Archives for posts with tag: muzyka

Rok temu na łamach „Dwutygodnika” Stach Szabłowski zżymał się, że zauważalne w sztuce coraz częstsze pokłony w kierunku innych dziedzin – teatru, tańca, muzyki, filmu, a nawet fitnessu – świadczą o słabości tej dziedziny, a nawet o popadaniu w populizm.

[Karolina Plinta, źródło]

*

Uprawianie muzyki jest nieodłącznie związane z funkcjami seksualnymi. Podobno kobiety preferują muzykę wyrafinowaną i złożoną, bo jej twórca jest potencjalnie bardziej inteligentny i kreatywny, czyli dysponuje lepszymi genami.

[Monika Pasiecznik, źródło]

*

Poinformuję zatem co mnie zniechęca do polskiej literatury najnowszej. Nie jestem raczej reprezentatywna dla statystycznej próby, bo moim ulubionym czytadłem jest liczące 4000 stron „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta, którego czytanie jest czynnością o charakterze medytacyjnym, co z kolei wiąże się z moją generalną potrzebą uprawiania medytacji w różnych formach, niemniej być może okaże się to jakąś wskazówką.

[Joanna Filipiak, źródło]

*

Chciałabym, żeby dzięki tym obchodom udało się pozyskać zainteresowanie nowego, młodego audytorium ponadczasową muzyką mojego ojca oraz przypomnieć, jak wspaniałym był kompozytorem. W latach, w których przyszło mu żyć, współcześni kompozytorzy pozostawali często poza obiegiem, ponieważ nie byli „w modzie”. Obecnie każda stylistyka jest dozwolona, pod warunkiem, że jest dobra.

[Roxanna Panufnik, źródło]

*

Do utworu nakręcono teledysk, w którym Anna Jantar ubrana w białą kreację, czarne spodnie i gustowną bluzkę, przechadza się wzdłuż rynku Sandomierza na tle Bramy Opatowskiej, następnie odjeżdża samochodem którym wcześniej przyjechała.

[Wikipedia, źródło]

*

When I first started learning how to make cocktails at home, I had no idea people made their own simple syrup. I was the person who went to the store to buy a bottle of what I later learned to be sugar water. That’s right — sugar dissolved in water.

[źródło]

*

Moda to moje życie. Celebruję ją, podziwiam i szanuję. To mój osobisty punkt widzenia i nie ma to wpływu na moją pracę. Staram się być rzetelny i wykonywać to, co kocham, jak najlepiej.[…] Bardzo chcę wydać linię odzieży! Zbieram inspiracje, szkicuję i czekam na cud finansowy. Dobrze wiemy o tym, że potrzebny jest wkład materialny, by stworzyć markę. Moda to trudny biznes, ale w końcu to zrobię! Należę do osób upartych, więc wreszcie do tego dojdzie.

[Mateusz Suda, źródło]

*

Żeńską formą nazwy etnicznej Łemkowie [w liczbie pojedynczej Łemko – Red.] jest Łemkini. Wyraz ten spotyka się bardzo rzadko, a kilka przykładowych użyć znajdzie Pani za pomocą wyszukiwarki „Google” (www.google.com.pl).

[Jan Grzenia, źródło]

*

W hołdzie bohaterskiej Striełce Audi umożliwiło czworonogowi ponownie zakosztować światła reflektorów i zostać pierwszym psem, który zasiadł na fotelu autonomicznego samochodu. Bo gdy marzysz, nie ograniczaj się. Ci, którzy nie walczą o swoje, nie lądują na pierwszych stronach gazet. A jeśli niewielka, łaciata suczka ze Związku Radzieckiego może polecieć w kosmos, to żadna granica nie jest poza zasięgiem łap.

[źródło]

Sileant zephyri,
Rigeant prata,
Unda amata
Frondes, flores non satientur.

Mortuo flumine,
Proprio lumine
Luna et sol etiam priventur.

[anonim]

*

Niech zamilkną wiatry,
Zamrze łąka cała
I niech słodka fala
Nie syci liści i kwiatów.

Ponad rzeką marznącą
Niechaj księżyc i słońce
Utracą swoje światło.

[mrówkodzik]

 

– Kiedy słucham Stabat Mater Rossiniego, to myślę sobie, że gdyby napisał pasję, to Jezus płynąłby w niej na Golgotę gondolą, a opłakujące go kobiety tańczyłyby wokół krzyża farandolę.

– Stabat Mater dolorosa, dla mnie pizza capricciosa!

