Archives for posts with tag: prawda

– Nie powiem, też kiedyś myślałem, żeby trochę podragować, ale może i na szczęście, tylko myślałem. A teraz widzę, że to jakieś wręcz modne się zrobiło, taki must do w życiu geja. Ostatnio wiekowe panie się za to zabierają, często nie radzące sobie w życiu, jakby chciały naprawdę wszystkiego w tym życiu doświadczyć. Niestety, na końcu… tylko widzów żal…

– A ja tam nie lubię zbyt udanych drag queenów

– Też prawda, bo wtedy nie ma się z czego pośmiać, jest tylko sam ideał.

– Co pijesz?

– Bezalkoholowe.

– A co, pakujesz czy jesteś chory na coś?

– A to taka musi być alternatywa?

– A nie, racja, nie musi. Może być w pakiecie.

 

– Mam kłiz – które nazwisko rażąco odstaje od pozostałych: „Maria Janion i Jakub Kornhauser, Jerzy Bralczyk i Katarzyna Grochola, Kira Gałczyńska i Karolina Korwin-Piotrowska, Janusz Gajos i Wojciech Smarzowski, Piotr Rogucki i Krzysztof Penderecki – 318 ludzi kultury”.

– Karolina Korwin-Piotrowska.

–  Dziękujemy! To jest poprawna odpowiedź. Wygrał Pan… Nie, przepraszam. Przegrał Pan. Wszyscyśmy przegrali, skoro taką postać wymienia się jednym tchem z wielką literaturoznawczynią, cenionym poetą, wybitnym językoznawcą, płodną pisarką, częścią żywej legendy, znakomitym aktorem, ważnym reżyserem i jednym z czołowych kompozytorów, bardzo też zasłużonym dla popularyzacji kultury.

 

 

– A po co to pisać trudne wiersze. „Prawda człowieka jest prosta i trzeba wyrażać ją prosto”.

– Co to ma być?

– Chyba jasne, że noblista.

– Który?

– No przecież, że Miłosz.

– A, myślałem, że Zagajewski.

– „Rysunkowy portret to forma zmyślania swojego bohatera, choć staram się być bardzo dokładny w uchwyceniu szczegółów. Zmuszony jestem jednak do uproszczeń względem rzeczywistości. „Uproszczeń” to nie znacz kłamstw (mam nadzieje). Metafora i uchwycenie nieuchwytnego to próba zbliżenia się maksymalnie do prawdy na temat portretowanego bohatera. Nie wiem na ile mi się to udaje ale staram się bezwzględnie” [Arkadiusz Hapka].

– A to nie jest tak, że da się zrobić tylko jeden słuszny rodzaj portretu, tak jak to czynią Amerykanie na komisariatach, tzw. mug shot, czyli zdjęcie z przodu i z boku przy linijce, i wtedy jest jedyna prawda, bo inaczej to jest kłamstwo i w ogóle polska szkoła reportażu?

 

 

– A to co za ciacha?

– Po stopniu strzaskania na solarium sądząc, jakieś brownies. Chyba bracia, może bliźniacy.

– Pewnie chodzą tu gdzieś na siłownię.

– Owszem, a potem wracają do wypasionej fury.

– Zaparkowanej przed ogródkiem gejowskiego baru? Może nasi?

– Wątpię, raczej autoseksualni. Przychodzą i we własnym towarzystwie zjadają przed samochodem kurczaka z ryżem.

– Ale mają stylówę. I przedarte koszulki, i włosy trefione, i wszystko.

– Może realizują jakiś grant z ministerstwa kultury pod hasłem „Ocalmy pamięć o latach 90.”?

– Wielu nie rozumie werdyktu jury. Że nagrodę dostał  facet piszący jednozdaniowe wiersze – kawałki, które równie dobrze można by przeczytać w programie telewizyjnym albo usłyszeć w warzywniaku.

– Może towarzystwo w jury było tak międzynarodowe, że wybrało to, co najlepiej wypada w Google Translate…?

– Jesteś chyba jedynym znanym mi człowiekiem, który zawsze kicha trzy razy.

– A co, wszyscy robią inaczej?

– Tak,  zwykle dwa razy.

– Nie wiedzą co dobre.

– O! Rankingi! Tam jest o rankingach!!! No wiesz, uczestnik kultury o chlebie i wodzie żyć nie może, musi pilnować interesu. Aż wygooglam chyba jakieś rankingi z ciekawości.

– Rankingi nie są dla twórców. W sumie nie wiem, dla kogo są. Chyba dla tych, którzy sami niczego nie sądzą i potrzebują usłyszeć od innych, co mają uważać. Może Filip Łobodziński śledzi je po to, żeby wiedzieć, co ma potem mówić w wywiadach, żeby inni mogli go zacytować jako autorytet.

 

Opus rectum to również „prawe, słuszne, szczere dzieło”.

– To bardzo prawdziwe. Naprawdę szczere!

