Archives for posts with tag: włoszczyzna

– I co, pochłonęła to tiramisù?

– Powiedziałbym raczej, że tiramigiù.

– A z czym to się je?

– Przełyka się ze wstydem, bo każda porcja to o jedną za dużo.

 

– Kiedy słucham Stabat Mater Rossiniego, to myślę sobie, że gdyby napisał pasję, to Jezus płynąłby w niej na Golgotę gondolą, a opłakujące go kobiety tańczyłyby wokół krzyża farandolę.

– Stabat Mater dolorosa, dla mnie pizza capricciosa!

– I po jakiemu to było śpiewane?

– Po włosku.

– Dziewiętnasty wiek, powinno być w języku narodowym.

– Ale we Włoszech włoski to był język narodowy jednak.

– A, bo przedtem masa rzeczy wszędzie po włosku i po włosku, i włoski mi się wydawał taki…  nienarodowy.

– Fakt, włoski to nigdzie nie jest do końca język narodowy.