Archives for category: scenka rodzajowa

– Ruchasz się, czy trzeba z tobą chodzić?

– Chodzić…

– Ooo, to słodkie…

– … Przy nodze!

– „Zowią Mają?” Co to, kurwa, za średniowiecze? Kto w ogóle dzisiaj kogoś zowie?

– Pewnie wilcy, wiesz, ci miłowania głodni.

– I believe I can fly, wooo!

– I believe you can ply. Wood.

 

– Nie bądź małostkowy.

– W sumie w przypadku tak płytkich relacji nic nie jest zbyt małostkowe.

– Mogę robić, co chcę, oznacza, że nie mogę robić czego nie chcę.

– Yyy… No ale nie.

– Cicho bądź, ćwiczę się w byciu nową Halber Małgorzatą.

– Otworzyć?

– Nie, bo pomyśli, że mu coś dosypałem.

– Och, och, och, och, polska szkoła, modernizm, funkcjonalizm, snobizm i orgazm. A jak się popatrzy na niektóre ich wypłody, to nie wiadomo, czy zrobili to dla żartu czy z zemsty.

– Ale i tak trzeba walić czołem o płytę ich grobów, na Powązkach  z pewnością.

– Sprawdziłem. Niektórzy leżą na cmentarzu w Laskach.

– O, to wiele wyjaśnia.

– Aha! To na tym polegała nowoczesność ówczesnej architektury – nowatorska na światową skalę aktywizacja zawodowa niewidomych architektów!

– Ha, i dzięki temu potrafili wyprzedzić epokę i już w latach trzydziestych wynaleźć szkołę tysiąclatkę!

 

 

– Chiński znak na „dziękuję” (謝) odczytany dosłownie to jakby „strzelać (射) słowem (言)”.      

– W tył głowy?

– Tak, to jest taka wdzięczność ukryta, ale głęboka i przenikająca.

 

 

 

– Czemu dałeś Lessing, LeClézia i Coetzeego razem?

– Bo to noble, a poza tym związane z Afryką i tak dalej.

– Aaa. To postawię ich obok dzieł zebranych pana redaktora naczelnego.

– A czemu tam?

– Bo jedno i drugie to jakieś dzikie obyczaje, plemienne praktyki i dużo nagród.

 

– Silnie podejrzewam, że pan zna także i tajemnicę działania perpetuum mobile.

–  Tajemnicę znam. Ale czy działania, to rzecz do uzgodnienia.

 

 

 

– Znasz takie ćwiczenie na rozładowanie stresu? Trzeba zrobić zaciętą minę i z wściekłością wypowiedzieć słowo BĄBELEK. Wybuchasz śmiechem i napięcie mija.

– Znam, kiedyś działało. Ale odkąd pojawiły się madki ze swoimi bąbelkami, kontrast między wściekłym tonem a niewinnym znaczeniem słowa poszedł się grzebać.

– Uwaga na stopień!

– Na sto pień?

– Te schody prowadzą na karaoke, więc w sumie też.

 

 

– A ja mam żółwicę. Ma na imię Tobiasz.

– Tobiasz?

– Tak ją nazwałam, bo myślałam, że to chłopak.

– Ej, ty kaszlesz! Co to, korona?!

– Korona to mi spadła, jak weszłam do kibla!

– Wyglądasz tak promieniście!

– Osoba popromienna.

– To promieniujesz aż na innych?

– No ba, to się nazywa ALFA.

– Chodź, opromieniuj mnie. Przyda się.

– O, mega!

 

– Mówił coś tam, że jak zwycięży w wyborach, to internet będzie w powietrzu.

– No dobra, a gdzie wtedy powietrze?

– Trudno powiedzieć. Jak on wygra wybory, to być  może odetchnąć będzie można tylko w internecie…

– Jak tam?

– Smutno trochę.

– Dlaczego smutno?

– A nie wiem. Taki wynik odczuć mam.

– Wynik odczuć. Czyli takie wypadkowe samopoczucie?

– Wypadkowe to dobre określenie. Po wypadku.

 

 

– Coś mi się wydaje, że nie jesteś wybredny i idziesz z byle kim.

– Przyznaję się. Dowodem na to jest to, że teraz robię to z tobą…

– Czujesz te lipy? Pachną jak szalone.

– Przy ich zapachu wstyd mi moich perfum.

– What’s that bird singing? Do you recognize?

– Here? It’s no nigthingale, and not the lark.

– Maybe a blackbird, but an early one.