– I głębokie. Biorąc pod uwagę, ile jelita mają metrów, to wszystko to, co się z nich wydostaje, reprezentuje chyba najgłębszą głębię człowieka.

– Przypatrz się temu z lotu ptaka.

– Ale po co?

– Bo z góry lepiej widać całość.

– Może i z góry widać mózg, ale z dołu za to jaja.

*

Mutatis mutandis.

– Jakie mutanty?

– Dostosowane do sytuacji.

– Dzięki, ja nie ćpam.

*

– Prawda nas wyzwoli, zbawi, a przynajmniej rozbawi!

– Hmm. Zbawi – rozbawi. Ten stosunek nie jest przypadkowy.

– W odróżnieniu od całej masy innych stosunków.

 

 

– Widziałeś, będą robić w przyszłym sezonie „Peleasa i Melizandę” w operce.

– O w życiu…  To powinny być mgły nad głęboką, krystaliczną tonią, jak jezioro w jaskini. A w ich wykonaniu będzie to bagienko…

-… Nad którym unosi się podejrzany smrodek.

 

 

W autobusie:

– Co Pan czyta?

– Wittgensteina, O kolorach.

– Witge co?

– Taki filozof.

– A co tu filozofić. Wiadomo, że białe to białe, a czerwone to czerwone. Znaczy… Czerwone to ruskie, ale ten Sztejn to pewnie jakiś Żyd albo Niemiec był.

– „Etiudami symfonicznymi” oraz „Etiudami-kanonami” Schumann udowadnia, że potrafił pisać na fortepian rzeczy autentycznie ciekawe, a nie tylko taśmowo produkować minoderyjne skisłe pruty w stylu „Karnawału” czy „Scen leśnych” albo „Kreislerianów” czy „Novelett”, które w większości są subtelne jak bawarski masarz, dowcipne jak wujcio Beethoven i błyskotliwe jak piekielne dłużyzny Schuberta. Ale oczywiście pamięta się głównie o tych jego flatulentnych miniaturach.

– Bosz. Kocham Haydna, nie znoszę Schumanna. No, dobrze. Zaraz posłucham tych etiud.

– Gupiego też można kochać wszak! A brzydki może się podobać. Aha, żeby było już całkiem w stylu Katona Starszego: A poza tym uważam, że Haydn jest gupi!

– Proszę mi tu natychmiast zaprzestać obrażania Haydna Josepha!

– Och, ja jestem przekonany, że on się zaimpregnował pudrem na peruce i nie straszne mu żadne obrazy. Po kimś, kto napisał setkę symfonii, i to takich, nie spodziewałbym się wrażliwości na cokolwiek, a już na pewno nie na krytykę.

– To jak z polskimi wykonawcami, reżyserami, dyrygentami – nie da się ich obrazić, bo są przez wszystkich dookoła utrzymywani w takim przekonaniu o własnej zajebistości, że przenieśli się już w inny wymiar.

 

– “Transgender Man Shares Before And After Picture Of Transition”.

– That proves all people are really equal and all of them get affected by narcissisim regardless of their gender or sex.

– Ostatnio na „Pokocie” na Wilsona, kiedy już film miał się zacząć, odezwał się jakiś barejowski głos poirytowanej kobiety :”Przepraszam bardzo, czy mógłby pan coś zrobić z tym kokiem, bo mi zasłania – i tu nastąpiła jakaś cicha odpowiedź właściciela koka – no nie wiem co, mam go na środku ekranu”. I po jakimś czasie pojawiła się sylwetka hipstera z dość sporą samurajską fryzurą, który poszukiwał dla siebie nowego miejsca, a ja się dusiłam od chichotu przez cały początek filmu. A potem znajomi powiedzieli, że to nie tak, że to o innym koku było, a hipster wszedł później. I wszystko mi zepsuli.

– Ooo, to przykro, że zepsuli. Ja wolę często świat przesłyszany, niedorozumiany, przekręcony. Poprawianie takich przerozumień to tak naprawdę często pogarszanie odbioru świata.

 

 

– Kiedyś nadmiernie pożądałem takich typów i odczuwałem żal z utraconych korzyści potencjalnych. Ale zrozumiałem, że tych korzyści zwykle nie ma w takim kształcie, w jakim je sobie wyobrażam, a jeśli nawet są, to w ostatecznym rozrachunku ma to niewielkie znaczenie. I od tej pory mogę się już spokojnie cieszyć ich urodą w stanie czystym.

– Przechwalała się, że założyła na siebie to, co dekadę temu, bo wciąż mieści się w ten sam ciuch.

– No, to gratuluję trzymania formy! I współczuję braku kasy na nowe ubranie.

– Są na tym świecie rzeczy ważniejsze od oper mydlanych i monster traków.

– Oczywiście: opery poważne i monster koki.

– Och, jaki uroczy przenośny zestaw do malowania akwarel. A w czym pędzel maczali? We łzach, które ronili nad pięknem natury?

– Wiesz co, w dupie. Stąd technika zwana sepią.