Archives for category: scenka rodzajowa

– O, to jest ta jej tajemnicza siostra, której nie lubi?

– Ona nie ma siostry.

– Aaa, to ta druga ma. Ale nie siostrę, tylko córkę.

– Ona ma dwie.

– Ale jedną lubi, a drugiej nie lubi?

– Ale obie nie lubią jej.

 

– A cóż my tu mamy?

– To jest taki Jezus na toście. Tylko że świnia. Z ciasta.

– Ja najbardziej lubię jego wizerunek na psiej dupie. Za każdym razem, jak widzę pieska z podniesionym ogonem, to wypatruję  tego Jezuska.

– Wypatrujesz mesjasza? Od razu widać, że Żyd!

– Ładna broda.

– Tak, ale była ładniejsza, jak była krótsza.

– Dlaczego?

– Bo była jasna. To ciemnieje z długością.

– To tak jak z Murzynami.

– She’s so precious to me… If only we could make something together…

– TO GET HER? You male chauvinist pig!

– Chce ci się tak ciągle pracować? Odpocząłbyś sobie.

– Jakbym miał z kim, tobym odpoczywał, a tak to mi się nie chce.

– No, mój drogi. Miarka się przebrała.

– A za co?

– Za kobyle caco!

– Rozmawialiśmy właśnie o tobie.

– A w jakim kontekście?

– No jak to, młodych chłopców!

– To znaczy tych, do których ja należę, czy tych, którzy do mnie należą?

– Popatrz, co za biedny dzieciak. Jakiś taki niegramotny, blady i jeszcze w słuchawkach wygłuszających na uszach.

– To jak najbardziej stereotypowe przedstawienie typowej nowojorskiej żydowskiej melepety.

– Brakuje mu jeszcze aparatu nazębnego, grubych bryli i 67 różnych alergii wmówionych mu przez rodziców albo takich, do których rodzice doprowadzili hipersterylnym chowem.

– Podsumowując:”Synkełe, kochamy cię tak bardzo, że zrobimy z ciebie inwalidę i pośmiewisko”?

– Czekaj, mam tu centymetr.

– Czemu masz na imprezie centymetr krawiecki?! Nosisz go zawsze przy sobie?

– A nie, tak wzięłam.

– Nieprawda, znowu cię z nim widzę na tej imprezie.

– Raz nie miałam.

– I co wtedy? Poprosiłaś kogoś, żeby ci postawił?

– Ja potrzebuję kolesia, który ma coś do powiedzenia.

– Na przykład co?

– Że mu się podobam…

– Bo z zakochaniem jest jak z fantazją o gwałcie.

– Niby chcesz, ale jednak nie chcesz?

– Żeby cię ktoś zgwałcił.

– To, co siedzi w nas głęboko, to i ciąży bardziej.

– No. Dobrym tego przykładem jest ciąża.

– Pierwsi chętni do współpracy z prawicową reżimową gazetką literacką okazali się najzagorzalsi lewacy.

– I jak oni to tłumaczą?

– Och, to bardzo proste. Wszystkiemu winni są liberałowie!

– Pamiętam, że pierwszą lekturą były Cząstki elementarne Houellebecqa. Tak hartowała się intelektualna stal.

– Nie stal winna temu, czym palą w piecu hutniczym.

– Hartowana stal wszystko zniesie.

– To prawda, ale co z niezahartowaną? Taką, która się trwale odkształci?

– Każdą stal można przetopić w podręcznej dymarce.

– No, do Łelbeka niewątpliwie pasuje to jak ulał surówkę!

 

 

– Patrz, oni ze sobą kręcą! Noż cuda-wianki!

– W tym układzie to prędzej wóda-cyjanki.

– Do you like your lithe?

– My what?

– Your lithe.

– My lies?

– No, your lithe.

– Oh, you mean life!

– Yeth. I tend to lithp when I’m drunk.

– Funny it’s enough to get drunk to make life and lies become the same…

– Zima znów zaskoczyła: ledwo wpół do czwartej po południu i już zachód słońca. Zaskakujące.

– Zaskakujące, że tak wcześnie?

– Nie. Zaskakujące, że znów dałem się zaskoczyć.

 

– Na zewnątrz pada czy płakałaś?

 

 

– Te poglądy należy pomnażać, a nie podzielać!

– Ja tam lubię dzielenie.

– Ja też lubię. No i nie da się przez zero, co pomaga unikać kiepskiego towarzystwa.

 

 

– Nie widzą, że ona ma napad drgawkowy? Mogliby jej coś dać, lorafen czy co tam.

– Laremid.

– Albo laxigen.

– I to pomoże na drgawki?

– Nnnie…  Ale uczyni je bardziej spektakularnymi.