Archives for posts with tag: życie

– Monika Strzępka w Teatrze Polskim w Poznaniu wystawia Kaczyńskiego.

– Lecha czy Jarosława?

– A to ich jest dwóch? Myślałem, że to jeden człowiek, którego jedna połowa umarła, druga połowa żyje, i powstało zombie.

– Rzyć albo nie żyć…

– Po to jest pyta, nie?

– W rzyci samej!

– Wiesz, że miałem w klasie w podstawówce dwie Moniki Kamińskie? Jedną dla odróżnienia nazywaliśmy kwiatowym drugim imieniem.

– Phi, ja w liceum miałem trzy Moniki Kasprzyk. W jednej klasie!

– Niesamowite! i jak je odróżnialiście?

– Po prostu…

– … zorganizowały krwawe igrzyska śmierci i zabiły najsłabszą?

– Nie. Używały drugich imion.  Mówiło się o nich Basia Monika, Kasia Monika i, chyba Ewa Monika. Dwie z nich były zresztą znane, jedna w samorządzie szkolnym, druga w poczcie…

– To łatwo ustalić, która powinna była zginąć.

 

 

– Kto znowu umarł?

– Co?

– A nie, nikt.

– Kto?

– Nikt, to tylko szare zdjęcie.

– Czy jutro aby nie są urodziny Inge Borkh?

– Ale to są urodziny urodzin, czy urodziny śmierci?

– Urodzin, ona żyje!

 

– Sparskałem się wczoraj, czytając ten fragment*, a zwłaszcza jego przedostatnie zdanie (chociaż nie zgadzam się z taką oceną Brukseli jako miasta): „Nawiasem mówiąc, nie ma bardziej depresyjnego miejsca niż Komisja Europejska w Brukseli. Zwłaszcza kiedy się mieszka w Londynie. Masz żal do siebie, że na własne życzenie marnujesz czas wśród nieproduktywnych biurokratów w mieście, które umiera o siedemnastej. Londyn żyje. Pod dwóch latach okazało się, że mam depresję, potem, że nerwicę. Teraz sobie myślę, że to nie nerwica, tylko kurwica. Odpuściłem sobie tę Brukselę.”

——————————————-

* Ewa Winnicka „Angole” s. 69.

 

 

– Zgadnijcie, jakiej piosenkarki bym posłuchał.

– Ty? Piosenkarki? Żyjącej?

– Żyjącej.

– Na pewno? Jak cię znam, to ty masz dziwne poczucie czasu. Nie chodzi o to, żeby żyła w twoich wspomnieniach.

– Żyje po prostu.

– Ale powiedz, nie jesteś aby negacjonistą śmierci Marylin Monroe?

– Nie.

– Ani Marleny Dietrich?

– Nie.

– Ani Brigitte Bardot?

 

 

– Taki mamy klimat.

– Oby nie na długo, oby nie na stałe.

– Przecież wiesz, że nic nie jest na stałe. Ani Trzecia Rzesza, ani IV RP.

– Rzecz w tym, że ja też nie jestem na stałe.

– Bardziej niż ja.

– Nikt nie zna dna ani gadziny.

– A co byś chciał: jest akcja, jest reakcja.

– Przydałaby się jeszcze redakcja.

 

 

wards - angielsko » polski - PONS 2015-11-01 20-51-37

Ach, i dziękuję za przelew. I za końcówkę 69, ratuje to moje życie seksualne.

– A co to za kwiatek mi przyniosłeś?

– Nie wiem, co to jest…

– Może przylaszczka?

– Nie, przylaszczka jest modra taka. Może złotokwiat?

– Nie, on ma pełniejsze kwiaty.

– To może jakaś stokrotka chińska?

– Chińska? U nas, pod mostem?

– No a chińskie biedronki? Zeżarły polskie.

– Naprawdę? Chińskie nam je zjadają?

– No.

– Ale stokrotka to nie zeżre chyba polskiej…?

– A chiński czosnek? Zeżarł przecież. Albo psy dingo.

– One to chyba wyginęły.

– Gdzie wyginęły, rozpleniły się! To dodo.

– Dodo. Ciekawe, co je z kolei zeżarło. Chyba człowiek.

– Sam się zeżarł. On jadł kamienie. I współżył z jakimś drzewem.

– No, jak współżył z drzewem, to nic dziwnego, że wyginął!

– Gdzie się tak patrzysz?

– W martwy punkt.

– A czy ten martwy punkt nie jest czasem żywy?

– Może… Myślisz, że możesz go przebić?

– Punkt nie ma wymiarów. Nie da się.

– Punkt dla ciebie.

– Biorę. Który to?

– Poszedł.

– Czyli wracamy do punktu wyjścia.

