Archives for posts with tag: Wolf

Polecam znajomemu obejrzenie Żelaznej damy:

– Jakiś czas temu widziałem francuską komedię o źle przetłumaczonym tytule Przepis na miłość (oryg. Les émotifs anonymes – „Anonimowi wrażliwcy”). Wybuchłem potężnym śmiechem w pierwszej minucie. Na Żelaznej damie łzy w oczach miałem chyba w czwartej. To o czymś świadczy. Oczywiście poza tym, że jestem sentymentalnym histerykiem.

*

Ten sam znajomy o reakcji swojego faceta na wzmiankę o Żelaznej damie:

– On na to hasło: „A co to, jakiś film o torturach…? To prawie jak żelazna dziewica tylko trochę zardzewiała, no i ma dłuższe kolce.”

Dziecięcych (i nie tylko) mniemań ciąg dalszy. Dziś sekcja religijna.

*
Agathé doniosła w komentarzu do poprzednich mniemań, co następuje:

Doszłam do wniosku, że betlęta (Pasterze śpiewają, BETLĘTA klękają) to małe dzieci mieszkające w Betlejem.

Nacudię (Naród niewierny trwoży się, przestrasza, Nacudio nasza, Alleluja!) uznałam za utwór muzyczny, coś w rodzaju rapsodii. Wydawało mi się, że skoro Maryję można nazwać Wieżą z Kości Słoniowej, to Boga można nazwać Walczykiem, Polonezem, Rapsodią lub właśnie Nacudią. (A propos, podobno sporo ludzi śpiewa „Nasturcjo nasza”)

*
Wolf opowiadał kiedyś, że słyszał był, jak w pewnym krakowskim kościele baby śpiewały na godzinkach (w bardzo ładnej skądinąd pieśni):

Między cierniem lilija kruszy chleb smokowi
zamiast: Kruszy łeb smokowi
oraz Chlast w mordę Samsona
zamiast: Plastr miodu Samsona

*
Sam mrówkodzik żywił w dzieciństwie przekonanie, że w kolędzie Wśród nocnej ciszy jest:

Padniemy na twarz przed Tobą, wierząc, żeś jest Podosobą Chleba i Wina.


Myślał, że Podosoba to taka jakby nieco mniej ważna (niż Bóg Ojciec) osoba w trójcy, co mu pasowało do Chrystusa.

– Jestem paralezą i eliptyką żydostwa.

[Wolf przebrany za papieża]

Z okazji Błogosławionego Aktu Beatyfikcji – ołtarzyk ekumeniczny. Mszał trydencki, Koran, bóstwo płodności, czaszka, aborygeńska figurka, Budda, krucyfiks. A także napis niewyznaniowy.

Znajomy, wyszedłszy z toalety, w której zamiast trzech ścian są lustra:

– Nie zauważyłem, że to lustra. Myślałem, że to tryptyk Boga Ojca Wszechmogącego.

–  Masz może hiszpańską muchę?

–  A czy ty masz ogon kajmana nilowego?

– Ja mam takie ubogie słownictwo, że zawsze się muszę posługiwać onoma… tymi, no.

Profesor D., nobliwy wykładowca historii kościoła na UKSW, podczas przerw między wykładami przepisywał w bibliotece gazety. Mówił, że nie ma czasu czytać ich teraz, to sobie przepisze i poczyta w domu.

Mrówkodzik opowiada Wolfowi o zamożnym znajomym i jego ekstrawagancjach. Przygnębiony własną niepewną sytuacją finansową Wolf mówi z wyższością godną kapłana:

– Wiesz co, ja nie lubię rozmów o dobrach doczesnych.

– Można być prostytutką z zamiłowania, ale on był kurwą z premedytacją.

Znajomy, by zakomunikować, że chyba zrobiła mu się gradówka pod powieką:

– A widać moje oko kaprawe?

– Ja od miesiąca miałem, hm, trzech facetów. Trzech! Przecież mnie będą chować według kościelnego formularza pogrzebowego dla dziewic i męczennic!

– Jak się nazywał ten wiatr taki, co wieje w Wenecji?

– Sirocco.

–  No właśnie.  Sirocco. Ni w chuja, ni w okko.

– Czuję się dotknięty.

– Ależ nie ma się czym dotykać!