– A myślałam, że jak będę miała 45 lat, to będę sobie leżała, czytała powieści oglądała filmy, a może nawet seriale, a tymczasem…

– Ja jakoś znajduję czas na takie tracenie, ale jest między nami pod tym względem jedna zasadnicza różnica: dzietność. Nie bez powodu dzietność od dzielności różni się tylko tym, że ma w środku mały krzyż…

 

I oto znikło drżenie rąk,
już czas na szczyt.
I opadł strach na samo dno,
w przepaści dym.
Nie ma powodu w miejscu tkwić,
jest przecież tak,
że można zdobyć każdy szczyt
i każdą dal.

Wśród nieprzebytych szlaków swój
odnaleźć chcę,
z niepokonanych granic stu
ta za mną jest.
A śnieg imiona topi tych,
co tutaj śpią.
Przez tyle dróg nie przebiegł nikt,
a ja mam swą.

Tutaj błękitnym lśnieniem lód
okrywa stok
i tajemnice czyichś stóp
w granicie tkwią.
W marzenia swoje sponad głów
spoglądam hen…
I święcie wierzę w czystość słów
i śniegu biel.

[Władimir Wysocki, przeł. Paweł Orski]

– W obliczu obsesji biskupów na temat masturbacji sformułowanie „Święta Anna Samotrzeć” nabiera specyficznego wydźwięku…

– Ta pani jest klimatologiem, analizuje te, ekstrema pogodowe. Fale upałów, polewy, susze…

– Polewy? Znaczy się: ulewy czy powodzie?

– Jak poleje, to powódź.

– A jak się powodzi, to polej!

 

– Dobrze, że Tissot odpuścił w pewnym momencie sprawę masturbacji i zajął się zegarkami.

– Chyba nie ma między tymi Tissotami pokrewieństwa, ale nie jestem pewien.

– Tak czy siak jednego i drugiego łączyło ponadprzeciętne zainteresowanie czynnościami wykonywanymi w samotności, przy użyciu rąk i z wybałuszonymi oczyma.

 

 

 

– To są zalety czy wady?

– Zalety mogą być wadami, a wady zaletami, zależy u kogo.

– Co za cynizm!

– To nie cynizm. To tolerancja.

 

– Nie no, ja już wolę jednak wielki samogwałt od samogwałciku. Samogwałcik to podobny chwast językowy co „pieniążki”.

– Chwast chwastem, a obrzydliwostka obrzydliwostką, ale  komu przyszło go głowy umieścić taki wyraz w słowniku? Proponuję dodać tam jeszcze słowa takie jak: „brateczek, astereczka, cyneraryjka, smuteczek, chandereczka, melancholijka.”

– A ja myślałem, że ktoś zaprogramował zdrobnienia w słowniku, zapewne jest i kiłeczka, rzeżączusia, boreliozka, prącieczek.

– Ejdsik, hivcio, nowotworek, białaczeczka i przetoczka, zapalonko płuc, pomorek, i zaropiejonko oczka!

 

 

– „Krowa biegała na ulicach Wrocławia. Zwierzę uciekło z uczelni.”

– Jak z uczelni, to niechybnie była to święta krowa.

– Jak święta, to musiała mieć co najmniej habilitację.

– A pomyśleć, że kiedyś w przemyśle mleczarskim wystarczała zwykła pasteryzacja…

– Znasz kogoś takiego jak Izaak Lewitan?

– Coś słyszałem. To był jakiś ukraiński malarz? Rosyjski?

– To był polski malarz. Popatrz. Namalował wierzbę. I wiochę. I błoto. To był polski malarz.

 

– W krainie ślepych jednooki  jest królem.

– A w krainie nagich ubrany jest ciachem?

 

 

– …ce do domu.

– Powiedziałeś: „ja chcę do domu”, czy „nie chcę do domu”?

– W sumie mogą być oba.

– Obaj?

– Nie, jeden wystarczysz.

– Ale o co chodziło?

– O to, o co poszło.

– Powiedział kiedyś: „Zaczyna zaczynać się przedwiośnie”.

– Tegoroczne już daje. A dokładniej bierze.

 

 

Oto frazy z wyszukiwarek, po których w ostatnich miesiącach trafiano na mrówkodzika:

 

+wolicjonalizm filozofia

dry those eyes which are o’erflowing

hymenoplastyka porno

froterowanie cipki film

balzamum vigor

surykatka wiersz

masterów i cweli dres

jamnikogończy

kaczor francuski penis

skuza slang

barańczak ażeby

spółłgłoski zwarto wybuchowe

relacja ibn jakuba pdf

ululacja

lodkonogi

jestem zła – wiersze

filiae maestae jerusalem tłumaczenie

zamiana par kazirodztwo porno

ładny srom zdjęcia

nie znoszę chińczyków

geje w damskich ciuszkach zdjęcia opowiadania erotyczne

gniazdo na gruszy bocianie

jackpot polski

– Im dalej w las, tym więcej drzew…

– W tym wypadku raczej: im dalej wlazł, tym więcej grzech.

– Wybacz, byłem myślami gdzie indziej.

– A gdzie?

– W czarnej dupie.

– To nawet miło?

– Było.

 

 

– O której wstajesz?

– Jutro.

– Ty pamiętałeś że pierwsza żona Bacha też była z domu Bach?

– Kompletnie mi wyleciało.

– Byli małżeństwem przez trzynaście lat. Urodziła mu siedmioro dzieci.

– Jezusmaria!

– E tam jezusmaria. Wychodzi jedno na dwa lata. A mogło przecież być dwa na rok!

– Masz ochotę na rybkę?

– Po co?

– No, przy piciu zakãsza się śledzia.

– To na początku. A potem inna rybkę. Złotą.

– Czemu złotą?

– To na pamięć.