Archives for posts with tag: Wrocław

– „Krowa biegała na ulicach Wrocławia. Zwierzę uciekło z uczelni.”

– Jak z uczelni, to niechybnie była to święta krowa.

– Jak święta, to musiała mieć co najmniej habilitację.

– A pomyśleć, że kiedyś w przemyśle mleczarskim wystarczała zwykła pasteryzacja…

IMG_3503

Podobno Dalida po którejś kolejnej próbie samobójczej, leżąc w szpitalu i przyjmując rozliczne bukiety i życzenia szybkiego powrotu do zdrowia, wystosowała do fanów rozpaczliwy apel: „Błagam, nie przysyłajcie kwiatów, przysyłajcie wazony!

Rozmawiamy przedwczoraj z Rabbiem na wyprzedaży w którymś z wydawnictw. Chodzimy powoli wśród półek, już pustoszejących, ale wciąż dźwigających sporo literatury. Jestem trochę niedospany, więc rzucam mało błyskotliwą i raczej oczywistą obserwację:

– Ty, popatrz, ile oni tu mają książek!

Na co Rabbio wzdycha teatralnie:

– Ech, książki książkami, ale te regały!

– „Co dalej z kłódkami zakochanych z mostu Tumskiego?”

– A co z kluczykami wrzuconymi do Odry?

– Na pewno jakieś bakterie zmetylują zawarte w nich metale ciężkie, które staną się przyswajalne dla ryb. Ryby zostaną zjedzone przez ludzi, którzy przez to potem umrą (zakochani też).

– Miłość jest przyczyną śmiertelności. Tak było już za Adama i Ewy.

– Być może nawet śmiertelność jest przyczyną miłości.

 

– Tam jeszcze coś we Wrocławiu miałeś oglądać, nie?

– „Tauromachię”.

– A no właśnie. I jak?

– Nie poszedłem. Chciałem pójść na tę wystawę, ale chcą za wstęp 40 złotych, a to są kopie kopii od kopii, czyli tak naprawdę ksero.

– Skąd tu tyle gejów nalazło?

– Oni tu przyjechali na wystawę kotów czy na mecz siatkówki?

– Na wystawę kibiców, którzy przyjechali na mecz siatkówki.

 

 

– Patrz, to tam jest jeden z najbrzydszych pomników papieża w Polsce.

– Batman?

– Nie, gnom.

– Pudzian-gnom?

– Pudzian-dildo!

 

memoriam1 memoriam3

E: – Wiesz, że  – zainspirowana twoim wpisem o carbonarze – postanowiłam sama też zrobić?

M: – Ja też ostatnio zrobiłem. Wyszła mi niewiele lepsza niż znajomemu w tym wpisie.

R: – A z jakiej ty jesteś szkoły?

E: – W jakim sensie?

R: – No bo są dwie szkoły robienia carbonary. W jednej…

M: -… Wolno używać śmietany.

E: – A w drugiej?

M: – W drugiej sos robi się tylko z wody i snobizmu.

zdjęcie 2bd

– Nadrobię na spokojnie w domu ten film, który nam się urwał.

BWV 906, Fantazja i fuga c-moll.  Fuga, niedokończona, od 4’11”. Ostatnia minuta fugi najważniejsza chyba.

Miałem sen, że postanowiłem studiować we Wrocławiu. I okazało się, ze ich uniwersytet (przy którym kiedyś mieszkałem) jest świetny, ma klimat. Nie wiem czemu spotykałem tam same kobiety, chociaż we Wrocławiu zawsze moją uwagę zwracała przewaga liczebna mężczyzn.

Zajęcia przypominały raczej spotkania towarzyskie trochę inteligenckiej bohemy, trochę skacowanych choć twórczych artystów; odbywały się w zacienionych salach stanowiących połączenie pałacowej biblioteki z salonem nie do końca uprzątniętym po imprezie dzień wcześniej. Odymione obrazy w zaśniedziałych ramach, niepodomykane drzwiczki szafek z książkami i tym podobne. Siedzieliśmy na starych sofach, pufach i na poduszkach wprost na podłodze i rozmawialiśmy.

Ale najciekawiej docierało się do tych położonych w niewysokich pawilonach sal wykładowych: uczelnia bowiem była zlokalizowana pośrodku sporego jeziora, na wyspie poprzecinanej wąskimi kanałami jak, dajmy na to, Amsterdam. Po bokach tych wąskich kanałów rosły sympatyczne rośliny: hortensje, fuksje, peonie i berberysy, na brzegach stały ławeczki, a na nich siedziały studentki. Na wyspę zaś trzeba było dopłynąć jedno-dwuosobowa lichą łódeczką-pontonem, nie było rady, by tam dotrzeć, nie skąpawszy się w wodzie. Nawet mi się to podobało, ale martwiłem się, co będzie jesienią i zimą.