 

Oпустела без тебя Земля
Как мне несколько часов прожить
Также падает листва в садах
И куда-тo все спешат такси
Только пусто на земле одной без тебя
А ты, ты летишь и тебе дарят звезды свою нежность

Также пусто было на Земле
И когда летал Экзьюпери
Также падала листва в садах
И придумать не могла Земля
Как прожить мне без него пока он летал
Летал и все звезды ему отдавали свою нежность

Опустела без тебя Земля
Если можешь прилетай скорей…

Z OPOWIEŚCI ĆMY BAROWEJ

 

Siedzę sobie w podłym barze,
brzdąkam sobie na gitarze.
Myslę: myśli mam głębokie,
Więc zamówię piwo z sokiem.

Pytam: czujesz to, kolego?
Bo poznałem cię jak swego,
Bo ty wziąłeś tak jak ja
Ciepłe piwo z sokiem raz.

Dziś historię ci opowiem,
Wiele się ode mnie dowiesz,
Bo mnie ludzie odrzucili
I byli dla  mnie niemili.

Ludzie mówią: co za łach,
Lecz to wsiąka jak krew w piach.
Bo poznałem swoją damę,
Zakochałem się na amen.

Teraz ona kocha mnie,
Więc zaśpiewam: je, je, je.
Tylko ona mnie zna-a,
Więc zaśpiewam: la, la, la.

Przejechałem całe Stany,
Rany, rany, rany, rany.
Teraz znam już życia zew,
Skowyt bycia, żalu śpiew.

Czasem wydasz dolców sto,
Czasem schowasz się pod most.
Czasem zupę z puszki zjesz,
Wtedy czujesz, że ży-jesz.

Bo wiesz – życie to jest droga,
Do człowieka i do Boga.
Kiedy ją przemierzysz raz,
To już nie będziesz musiał drugi raz.

Albo jednak będziesz musiał,
Bo życie czasem nas wzrusza
I gdzieś do przodu nas gna.
Tra la la, tra la la.

Możesz mi wyjaśnić, czemu pisze się takie utwory jak ten? To brzmi jak muzyka do „Potopu” albo czegoś!

– Nie wiem. Stylizacje u polskich tuzów kompozycji są jak amatorska drag queen – niby wszystko na swoim miejscu, ale na kilometr widać, że to chłop przebrany za babę.

Я тот, которому внимала
Ты в полуночной тишине,
Чья мысль душе твоей шептала,
Чью грусть ты смутно отгадала,

Я тот, чей взор надежду губит,
Едва надежда расцветет,
Я тот, кого никто не любит,
И все живущее клянет.

Я бич рабов моих земных,
Я царь познанья, царь свободы,
Я враг небес, я зло природы,
И, видишь, – я у ног твоих!

Тебе принес я в умиленье
Молитву тихую любви,
Земное первое мученье
И слезы первые мои.

– Jedynym problemem jest brak czasu na ćwiczenie. Przez co nie ćwiczę. I coraz gorzej gram ten program.

– Nie wgrał ci się jeszcze? To coś trudniejszego? Pokaż ten program. O boże. Trzy kobyły plus walc i dwa rozbudowane nokturny, nieźle.

– Wiem, mogłem wziąć łatwiej, a trochę wjechało mi na ambicję… A doba ma 23 godziny, bo srać trzeba, i przed tym nie uciekniesz.

– Nie mogę nie polubić, jeśli znęty nad Lisztem zostały mi zadedykowane!

– Ja już sam nie wiem, co to będzie – niedawno zaczęły mi się podobać sonaty fortepianowe Schuberta, te ostatnie, łyknąłem też Meyerbeera, jeszcze tylko polubię Haydna, i droga do Liszta otwarta. A potem to już tylko Johannowie Straussowie, Mykietyn i Rubik.

– Cudowna wizja! Może Ci się jednak uda zatrzymać na tym Haydnie.

– Jak to mówią: zaczyna się od jednego skręta, a kończy się na heroinizmie; zaczyna się od kieliszka wina, a kończy się na denaturacie; zaczyna się od lekcji muzyki, a kończy jako pracownik instytucji kultury, oświaty lub nauki!

– I nie wiadomo, co gorsze!

– Wiadomo za to, co przyjemniejsze.

– Czyżbyś sugerował, że powinnam zmienić instytucję?

– Może się okazać z deszczu pod rynnę… Najważniejsze, żeby wybrać sobie właściwy klimat. Pogoda i tak będzie mniej lub bardziej zmienna. Ja tam lubię deszcz.

– I tu się zgadzamy.

– Możemy złożyć parasole i podać sobie ręce.

– Przy najbliższej deszczowej okazji.

 

 

 

– „Nad gmachem Europejskiego Centrum Muzyki w Lutosławicach śpiewają skowronki. A w środku rozbrzmiewają instrumenty.”

– A nie wiatry z artystycznego wzdęcia u geronta, którego przedsiębiorcza żona zbiera każdy pierd do relikwiarza jako skarb narodowy?

 

 

– Dotarło do mnie właśnie, jak drastynicznie, tragopitulicznie durne jest wymyślone przez Jacka Cygana – bo kogóż by innego! – sformułowanie „mój sokole gromowładny”. WTF?! Aż się człowiekowi chutor w burzanie otwiera.

– Oj tam, oj tam. A “Galileo, Galileo, Galilileo let me go! Let me go! Bismillah let me go! Scaramouche, Scaramouche will You let me fandango?” Czy jakoś podobnie. Głupie? Głupie. Genialne? Genialne. Nie mieszajmy „rejestrów”. Co, oczywiście, nie znaczy, że „Dumka” jest genialna. Ale Cygan ma na koncie kilka evergreenów.

– Moim zdaniem ten tekst Queenów jest świetny na wiele sposobów – głównie dlatego, że coś wnosi, burzy, pobudza estetycznie. Cygan zazwyczaj robi coś przeciwnego. Kołysze polskiego cebulaka w jego snach z pasztetowej i salcesonu. Evergreeny – może i tak, ale wiecznie zielone dlatego, że są z plastiku.

 

 

– Chciałem podrzucić do słowniczka: „lalalizm”, czyli wokaliza – może być „la la la” albo „o-o-oo”… Albo inne cóś – celem nabicia ZAIKS-u, który płaci od minuty wykonania.

– Taka wierszówka-nutówka! Czasówka. To chyba rodzaj bardzo niekorzystnej pożyczki. A nie, to chwilówka.

– Owszem, wysoko oprocentowana uszyma odbiorców.

– I poddana bezlitosnej windykacji estetycznej.

 

 

 

– Dziczek od kilku dni chodzi po domu i nuci „Falke, Falke…”. Nie wiem dokładnie, ale może przechodzi jakąś metamorfozę w sokoła, albo mu się „Kobieta bez cienia” przypomniała (mam nadzieję, bo nie do końca wiem, czym się karmi sokoły żyjące w blokowych mieszkaniach).

– Ja cię bardzo przepraszam, ale według dzisiejszych standardów deweloperskiej nowomowy nasze 50 metrów kwadratowych w kilkupiętrowym bloku z lat 50. to nic innego jak APARTAMENT w SECESYJNEJ KAMIENICY! Trochę godności!

 

– Umieram ze śmiechu, kiedy czytam o audiofilskim sprzęcie i subtelnych różnicach w brzmieniu – najczęściej takimi szczegółami onanizują się ludzie, którzy nie rozróżniają toniki i dominanty, nie wiedzą co to alteracja, tryton, pentatonika anhemitoniczna, chromatyka, nie potrafią rozpoznać metrum, synkopy, rytmu punktowanego, nie odróżniają oboju od rożka angielskiego, violi da gamba od wiolonczeli i sopranu od altu… Jest to z ich strony w pełni zrozumiałe: łatwiej jest szczycić się tym, że się wydało na coś kupę forsy, niż zdobywać wiedzę pozwalającą naprawdę dowiedzieć się czegoś o muzyce.

Zögernd, leise,
In des Dunkels nächt’ger Hülle
Sind wir hier.
Und den Finger sanft gekrümmt,
Leise, leise,
Pochen wir
An des Liebchens Kammerthür.

Doch nun steigend,
Schwellend, hebend,
Mit vereinter Stimme, laut
Rufen aus wir hochvertraut:
Schlaf du nicht,
Wenn der Neigung Stimme spricht!

Sucht’ ein Weiser nah und ferne
Menschen einst mit der Laterne;
Wie viel seltner dann als Gold,
Menschen uns geneigt und hold?
Drum, wenn Freundschaft, Liebe spricht,
Freundin, Liebchen, schlaf du nicht!

Aber was in allen Reichen
Wär’ dem Schlummer zu vergleichen?
Drum statt Worten und statt Gaben
Sollst du nun auch Ruhe haben.
Noch ein Grüßchen, noch ein Wort,
Es verstummt die frohe Weise,
Leise, leise,
Schleichen wir uns wieder fort!

 

Opus rectum to również „prawe, słuszne, szczere dzieło”.

– To bardzo prawdziwe. Naprawdę szczere!

– I głębokie. Biorąc pod uwagę, ile jelita mają metrów, to wszystko to, co się z nich wydostaje, reprezentuje chyba najgłębszą głębię człowieka.

– Widziałeś, będą robić w przyszłym sezonie „Peleasa i Melizandę” w operce.

– O w życiu…  To powinny być mgły nad głęboką, krystaliczną tonią, jak jezioro w jaskini. A w ich wykonaniu będzie to bagienko…

-… Nad którym unosi się podejrzany smrodek.