma na wszystko wyjebane?

– Mam wyjebane na to, jak mam wyjebane.

 – Ty wiesz, że ja mu wczoraj z rozpędu powiedziałem: „Ładnie kaszlesz”?

– To bardzo w twoim stylu. Że ładnie kaszlesz, że ładnie płaczesz; że ładnie fizjologicznie coś robisz.

– Hindusi i Europejczycy to podobno jedna rasa.

– Litewski prawie jak sanskryt przecież.

– No widzisz.

– Czyli że Litwini to jednak podgatunek?

Rabbio: Kobiety lubią to robić, ale nie potrafią.

Mrówkodzik: Co ty powiedziałeś? Wyszło szydło z worka. Mosznowego.

Rabbio: Ale ja nigdy…

Mrówkodzik: Uff!

Wiewiór: Spadło ci szydło z serca?

– Taka II Rzeczpospolita: też mieli pomysł z Madagaskarem.

– O, więc Madagascar to prequel W ciemności?

– W Egipcie wprowadzili takie prawo, że mąż może współżyć z żoną jeszcze pewien czas po  śmierci.

– Można by to przedłużyć do kilku dni. Tylko wymagałoby to trudno dostępnych warunków chłodniczych.

– No tak, ale czy trzymana w chłodni nadal byłaby halaal?

Obrazek z postacią pokazującą faka i napisem:

NIE SŁUCHAM OPINII LUDZI, KTÓRZY MIELI W USTACH WIĘCEJ CHUJÓW NIŻ JA FRYTEK

Komentarz Wiewióra pod obrazkiem:

– No, ja, myślę, miałem tak po równo – zalapię się?

Po chwili:

– Dobra, idę do McDonalda i nadrobię!

I zaraz:

– W kiblu :P

 

 

 

 

 

L’absence n’est-elle pas pour qui aime la plus certaine, la plus efficace, la plus vivace, la plus indestructible, la plus fidèle des présences?

Czyż nieobecność nie stanowi dla kochającego najpewniejszej, najskuteczniejszej, najżywotniejszej, najodporniejszej, najwierniejszej ze wszystkich obecności?

[jakiś wiersz młodego Prousta, tłum. mrówk]

A dla dalszego kontrastu parodia tego hymnu w wykonaniu niezrównanego Spitting Image. (Warto najpierw przesłuchać klip z poprzedniego postu, jak ktoś nie zna oryginału.)

 

Aż tekst pomieszczę; kursywą – oryginał, pogrubionym – przeróbka.


And did those feet in ancient times
Walk upon
England‚s mountains green:
And was the holy Lamb of God,
On
England‚s pleasant pastures seen!

 

And did those feet in ancient times

Walk upon England’s lower class,

And did our forefathers of old

Tell them to get up off their arse

And did the Countenance Divine,
Shine forth upon our clouded hills?
And was
Jerusalem builded here,
Among these dark Satanic Mills?

 

And did they try and pass the blame

For all of their society’s ills?

And now we’re just the same (only worse),

We’ve closed the dark satanic mills.

Bring me my Bow of burning gold;
Bring me my Arrows of desire:
Bring me my Spear: O clouds unfold!
Bring me my Chariot of fire!

 

Bring me Victorian values of old

Bring me inflation that is low

Bring me your cash, oh! Business fold!

But don’t bring me your tales of woe.

I will not cease from Mental Fight,
Nor shall my Sword sleep in my hand:
Till we have built
Jerusalem,
In
England‚s green and pleasant Land

I shall not turn from my great plan,

No matter how insane it seems,

Till we have built Jerusalem

And made it look like Milton Keynes.

[Podziękowania dla Wiewióra za to, że mi pokazał]

[sms od Agathé]

Śniło mi się, że pedał-konwertyta (konwertyta na hetero), Włoch, mały i brzydki, ubrany w cheerleaderkową obcisłą sukienkę na ramiączka (zza dekoltu wyłaziły mu włochy), posuwał mnie w kiblu przy muzyce z Tarantino, potem na stole, a potem bił mnie fiutem po twarzy i obudziłam się ze spuchniętym, podbitym lewym okiem. Chyba nawiedził mnie inkub…

————————————————-

Agathé, adeptka Safony skądinąd, przebiła tym samym chyba nawet Wiewióra, któremu przez sen inkub poturbował żebro…