 

[disclaimer: to jest cytat]

 

9. Snort Text Message

Nie ma sensu dzielić się tutaj wielką filozofią życia, bo ludzie przestali już czytać. Górę wzięła nieposkromiona żądza zadowolenia własnych pragnień, których nie ma końca. Mało kto chce się poświęcić dla związku, dla drugiej osoby, bez dawania ultimatum. Wokół pełno kłamców, krętaczy i kretyńskich opiniotwórców, którzy nie mają pojęcia co to miłość i jak ją dawać…

Nie ma nic gorszego niż być okłamywanym przez osobę, którą kochasz. Ludzie miesiącami są w stanie przekazywać Ci fałszywe bodźce świadczące o uczuciu, a tak naprawdę nimi nie są, bo kieruje nimi zawiść, zazdrość, niedojrzałość… potem przystawieni do muru uciekają, przesyłając Ci sms-a, że już nie ma o czym rozmawiać i odchodzą… szybko znajdują kogoś innego…

Ty zostajesz sam z uczuciami, które są tak przytłaczające, że nie pozwalają Ci oddychać, funkcjonować, żyć… Tłumaczysz sobie, że z czasem wszystko minie, inni mówią Ci to samo… Ból zostaje, cierpi Twoje ego i pewność siebie. Nagle czujesz, że cały świat odwrócił się do Ciebie plecami i nikogo nie ma. Każdy dzień to męka, pole minowe. Boisz się, że otwierając folder, stronę www, wychodząc do restauracji zobaczysz go. Masz wrażenie, że wchodzisz wtedy na materiał wybuchowy, który rozrywa Ciebie całego na strzępy, zostawiając tylko aurę po Tobie, która wydaje się być niczym dla ludzi wokół… On rusza dalej, Ty próbujesz zebrać się do kupy powracając na siłownię, wypruwając sobie flaki, żeby wyglądać jak wtedy kiedy się poznaliście, bo może jeszcze zmieni zdanie kiedy zobaczy Ciebie tak odmienionego… nic się nie dzieje, unika Cię, usuwa zewsząd, zapomina, a Ty, hmm, żyjesz dalej, głęboko wierząc, że los kiedyś będzie sprawiedliwy, że w końcu zapłaci, że znajdziesz spokój i tą namiastkę prawdziwego szczęścia, którą Ci zabrał.

Nadzieja pojawia się i znika, na przemian ze zwykłymi problemami życia codziennego. Nie wiesz czy podołasz, czy spełnisz oczekiwania ludzi którzy są jedno kliknięcie od Ciebie. Te same szablonowe pytania, odpowiedzi doprowadzają do szału. Kolejne obiecanki i kłamstwa, żadnych zmian.

Ty siedzisz, bez sensu gapiąc się w monitor, robiąc kolejne durne zdjęcia, żeby ktoś Cię zauważył. I sam wiesz, że zapędzasz się w ten labirynt, z którego nie ma wyjścia, a w konsekwencji, sprawiasz, że ludzie patrzą przez pryzmat Twojej aparycji, a wnętrze już nie ma żadnego znaczenia.

– Och, zabrzmiało co najmniej, jakbyś planował „i żyli długo i szczęśliwie”.

– Nie jestem przekonany ani do „długo”, ani do „szczęśliwie”. „Żyli” budzi trochę mniej wątpliwości, a względnie najbezpieczniejsze jest tutaj chyba „i”.

 

– Trafiłem dziś na ten wpis o Abbadzie i Agacie Zubel sprzed roku.

– I co pomyślałeś?

– A pomyślałem, żebyś wiedział. Że vita brevis, ars też brevis, occasio deceps, experimentum odiosum, a iudicium imbecile.

– Jest coś głęboko optymistycznego w tym utworze. A dokładnie w tym, czego w nim nie ma. I to pod wieloma względami. Jest w tym ulga i nadzieja jednocześnie, a te nie tak znowu chętnie chodzą w parze. Jest niedosyt, usprawiedliwienie dla apetytu, ale nie ma głodu. Ten kontrapunkt jest jak szczepionka.

 

 

 

– Wiesz, jak to się mówi: De gustibus non omnis moriar.

– Lubię zwiedzać cmentarze.

– Ja też lubię, a mój facet to w ogóle uwielbia.

– To jasne. Śmierć nadaje życiu sens. Że człowiek nie zapierdala jak ten chomik w kołowrotku.

– No, przynajmniej kołowrotek się dokądś toczy i wiadomo, dokąd się dotoczy.

– Pomyśl, ona kiedyś mogła być…

– Ładna?!

Trochę ładniejsza.

*

– Ja to miejsce nazywam lejem po bombie, względnie café „Po Schodkach”.

– A ja na to mówię… Miejsce użyteczności publicznej.

*

– Ale pracujesz gdzieś jeszcze?

– A co, ty myślisz, że ja z uniwersytetu żyję?!

– Ja tam żyję z przyzwyczajenia.