Archives for posts with tag: zen

– Co porabiasz?

– Wychodzę z biblioteki. A ty?

– Ja challenge’uję.

– Oo, widzę, że grany jest już korpo-zew. Kredyt hipoteczny, osiem godzin dziennie w biurze, joga, quinoa i zen, czyli siłka i squash. W weekend koks na Mazowieckiej.

– Gdzie ty pracujesz? Joga już dawno niemodna. Teraz pilates. A później sojowa kawa na odtłuszczonej wodzie z garścią orzechów nerkowca wysranych przez jednorożca.

– BTW IMHO ASFAIK, słusznie powiedziane. Jestem tak bardzo not millennial!

– Centennial! Jesteś centaurem!*

—————————–

* „Centaury […] tworzyły prymitywne plemię. Zamieszkiwały góry i lasy Tesalii oraz Arkadię. Obyczaje miały dzikie, to jest żywiły się surowym mięsem upolowanych zwierząt, kilkakrotnie usiłowały porwać lub zgwałcić kobiety, łatwo się upijały.” [Wikipedia]

– Głodny jestem. Opowiedz mi przynajmniej, co jadłeś w owym prawie prestiżowym lokalu.

– Hummus z grillowanymi warzywami i zupę z dyni.

– Obosz, od tego chodzenia na marsze aborcyjne zostałeś ekofemoweganką! A dostałeś do tego zen gotowany na parze i blanszowane chi?

– Przestań, mają tam też w karcie schabowego z ziemniakami.

– Chyba po to, żeby wiedzieć, że jak ktoś go zamówi, to trzeba go wyprosić.

 

 

– Patrz, jak wygląda włoska prowadząca programu kulturalnego, niejaka pani Cancelleri.

– Miała chyba tyle operacji plastycznych, że sama stała się jakimś kontrowersyjnym dziełem sztuki współczesnej.

– A to jest artysta, ten sobie wymyślił pseudonim „Sha one”, brzmi tak dalekowschodnio. Z pewnością jest bardzo zen.

– Och, z pewnością, dzięki temu, kiedy ma dwie ręce w dupie po łokieć, może wciąż zachować spokój.

– Tak, i nie chcieć niczego więcej!

Ileś lat temu pani z Wojskowej Komisji Uzupełnień musiała mi wpisać w książeczkę wojskową nazwę uczelni, na którą uczęszczanie zwalniało mnie z odbywania zasadniczej służby wojskowej. Był to Wydział Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich (bodaj najdłuższa nazwa wydziału na UW). Pani przeczytała uważnie dostarczone jej zaświadczenie i odnotowała w książeczce:

 Wydział Lingwistyki Stosowanej i Filozofii Wschodu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Twoje lęki mają depresję?
Ulecz ją misami tybetańskimi lub lampą Biptron!
Poddaj się hipnozie i zabiegom fantomowym (nie mają skutków ubocznych, bo cały zabieg tylko sobie wyobrażasz!)
A na koniec – odchódź się!

[Dzisiaj kolejny odcinek poszukiwań duchowych. Piękna buddyjska Sutra Serca, która zdaje się równie wiele wnosząca wartościowa, co przepisy starotestamentowej Księgi Powtórzonego Prawa.]

Maha Pradżnia Paramita Hridaja Sutra

Bodhisattwa Awalokiteśwara,
Praktykując głęboko Pradżnię Paramitę,
Postrzega pustkę wszystkich pięciu skandh
I uwalnia się od wszelkiego cierpienia i niepokoju.

Siariputro,
forma nie jest różna od pustki,
pustka nie jest różna od formy.
To, co jest formą, jest pustką,
A to, co pustką — formą.

[…]

Siariputro,
Wszystkie dharmy są puste;
Nie pojawiają się ani nie znikają,
Nie są skalane ani czyste,

[…]

Dlatego dla bodhisattwy zagłębionego w Pradżni Paramicie
Umysł nie jest przeszkodą;

[…]

Wszyscy buddowie trzech czasów,
Polegają na Pradżni Paramicie
I osiągają Annutara Samjak Sambodhi.

[…]

Dlatego głoś mantrę Pradżni Paramity,
Głoś mantrę, która brzmi:

Gate gate paragate parasamgate bodhi svaha

—————————————————–

Faktycznie, dla bodhisattwy umysł nie jest najwyraźniej przeszkodą.

Kiedy czytam fragment o pustce i formie, przypominają mi się słowa Malaklpisy Młodszego o sensie i bezsensie (patrz jeden z poprzednich wpisów z 23 września):

Wszystkie twierdzenia są w pewnym sensie prawdziwe, w pewnym sensie fałszywe, w pewnym sensie bez sensu, w pewnym sensie prawdziwe i fałszywe, w pewnym sensie prawdziwe i bez sensu, w pewnym sensie fałszywe i bez sensu oraz w pewnym sensie prawdziwe, fałszywe i bez sensu.

I jak tu się nie zgodzić?