Archives for the month of: Styczeń, 2011

Mrówkodzik: Bo wiesz, to są takie przeciwciała ludzko-mysie.

Wychuchol: Wiem, że ma przeciw ciała takie. To myślisz, że mi ogon urośnie?

Mrówkodzik: No i co ci się śniło?

Wychuchol: Nic. Bo ja nie mam snów. I uczuć.

Wychuchol, nieprzytomnie zaspany, włączając budzik w komórce na drzemkę:

Pani Hania znowu niedługo przyjdzie zagrać swoją muzykę.

A kiedy indziej, o dźwięku pobudki w telefonie:

To Matka Boska mi tak śpiewa.

Jakiś koleś na forum kulturystycznym pisze o problemie z palcem [cyt. dokładnie]:

[…] ale po konsultacji ponoć z jakimś profesorem z Wa-wy powiedział że to dysplazja włóknista i że to nie będzie rosło i ze z tym się żyje i nic się z tym nie robi. Nie mam tu żadnego bólu. No ale niepewność pozostaje?! czy aby na pewno diagnoza trafna?

Ach i och. I oj! – szepnęła żarliwie, targając się na magdalenkę zgrabnie uplasowaną na stercie wykwintnych konfiserii. – Niech Klarcia tak mi tu przymilnie nie jazgota, bo mi gorset puści, albo i nerwy, a toć panicz Florian kajałby mnie za to, żem ci taka mizerota! – Tu jednak zatchnęła się zalotnie i z dostojnym plaśnięciem przycupnęła na pufie udrapowanym wylewnym brokatem błyszczącym jak jej perlisty śmiech, który kaskadą gładkich parsknięć rozwiewał grozę zalegającą w zgniłym listowiu donośnie szemrzącym kole dwora.

A dyć! – Sandryna przed lustrem siadłszy, wyciąga swe długie palce aż krzywe od lubieżnych pierścieni i przeczesawszy siwą gęstwę włosów na piersi swej gruźliczo zapadłej, niespiesznie bieży do swej służki a czczej powiernicy, iżby ta jako pacholę zmyła z niej znój dnia oraz wosk pszczyli na jej plamami wątrobowymi poznaczonym łonie po obsprawunku przyrody pozostały.

Tedy się ona służka, Klarcia, kryguje a zgrabnie wywraca, i o łaskę swą panią upraszając, rzęzi, ta zasię do gniewu nieskora spuszcza na nią zasłonę i milczenia jak również swe rozkoszne ineksprymable, które przymilnie cmokać zyzwala, czego panna służebna ani na kroć nie omieszka!

I jak tam ten twój garnek?

No, po tym skrobaniu całkiem nieźle.

– A twój ojciec?

– Nie mam ojca.

– Ale miał jakoś na imię?

– Nie miał. Matka usiadła na spermie w kiblu w kościele.

 

– Bo to się krzyczy i wtedy jest echo. Serca.

Może ten kasztan też miał w środku robak, i to robak kiełkuje, nie kasztan.

Status jakiegoś kolesia online [pisownia oryginalna]:

I’m looking a black guys Only they have chance play with goog building white bitch

Komentarz ordynatowej Podtworeckiej:

Overcome with horror, confined in a grim, dismal basement and hogtied
tightly, Euphigenia uttered a wary GOOG of grief and sharted in despair
as the rapist commenced to breach her viriginity charism and vehemently
fucked the shit out of her rotten guts.

Komentarz hrabiny Roletti do komentarza ordynatowej:

Vera carefully placed the slug she found in the grass in her undies and
started to accompany the wreaking sounds with quiet whimper.

Podczas rozmowy o chorobach zakaźnych, ordynatowa do hrabiny:

Czuję, że zaraz zapadnę na jakąś chorobę tropikalna lub odzwierzęcą – rzekła Sandryna i starannie złożyła wykrochmalony szal, który wiatr rozwiewał w bezruchu, niczym blask gasnącego w niej uczucia i rozwianego braku złudzeń.

Rozmowa hrabiny z ordynatową na temat jakiegoś tekstu angielskiego:

– Dobre, ale te glottal stopy wszystko psujo.

– Ja tam lubie stopy ;] stond ta milosc do cockneya.

– Glotaj mi stopy, szmato.

– Wolę drażnić stopą twoją glottis, hihi.

Zakon sióstr perwertytek pod wezwaniem św. Szymona Słupnika zaprasza wszystkich chętnych wiernych na warsztaty z kucania na słupie. Prosimy przynieść żel do usg we własnym zakresie. Papierowe ręczniki, catgut i opiekę duchowo-chirurgiczną zapewniamy na miejscu. Z Panem Bogiem

– -Umarłam. Idę uprawiać czynność naparzalniczą względem suszu listnoherbacianego na drodze zalewu wodnego o temperaturze wrzu celsjalnego.

– Iiii, to ci nowina – rzekla Flakcyda przykwaśno, a głosem obłym, niczym dziewka kuchciana rzezająca groch na ganku, kiegdy wkole parobczyk galanty kucem szparko pobieży.

Z „Rozmów w Tłoku”:

Nelly Rokita: – Ja czuję się Afro-Polką, lesbijką i Żydówką.

Ów koniuszy – dumny a silny ogier jak ze stali – tak nadużył maroka biednego stajennego, aż ten chodził, niebożę, jak cielak na nóżynach chwiejnych a lichych.

–  I bardzo był po tym stajenny glebistej równowagi a ziemistego lica, zaś spuchnięte jego maroko pulsowało w rytm jakiejś melodii tęsknej a dziwnej jeszcze przez całe dwa dni.

Tazio zapytany, jak jest po angielsku sypialnia:

– Hm…. Restroom?

Ze światła poczęte…

Z deszczu wyżęte…

Pawulonowe ciasto:-)

Idę pić, bo ja sam z motylkami zostałem.

[sms od Wychuchola]