– Rząd namawia, żebyśmy jak króliki. A króliki, jak się okazuje, nie stronią od zachowań homoseksualnych.

– Podobał mi się komentarz Wajraka: kampania za 2,7 mln, ale na research 0 zł. Tymczasem króliki, żeby być zdrowe, muszą zjadać własną kupę.

– No tak, racja! Co znów zbliża je do pederastów.

– Zgadza się. Króliki poza tym, na co wskazuje przykład naszej Misi, są zmiennopłciowe.

– Karaluchy ponoć szybciej się rozmnażają.

– Karaluch twarzą polskiej polityki społecznej!

–  Ale żeby jakaś rozpustna wesz łonowa – co to to nie! Wesz ma być porządna, głowowa, prosto z polskiego kołtuna.

– „Idźcie i rozmnażajcie się jak karaluchy!”

– O, to, to! W sam raz do programu emerytalnego – bo te zwierzęta ponoć przeżyją w najtrudniejszych sytuacjach!

– No proszę, jak pasuje. Jeszcze tyle Polaków zagranicami, w milionach…

– „So many of us, so many of us”…

 

 

– Czasem mam wrażenie, że szczepionki powstały po to, żeby pomóc ewolucji poprzez autoeliminację z puli genowej tych, którzy twierdzą, że są im niepotrzebne.

– Czego tam nakupowałeś?

– Pasty, meridol, te wybielające, w promocji były, to wziąłem dwie.

– Weź ty, zacznij rejestrować rzeczy które kupujesz.

– Jak to?

– Bo tydzień temu też były i wziąłeś trzy. Teraz mamy pięć. Szósta otwarta.

– Oj przestań. Zużyje się. Przecież myjemy zęby codziennie… Nawet czasem dwa razy…

– A co, ty nie słuchasz Edyty Górniak? To jesteś gejem czy nie?

– Geje nie słuchają Edyty Górniak. Oni ją tworzą.

 

 

– No, to ja wracam do redakcji, a ty idź się połóż.

-Nie, nie, nie. Nie „idź się połóż”, tylko będę przygotowywał prelekcję na jutro.

– I co, może będziesz to robić na stojąco?

– No nie.

– No nie, bo się położysz, prawda?

– Aaa, no jasne, że się położę, ale nie po to, żeby leżeć!

– A za co ty byś się przebrał na Hallowe’en, jakbyś był dzieckiem?

– Za nic.  Dzieci to dość bezkrytyczne i szokująco wierne, choć wybiórcze, zwierciadła dorosłych. Są wystarczająco przerażające same z siebie.

 

 

– To co, może pójdziemy na jakieś tańce, hulanki, swawole?

– Nieee, wolę posiedzieć w domu, poleżeć, poczytać…

– Wiesz co, nie muszę z tobą chyba być przez następnych 30 lat.

– Jak to! Czemu?

– Bo już wiem, jak to jest się z tobą zestarzeć.

 

 

 

– Z mało kim rozmowa w Internecie układa się tak ciekawie, żebym szybko nie zapomniał, że w ogóle była. Chyba spadło mi ciśnienie na cokolwiek. Może to te betablokery.

– Betablokery nie brzmią dobrze… Raczej niepokojąco.

– Dla większości pacjentów brzmią super. Uspokajają serce, obniżają ciśnienie, zmniejszają odczuwanie niepokoju. Dosłowne betablokery i przenośne też –  te drugie to w tym przypadku praca, trwałe relacje, zainteresowania.

– Brzmi niepokojąco…

– Piszę przecież, że betablokery to leki, które człowieka uspokajają, nie zamulają. A metaforyczne betablokery to wyznaczniki czegoś na kształt szczęścia, a ty wciąż, że niepokojąco.

– Bo ja się farmakologii boję…. Pracuję z dziećmi z zaburzeniami – często na prochach. Rozumiem, że są te, które działają in plus, i te, które maja skutki uboczne. Po prostu taki jestem ja i taki jest mój stosunek do leków… Nie łykam nawet apapu.

– Hm, dla mnie nie jest to kwestia bania czy niebania, tylko wiedzy. Ale fobia nie wybiera. Na szczęście są na to… leki.

– Jeżeli zadziałają i nie spowodują czegoś gorszego.

– Leczenie zawsze bazuje na przekonaniu o przewadze efektów terapeutycznych nad skutkami ubocznymi. Oczywiście, zawsze można wpaść pod tramwaj albo oberwać nożem pod żebro. Tylko czy to powód, żeby przestać wychodzić z domu?

Przystojny aptekarz – wliczony w cenę zamówienia

Wpatrywanie się w imię i nazwisko na jego plakietce – plus 2 dioptrie

Konstatacja, że nazywa się Marcin Kowalski* – bezcenna

 

—————————————————————————-

* Dane przystojnego aptekarza zostały zmienione

 

– Pragnąłbym posiadać diament z tego żyrandola.

– Jako kolczyk?

– Nie, jako brelok.

– Co za heteryckie podejście!

– Jako brelok do dilda!

 

 

– I co, naprawdę przeczytał pan to wszystko od wczoraj?

– Tak. Dowodem na to jest fakt, że wyglądam jak bulwa dalii wykopana z ziemi na zimę.

 

 

– Ładny piesek! Rzadkie umaszczenie, chyba szylkretowe?

– O, zna się pan na amstaffach?

– Skądże, po prostu genetyka predysponuje mnie do nieco lepszego rozróżniania kolorów…

 

 

– Czyli koleżanka Wysocka – „cukier w normie”. Ech, nuuuuuudaaaa…

– Cukier! Dobre sobie. Kawior, panie kochany, kawior w normie.

– „POLSKA OPERA KRÓLEWSKA… dzisiaj… tu i teraz… na nowo podejmuje tę prawdziwą, dobrą i piękną… polską i królewską… tradycję opery jako… służby poprzez dzieło. Podejmuje ją w nowej… zarówno polskiej jak i europejskiej rzeczywistości Wspólnoty Europejskiej… i Rzeczypospolitej Polskiej… których wspólnota i dzieła wytrwale podejmują… PRAWDĘ… DOBRO… PIĘKNO. Podejmuje ją jako dzieło powołane do życia szczególnym aktem Pana Premiera i Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego… Pierwszego Sługi Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Polsce – PANA PROFESORA PIOTRA GLIŃSKIEGO ​ POLSKA OPERA KRÓLEWSKA… tu i teraz… dzisiaj… na nowo podejmuje dzieło, które swoją tożsamość i powinność odnajduje w żywiole kardynalnych wartości kultury Europy, którymi niezmiennie są… PRAWDA… DOBRO… PIĘKNO”

– Myślę, ze te wielokropki symbolizują nabieranie oddechu przez tenora…

– Strasznie trudno się oddycha, jak się jednocześnie śpiewa i klęczy. Pod stołem.

 

 

– Okej, możemy się spotkać, ale czemu takim świtem?!

– Jakim znowu świtem?

– Czternasta to świt; no, może poranek. Nie pamiętam, kiedy spotkałem się z kimś towarzysko przed wieczorem.

– „Rano trzeba wstać, rano to jest tak gdzieś po pierwszej, bo później już nie”. Więc przykro mi, ale świt jest przed 14.

A cóż to za ontologia. „Świt jest przed 14.” Gdybym miał wszystko jak wszyscy, to teraz rozmawialibyśmy o Rihannie i „Na Wspólnej”. Czyli nie rozmawiali wcale.

– Tyś się chyba jeszcze z Polskim Komitetem Normalizacyjnym nie przywitał.

– Mam luksus mienia go tam, gdzie polska norma nie dochodzi.

– Sobie rozmawiaj nawet o „Trudnych sprawach” czy o „Kardashiankach”, mnie za jedno, ale pewien fundament musi być. Żeby nie 1993, tobym ci tą polską normą naprostował kręgosłup.

– Chyba nie zrozumiałem…

– W 1993 Polskie Normy przestały mieć charakter obowiązującego prawa. Od tej pory ich nieprzestrzeganie nie ma konsekwencji karnych. Są dokumentami dobrowolnego stosowania, o ile prawo nie stanowi inaczej.

– Uff, ulżyło mi! Nie wsadzą mnie do kicia za niesłownikowe idiosynkrazje!

– Niestety, żaden słownik w tym kraju nigdy nie miał charakteru normy. To jeszcze smutniejsze niż rok 1993.

– Hm, język powinno się normować na zasadzie autorytetu bardziej niż prawa. Jak pomyślę, jakie ustawy językowe napisałyby nam Kłosińskie i Jadackie tego świata, to wolę mieć burdel. W ogóle bardziej nęcą mnie chyba burdele niż obozy.

– Co do burdelu i obozu to już chciałem powiedzieć, że ani w jednym, ani w drugim nie byłem, ale potem sobie przypomniałem, że mieszkam w Polsce i to jest trochę burdel, a trochę już obóz.

 

 

– On łyknie te bzdury? A co, jak mnie zapyta, o co w tym chodzi?

– Powiedz mu, że w tekście następuje metatekstualizacja, podmiot przenicowuje się  w przedmiot, a na czoło wysuwa się paradygmat autoteliczny. A autor metaforycznie umarł, więc tekst jest własnością interpretatora, czyli na pytającym spoczywa ciężar obliczenia pierwiastka z minus jednego.

– I on to wtedy zrozumie?

– Nie zrozumie, ale słyszał wszystkie te frazesy odmienione tysiąc razy, więc poczuje się znajomo i to uśpi jego czujność.

 

 

– Tylko statystyki nie kłamią.

–  No. Kłamać może jedynie sposób ich zebrania, opracowania i interpretacji.

 

 

 

– Jak pięknie przetłumaczone. „Jest mi miłość”. Od pierwszego usłyszenia wiesz, o co chodzi, nie?

– Faktycznie! A na dodatek dowiadujemy się, jak to było z tą Mimì u Pucciniego. Zadławiła sie łościoł i łumarła!

 

 

– Niedługo środowiska radykalnie równościowe dopną swego i nie będzie wolno powiedzieć, że jest się gejem. Bo jakim prawem odrzuca się kobiety?

– Nie będzie też wolno powiedzieć, że się jest heterykiem. Bo jakim prawem redukuje się je do obiektów seksualnych?

– I siebie samego też!

– Męska masturbacja najstraszliwszym gwałtem na kobietach!

 

 

– Kolejny, co chce kolesia „spoza”.

– Czego?

– No, „spoza środowiska”.

– A, myślałem, że na małżonkę, sposa.

– Oczywiście, heteronorma górą. Tylko kiedy oni się skapną, że osiemdziesiąt procent słowa „spoza” to POZA.