Archives for posts with tag: przejęzyczenie

– Tu jest chyba jeden z najlepszych hoteli w Rzymie.

– A jak się nazywa?

– Eklezjor!

– Hi! Where are you from?

– Here, Warsaw.

– Hmm, you look Chechnian.

*

– Zawsze mi się podobałeś.

– Nic mi o tym wcześniej nie współżyłeś.

*

– Co on powiedział? „My penis is dismal”?!

– Ja tam słyszałem coś ze „small”…

– Aha, w każdym razie jak zwykle przechwalał się swoją karierą naukową.

 

Po tych frazach trafiano w ostatnich trzech miesiącach przez wyszukiwarki na mrówkodzika:

 

przejężyczenie wiersza

szukam laski chętnej na mefedron

bdsm skruty

ruchają się normalnie

perhydroliza

ohydne broda wiersz

co to znaczy korzystnie wygladasz

amfetamina spulchniacz

prosrytutki pruszków

spedalony dupcyngiel

krystian legierski naked penis

proba krytyki wszelkiego objawienia

zargon na cos niesmacznego

darmowe filmy najbardziej fikuśny seks

allegro krzyż z brzozy smoleńskiej

potocznie o ubraniu komunijnym

porno bagietki

co oznacza pingwin z dziubkiem

opowiadania erotyczne babćia 2016

 

 

 

– Broch mi się z tobą jakoś kojarzy.

– Naprawdę? Przyznam, że nic nie czytałem. Ale oczywiście o nim słyszałem. On napisał na przykład…

– No, to na „ś”. Śśś… Śśśmmm…

– Coś ze śmiechem… „Śmiech Owidiusza”?

– „Śmierć Wergilego”!

– Tymczasem ja miałem w domu ruską łódkę na baterię. Zrobiona była z plastiku i gdy się ją puściło na głębszą kałużę, pływała w kółko. W lewo albo w prawo. Pamiętam ją dobrze, ponieważ to była pierwsza ruska rzecz, którą miałem na własność. Terkotała i zataczała kółka. Dobrze ją pamiętam. Była szara, ale miała też coś różowego, jak z mięsa. Ledwo wydobyte kształty, ledwo uformowane. Kadłub jeszcze jako tako, bo jednak musiał pływać, ciąć wodę i nie wywracać się do góry dnem, ale nadbudówka to już była inżynieria specjalnej troski. Klocek z ledwo zaznaczonymi, ledwo ulepionymi kształtami nie wiadomo czego. Jakby robili to po ciemku. Miało pływać, więc pływało. Reszta nie miała znaczenia. Była niepotrzebna. Idealiści.

– Czytałem ten fragment, czując coraz większe zdziwienie. No dobra, z plastiku, nietypowo, no i na baterie…? Tak czy siak pływa w kółko. Dziwne trochę, żeby takie coś puszczać, żeby pływało. Jak dobrze zrobione, to nie powinno wręcz pływać. Kadłub, hm, nadbudówka, co za metaforyka. Idealiści? Chyba poeci! Dopiero przy drugim czytaniu zauważyłem, że mowa o ŁÓDCE, nie o KŁÓDCE. Chyba nie zdziwiłem się przez ten fragment: „to była pierwsza ruska rzecz, którą miałem na własność”. Ruska rzecz, no to co tu wiele wymagać…

 

– Odkąd napisałem gdzieś z rozpędu, że Krakowiaków i górali napisał Bogusław Wojciechowski, i to poszło, staram się sprawdzać nawet najbardziej oczywiste rzeczy, zanim wypuszczę. Jak to powiedział kiedyś żartobliwie Julian Kornhauser: „Ja wiem, że Kordiana napisał Mickiewicz, ale dla porządku i tak sprawdzam.

– Nie Julian Kornhauser, tylko Mieczysław Grydzewski. I Nie Mickiewicz Kordiana, tylko Słowacki Pana Tadeusza. I nie „dla porządku”, tylko „dla pewności”.

– No, sam widzisz.

 

 

– Sam przyznasz, że łatwo nie jest.

– Fakt, ja nie jestem łatwy, a ty też nie jesteś ładny.

