Archives for posts with tag: Purcell

– Słyszałeś to?

– O rany boskie.

– Powiedziałbym, że Pluhar dała czadu, ale czad jest trucizną bezbolesną…

Piszemy z Vrublinim o ewentualnym zakupie składanki Purcella. Stwierdzam:

– Ładny wyborek, ale zależy od wykonawców sporo.

– No niestety nie ma tam nic napisanego, trzeba pośledzić będzie. Tu jest, z boku.

– Bdb! Pinnock, Howgood, Preston ♥, Bonney ♥.

Po chwili reflektuję się:

– Jaka ładna literówka: powinno być Hogwood, a wyszło Howgood! Chociaż to poniekąd to samo… Nie wiem, czy wiesz, ale hog wood można przetłumaczyć jako „dziczy wzwód”.

[O ambicjach pań doktorowych była już mowa przy okazji fragmentu Drwala Witkowskiego. Dzisiaj kawałek z niezłej, znośnie przełożonej, choć trochę niedoredagowanej książki Josha Kilmera-Purcella Drag queen (oryg. I am not myself these days). Rozrywka na jeden-dwa wieczory porównywalna z przyzwoitym filmem. No, może nie do końca przyzwoitym.]

Jako chłopak znanego lekarza spodziewam się nowych wyzwań. Moim nowym hobby stanie się działalność charytatywna. Może coś w ONZ, coś, co mojej filantopii nada międzynarodową rangę. Wyobrażam sobie podróże po pięciogwiazdkowych hotelach w krajach Trzeciego Świata, kiedy już uda mi się namówić doktora […] do porzucenia na rok praktyki i zasilenia Lekarzy bez Granic. Tam szybko zaprzyjaźnię się z takimi sławnymi aktywistkami jak Susan Sarandon, Bette Midler czy Jane Fonda, które będą nas odwiedzały w naszym penthousie, by zjeść lunch i przedyskutować problem zdobywania funduszy. Układam właśnie w głowie najwytworniejsze menu, gdy Jack wreszcie otwiera drzwi […]

Chyba kończyła się zima. Piliśmy wino i słuchali muzyki, potem podśpiewywaliśmy sobie Chopina, Purcella, Dowlanda. W końcu wylądowaliśmy w klubie. Przechadzka po rozległych ciemnicach, ciszej tam, chłodniej, mniej duszno. Gadaliśmy, patrzyli; widać niewiele. Gdy krążyliśmy po korytarzykach, pogwizdywał – czysto i przenikliwie, choć cicho – Schuberta.

 

Dry those eyes which are o’erflowing,

All your storms are overblowing.

While you in this isle are biding,

You shall feast without providing,

Ev’ry dainty you can think of,

Ev’ry wine that you can drink of,

Shall be yours and want shall shun you,

Ceres’ blessing too is on you.

Przedstawienie The Tempest Purcella w Collegium Nobilium (teatr Akademii Teatralnej w Warszawie). Brak miejsc siedzących, bo wstęp wolny. Jakiś nieznajomy próbuje znaleźć sobie miejsce do wygodnego stania. Trochę po sobie depczemy, choć nie bez sympatii, na balkonie.

– To przedstawienie będzie bardzo dobre, bo czeka nas owacja na stojąco.

– Z konieczności.

– Chociaż możemy też klęknąć tu przy barierce. W świątyni sztuki.

– Możemy się też opierać.

–  No właśnie: klęknąć czy się opierać?

 

If Love’s a Sweet Passion, why does it torment?

If a Bitter, oh tell me whence comes my content?

Since I suffer with pleasure, why should I complain,

Or grieve at my Fate, when I know ’tis in vain?

Yet so pleasing the Pain, so soft is the Dart,

That at once it both wounds me, and tickles my Heart.

 

 

How happy the Lover,

How easy his Chain,

How pleasing his Pain!

How sweet to discover

He sighs not in vain.

For Love ev’ry Creature

Is form’d by his Nature;

No Joys are above

The Pleasures of Love.

 

In vain are our Graces,

In vain are your Eyes,

If Love you despise;

When Age furrows Faces,

’Tis time to be wise.

Then use the short Blessing,

That flies in Possessing:

No Joys are above

The Pleasures of Love.

 

 

Music for a while
Shall all your cares beguile.
Wond’ring how your pains were eas’d
And disdaining to be pleas’d
Till Alecto free the dead
From their eternal bands,
Till the snakes drop from her head,
And the whip from out her hands.

Można jeszcze zerknąć na to wykonanie Doultona, choć szkoda trochę, że przy From their eternal bands śpiewa sekundy wielkie zamiast małych, co trochę odbiera ponurego dramatyzmu.

 

Muzyka na pogrzeb królowej Marii II Stuart. Napisał Purcell, i wykonano mu to na jego własnym pogrzebie.

What power art thou,
Who from below,
Hast made me rise,
Unwillingly and slow,
From beds of everlasting snow!

Seest thou not how stiff,
And wond’rous old,
Far unfit to bear the bitter cold.

I can scarcely move,
Or draw my breath,

Let me, let me,
Freeze again to death!

[sł. John Dryden, muz. H. Purcell; aria pochodzi z półopery King Arthur i jest powszechnie znana pod tytułem Cold Song]

%d blogerów lubi to: