Archives for the month of: Październik, 2011

No, jest wreszcie ten przelew. A ja już miałem zamiar…

…Dawać dupy za 20 złotych?

Nie. Wybrać się do księgowej po wyjaśnienia.

No i kolejne odkrycie. Kto jest zainteresowany specyfiką tej kompozycji, niech zerknie na ten abstrakt pewnego artykułu tutaj. W totalnym skrócie: Buxtehude napisał fantazję chorałową w postaci małej stylizowanej partity (cykl tańców dworskich, świeckich, naturalnie) na motywie chorału Auf meinen lieben Gott, a zatem formy jak najbardziej religijnej, w ramach swojego głosu w temacie ars moriendi.

Dziennikarz tvn24 zadaje niezwykle błyskotliwe pytania ludziom w Wawie w środku nocy, w okolicach zmiany czasu.

Dziennikarz: Wracacie z imprezy?
Imprezowicz (paląc,bez zainteresowania): Nie, zmieniamy imprezę.
Dziennikarz: Chcecie wykorzystać tę godzinę dodatkową na imprezowanie?
Imprezowicz: Nam to wisi, bo i tak śpimy, ile chcemy.

No dobra, to ja wychodzę.

Znam ten uśmiech, winowaty, zakłopotany, mam taki sam, kiedy zamierzam coś niegrzecznego.

– Nieee…

Tak.

– Tak.

The Great Scallop: This tacky, scrofulous old rapist is second in depravity only to the common clam. This latter is a right whore! A harlot! A cynical, bed-hopping, firm-breasted, Rabelaisian bit of seafood that makes Fanny Hill look like a dead pope! And finally, among the lemmelebrate bivalves, that most depraved of the whole subspecies, the whelk. The whelk is nothing but a homosexual of the worst kind! This gay boy of the gastropods, this queer crustacian, this mincing mollusk, this screaming, prancing, limp-wristed queen of the deep makes me sick!]

[Monty Python, The War Against Pornography, od ok. 11. minuty]

Wielki przegrzebek, wredny parszywy dupcyngiel wyuzdaniem ustępujący jedynie pospolitej małży jadalnej. A to prawdziwa dziwka, ladacznica, lafirynda, cynicznie skacząca z łóżka do łóżka potrawa morska o sterczących cyckach, jakby wyszła spod rubasznego pióra Franciszka Rebelais. Przy niej Fanny Hill wygląda jak martwy papież. I wreszcie najbardziej zdeprawowany ze wszystkich skorupiaków: trąbik sfałdowany. To homoseksualista najgorszego gatunku. Ten spedalony brzuchonóg, zboczony skorupiak, mizdrzący się mięczak, ta odrażająca, nadęta, wymiękła ciota otchłani wywołuje u mnie mdłości!

[przekład Tomasza Beksińskiego]

Śniło mi się dziś, że razem ze znajomym ukradłem 20 000 funtów z banku. Potem chciałem wymienić w kantorze pierwszy tysiąc, ale się skumałem, że one pewnie mają numery seryjne i na pewno już zgłoszono, i mnie zamkną. I tak w tym śnie się męczyłem, mając te funty i bojąc się je wymienić.

I, w tym śnie oczywiście, napastował mnie duży pająk, a po Wiśle szła wielka fala powodziowa. Ktoś w tramwaju powiedział: „Ale SLD się przygotowało, to ich nie zmiecie”. A w Wawie był, nad tą wezbraną Wisłą, jakby na łasze lub wyspie, ogromny i bardzo ładny park muzealno-historyczny poświęcony SS, z takimi wielkimi czarnymi swastykami na białym tle w formie czegoś na kształt reliefowych mozaik.

To dwa bardzo podobne do siebie nagrania. Te kobiety wydają się podobne.

Pełniejsza wersja, ostatnie wykonanie Garland, jest tu.

Opis kolesia z profilu. Wygląda jak tłumaczone translatorem, ale koleś jest ewidentnie Polakiem. Żubr twierdzi, że to może taki żart, ale jakoś mi się to nie widzi…

Robert tutaj, jestem czysty, nie robię narkotyków; I bardzo dobrze wolą wino na piwo, jestem typem faceta, możesz wziąć i zabrać do swojego gospodarstwa, pracy lub zdarzeń i nie będzie musiał się wstydzić, albo; nie jestem królową płonące; lubię grać w baseball, koszykówkę i tenisa, uwielbiam filmy, ale tylko oglądać straszne te z kimś innym, jak mam koszmary, lubię gotować, i wszystko, co myślę, jestem najwierniejszych i dedykowane miłośnikom można by-coś trzeba zrobić

Tak czy siak, parę fragmentów jest świetnych tak na serio. Podkreśliłem pogrubieniem.

– Słuchaj, bo ja naprawdę bardzo cię lubię to…

 

Mein cheies gejt mir ojs

Ich fil ich halt nit ojs

Mein hartz tut wej gor on a schir

Er is mir hejs un kalt

Un ich wer groj un alt

Un wejst ir menschn wos es kwejlt mir

Di libe brent a schrek

Ich fil ich starb awek

Noch mein Joslen

Mein darling, mein dear

A kocher a szejner

Mir zol zajn far seine bejner,

Josl, ich krapir noch dir!

——————————————–

Po jakimś dopiero czasie zrozumiałem, czemu Przerwa Technologiczna jest pisana wielką literą.

Bo to jest nazwa własna. Imię. Podpis.

– Daj mi się napić od siebie.

– Nie.

– Postawię ci potem.

– Ale ja nie potrzebuję.

– Nie bój się, nie jestem pedałem i nie mam syfa.

– Za to ja jestem pedałem i chętnie bym cię czymś zaraził.

I jeszcze gin z tonikiem dla tego mademoiselle!

Rząd odtrąbił sukces budowy „Orlików” i teraz chce budować na zimę lodowiska. Mam już nawet dla nich nazwę – „Lodziki”. Lodziki w każdej gminie, za darmo!

– Uczyń naczynie!

[z ogłoszenia wynajemczego na gayromeo]

Student, pracujący, czysty, zadbany, kulturalny, spokojny szuka pokoju, w dwupokojowym mieszkaniu, w którym mógłby zamieszkać.

W swojej najnowszej powieści Mario Vargas Llosa pisze o pederaście i zdrajcy stanu, a zarazem obrońcy praw ludzkich […]

 A cytowane przez Llosę fragmenty [Black Diairies, dzienników Rogera Casementa] są drastyczne. Takie zapiski jak: „Ogromny, bardzo twardy, co najmniej 9 cali. Pocałunki, ugryzienia, penetracja, krzyczałem. Two pounds” czy „Bardzo piękny i ogromny (…) Wyłem” nie należą do rzadkości. Momentami zresztą wydaje się – i zwraca na to uwagę Llosa – że Casement przesadza i fantazje seksualne („Trzech kochanków jednej nocy, w tym dwóch marynarzy”) przedstawia jako swoje przeżycia.

 [Krzysztof Masłoń, „Uważam Rze” 37/2011]

——————————————————————-

Charakterystyczna ekscytacja i – tak częsty przy tego rodzaju wypowiedziach – swoisty przymus dość szczegółowego przytaczania tych „najdrastyczniejszych” fragmentów idą pod rękę z powątpiewaniem, że takie rzeczy w ogóle są możliwe. Niebywałe.  Autor recenzji nie wierzy w istnienie dwudziestodwucentymetrowych członków lub w to, że można mieć kilkoro kochanków w jedną noc. I to, w co powątpiewa, zarazem go oburza. Wooow.

——————————————————————-

Przypomina mi się stary dowcip o studentce medycyny zdającej egzamin z anatomii i fizjologii człowieka. Wylosowała budowę i funkcjonowanie męskich narządów płciowych i opisuje, dość monotonnym głosem, bez zająknięcia:

– … a twardość podczas wzwodu penis uzyskuje dzięki kości…

Na co profesor unosi brwi i stwierdza:

– Proszę pani… Za wiedzę należy się pani dwója. A tróję stawiam pani za niewinność. I na pocieszenie.

Sfotografowane w przychodni lekarza rodzinnego:

Zgadzam się, skądinąd i mniej więcej, z opinią Andrzeja Markowskiego na temat nadania dziecku imienia Tupak. Ale uzasadnienie jest kuriozalne. Profesor, występując w tej odpowiedzi (mającej potencjalne znaczenie dla decyzji USC) oficjalnie, jako przewodniczący RJP, albo robi sobie dość niesmacznie protekcjonalne jaja z rodziców, udając, że nie wie, że najprawdopodobniej zainspirował ich Tupac Shakur, albo – co gorsze – naprawdę nie wie, że taki człowiek istniał. Oto fragmenty jego oficjalnej opinii (do przeczytania w całości tutaj):

[…] Napisałbym jednoznacznie, że kierownik USC powinien odmówić przyjęcia takiego oświadczenia, gdybym był pewien, że rodzice chłopca chcą go tak nazwać, bo tak rozkosznie tupie […] Przypuszczam jednak, że rodzice, wybierając imię dla swego syna, myśleli o ostatnim nieszczęśliwym szesnastowiecznym królu Inków Tupaku Amaru i jego osiemnastowiecznym potomku […] którzy współcześnie patronują radykalnie lewicowym, niekiedy terrorystycznym ruchom społecznym w Ameryce Południowej (np. Tupamaros w Urugwaju) […] Imię Tupak może się Polakom kojarzyć bądź z tupaniem, bądź z krwawym terrorem Tupamaros […]

——————————————————

Tak. Słowo Beatles kojarzy się Polakom z biciem lesbijek, Prince z bryndzą, a Garou z „do garów”. Gratulacje.

W filmie „Jak zostać królem” jest scena odgadywania cytatów z Szekspira: syn bezbłędnie odgaduje i dokańcza cytaty przytaczane przez ojca, aktora. Tazio, widząc tę scenę, stwierdza:

– Jakbym ja nie miał fejsbuka, to też bym cytował książki.