 

– Szkoda, że nie mamy tej, no, kaczuszki.

– Czego?

– Oj, kubeczka. Zapomniałem tego słowa, więc użyłem innego, pierwszego lepszego na „k”.

– Cóż, mogłeś w sumie wybrać gorzej.

– Na pochyłe drzewo wszystkie brzozy skaczą.

– Kukułki? Raczki? Irysy? Ohyda! Jako dziecko się brzydziłem, żaden obcy pan by mnie na pewno nie wywabił z piaskownicy na takie cukierki.

– No… To są cukierki, od których ja też mam traumę.

– Serio? Brzmi ostro! Dlaczego?

– No bo kiedyś jedząc kukułkę, stanąłem na głowie i wpadła mi do jamy nosowej, a potem mama próbowała mi ją wyciągnąć…

– A czym?

– Ołówkiem.

– Wiedziałeś, że Árpád Miklós nie żyje? Popełnił samobóstwo.

To znaczy samobójstwo, miało być.

Zresztą wszystko jedno.

– …Bo ona kochała Edmunda, który ginie w pocałunku… To znaczy ginie w pojedynkę… Tfu, ginie w pojedynku!

– Grał tam ten aktor, no ten, co się nazywa jak taki zespół… Iron Maiden?

– Jeremy Irons…?

– O, to, to!

– On grał w tym, no, serialu… „Mniej niż życie”…?

– „Więcej niż miłość”…?

– „Wspólna miłość”!

– Wiesz, że Mirella Freni i Pavarotti oboje są z Modeny?

– No co ty, pomyślałbym, że Freni jest z Neapolu, ma taką sosową urodę, jak z reklamu włoskiego fixu do spaghetti.

– Nie, z Modeny są, urodzili się w tym samym roku i mieszkali po sąsiedzku. Ich matki pracowali…

– …Pracowali? W Białymstoku?

– Pracowały w tej samej fabryce. Mieli też tę samą mamkę!

– Niesamowite! Co ona musiała mieć w tym swoim mleku?

– Ocet?

– Co się dzieje po zatruciu arszenikiem?

– Różne rzeczy, zaraz ci przeczytam. O, mam. Bóle brzucha, nudności, wymioty, biegunka, bóle głowy, wylewy do mózgu, utrata przyjemności, wstrząs i śmierć.

– Utrata przyjemności!

– Oboże, znowu bredzę. A nie, jednak mam rację, bo piszą, że w leczeniu takich zatruć stosuje się… BAL*!

————————————————————–

* Jak się potem okazało, BAL to skrót ot British anti-Lewisite, dimerkaprol, antidotum na luizyt.

– Wiesz, że taki szczur jest o wiele inteligentniejszy niż mysz? Różnica jest ogromna.

– No co ty.

– Naprawdę. Potrafi z tobą siedzieć, łasić się, towarzyszyć, czymś tam się zajmować, a taka mysz to tylko biega jak głupia i coś gryzie.

– I mówisz, że szczur poznaje człowieka?

– Jak najbardziej poznaje! Tak jak na przykład żółw.

– No fakt, żółw poznaje. 

– A szczur jest przecież o wiele bardziej zaawansowany.

– No tak, żółw ma i skorupę, i pazury…

– Szczur, mówię, że szczur jest bardziej zaawansowany!

– Szczur? Ale szczur ma tylko futro i ogon, i oczy, i tyle. A żółw ma to samo i jeszcze skorupę, więc wiesz.

– Ha, będziemy mieli słodziutką fioletową łazienkę wypełnioną dziełami sztuki!

– Jak… Pochwa Leni Riefehstahl!

– A nie jak Leni Rusis?

– Zdrowia, szczęścia, pojemności…

– Pojemności! Jak pięknie! A wieczorem dużo gości?

– Tak. A wiesz, że ten huragan, który nas wczoraj pchał i posuwał, to nazwali Juda? Na cześć Judy Tadeusza!

– A to co jest?…

– To jest pokrowiec od papierosa.

– Co?!

– No, jak się nazywa ten papieros, którym się chronisz przed deszczem.

– Parasol!

– A, parasol.