Archives for posts with tag: wrzesień

– Wiedziałeś, że Strauss napisał September 20 września 1948?

Der Garten trauert,
kühl sinkt in die Blumen der Regen.
Der Sommer schauert
still seinem Ende entgegen.

Golden tropft Blatt um Blatt
nieder vom hohen Akazienbaum.
Sommer lächelt erstaunt und matt
In den sterbenden Gartentraum.

Lange noch bei den Rosen
bleibt er stehn, sehnt sich nach Ruh.
Langsam tut er
die müdgeword’nen Augen zu.

– A ty z kiedy jesteś?

– Z września.

– To wiele wyjaśnia.

– A jeszcze więcej zaciemnia. Jak dobry makijaż.

– Wyjaśnia. Wyjaśnią tą ciemność.

Tajny D. miał w Warszawie pied-à-terre wynajmowane w… Katedrze! Nie Świętego Jana, tylko jakiejś innej, również położonej na Starym Mieście, nieistniejącej w rzeczywistości, o bardzo dziwnej architekturze, jakby była pozlepiana z wielu różnych kościołów mniej więcej gotyckich, ale ładnej.

Do tego wysokiego jednopokojowego mieszkania z antresolą wchodziło się przez średniowiecznie wyglądające drzwi z kaligraficzną mosiężną tabliczką: „Nie wchodzić. Mieszkanie prywatne”.  Kiedy zapytałem, ile za nie płaci, odparł po anglosasku, że pięćdziesiąt tysięcy rocznie, co po podzieleniu przez dwanaście dało nam tysiąc dwieście.

Bardzo miły lekko zgrzybiały proboszcz tego kościoła serwował wiernym różowe wina (twierdząc z przekonaniem, że inne to rozpusta), z chóru ktoś wesoło śpiewał luterańskie chorały przy fałszywym akompaniamencie ligawy, a w nawie bocznej wyłożonej tandetną sosnową boazerią odprawiano nabożeństwo po grecku. Wyszedł z niego starszy mężczyzna, podszedł do stolika z dewocjonaliami i próbował oprawić jakąś książkę religijną w ramkę zabraną ze świętego obrazka.

Chciałem zagrać na miejscowych organach, ale proboszcz kręcił nosem, aż wreszcie zgodził się, zaznaczając, że musi mi towarzyszyć jakaś kompetentna sopranistka. Z Tajnym D. zaś wstępnie ustaliliśmy, że przejmę to mieszkanko mniej więcej od września.

– Rozstaliśmy się jakoś na początku marca.

– Dobry czas na rozstanie.

– Tak, mówi się, że na wiosnę się kolesie rozstają, a jesienią szukają sobie kogoś na zimę.

– Eh! voilà!

– Ej, ale nie mów tego, pokazując na mnie we wrześniu!

Idziemy Ogrodem Saskim. Część parku, nie wiedzieć czemu, jest odgrodzona drucianą siatką. Zastanawiam się na głos, że może przygotowują się na jakieś manifestacje czy coś. Rabbio wyjaśnia tonem spikera relacjonującego demonstrację w powszechnie znanej sprawie:

– To kasztany manifestują początek jesieni: będą gubiły liście. I kasztany.