Archives for posts with tag: winda

Jedna z dwóch wind ciągle ostatnio zepsuta. Druga, działająca, bezustannie w ruchu i zwykle wypełniona, zwłaszcza w okolicach południa, kiedy starsze panie kursują z wózeczkami na zakupy, listonosze dostarczają, a sprzątaczka przemieszcza się między piętrami. Długo się czeka i jedzie prawie zawsze w towarzystwie.

Dzisiaj cztery starsze panie, listonosz, nieogolony pan w czapce i ja.

– Pan na które?

– Na szesnaste, nacisnąłem.

– Ja na dwudzieste.

– Pan naciśnie na szóste, dziękuję.

– A pani na które? Na dziesiąte?

– Na dziesiąte, nacisnęłam?

– Ja nie nacisnęłam, ósme.

– Pani szybko naciśnie.

– Które to? Do widzenia.

– Do widzenia.

– A pani nie wysiada, dopiero szóste.

– Szóste? Aaa, człowiek przed tymi świętami taki roztrzepany.

– Ósme, ja wysiadam. Do widzenia.

– Do widzenia. Ale pani nie, pani nie wysiada.

– Nie dziesiąte?

– Ósme, mówiłam.

– Ja taka nieprzytomna! Co to ja… , a, że za wysoko, to nie dosięgnę…

– No tak, no tak…

– …No i pytałam, że może przyjdzie, toby to zaraz, a tak to jakoś tak się robi…

– Dziesiąte, pani wysiada.

– …I myślę, że zapytam, może by mi…

– Dziesiąte, pani wysiada tutaj!

– A, no tak, dziesiąte. To wesołych świąt! Czego ja mogę państwu życzyć. Czego życzyć… O, miłości! Miłości życzę!

– Oby moje dzisiejsze doświadczenia kulinarne nie okazały się prorocze: podgotowałem lasagne, zrobiłem sos, pokroiłem jabłka i sery pleśniowe, poukładałem, zalałem i – zobaczyłem, że piekarnik się nie podgrzał. Bo przestał działać. Mam teraz półsurową zapiekankę i pusty żołądek.

– Zepsuł się?

– Najwyraźniej. Jest nadzieja, że to bezpiecznik, bo wysiadł też jeden palnik, tzn. grzewnik elektryczny. Trzy pozostałe działają. Cóż, ciągnąc to dalej: da się korzystać z takiej kuchenki.

– Spójrzmy na to inaczej. Na dole masz sklep całodobowy. Jest też winda. Z głodu nie umrzesz, nawet jeśli zapiekanka nie dała rady, tudzież piecyk.

– Właśnie tej diety, jak ostatnio rozmawialiśmy, wolałbym nie kontynuować. Zakupy w nocnym i danie z mikrofalówki? Nie-e.

– Są też scenariusze pośrednie. Ani lazania, ani dania z mikrofali. Bo jednak nie mówimy o jedzeniu.

– No nie.

Wczoraj miałem obie windy zepsute. Schodzę z tego mojego szesnastego piętra, przede mną idzie sąsiadka, mniej więcej w moim wieku. Schodzimy sobie razem. Zagaduję:

– Odkąd tu mieszkam, obie windy nie były nigdy zepsute. Jedna jakiś czas temu, jak się coś przypaliło w szybie.

– Ja mieszkam dłużej i już się raz zdarzyło, że obie.

– Schodzić nie problem.

– Też problem, ale wchodzić to dopiero.

– I to jeszcze w sobotni wieczór. Jak to powiedzieć komuś poznanemu, dajmy na to, w klubie? O piątej rano. „Hej, fajny jesteś, może pójdziemy do mnie? Masz ochotę powspinać się na szesnaste piętro?”

– Można pocieszyć, że nie na dwudzieste trzecie.

– Albo skłamać, że na dziewiąte. Zresztą, to w sumie dobry test kondycyjny.

– Ale tak się namęczyć dla jednego razu?

– Może jak już się tak namęczy, wespnie taki kawał, to zostanie na dłużej…